Dziesięć kobiet w różnym wieku rezygnuje z ferii z rodziną. W środku zimy jadą do wyludnionej nadmorskiej miejscowości, gdzie czynne są dwa sklepy i jedna restauracja, a na ulicach łatwiej spotkać dzika niż turystę. Po co? Już ja wiem po co... Skoro świt autobusem jadę do Krynicy Morskiej na wczasy odchudzająco-kondycyjne.
Magda, nie zrozum mnie źle...
Była piękna – brązowa, z pięknie wykrojonym dekoltem. Co prawda weszłam do sklepu tylko na momencik i miałam nic nie kupować, ale wzięłam ją do przymierzalni. Leżała doskonale, co przy mojej niewymiarowej figurze rzadko się zdarza. Decyzja zapadła. W myślach dobierałam już dodatki, by nazajutrz wparować dumnie do biura w nowej kreacji. Ale zerknęłam na metkę, by sprawdzić, co za linia ubrań tak świetnie na mnie leży. „9 Months?!”. Dla kobiet w ciąży! Ups! Wyszłam ze sklepu załamana. Dlatego następnego dnia, gdy Martyna wparowała do mojego pokoju z tekstem: „Magda, nie zrozum mnie źle, ale czy nie chciałabyś jechać na wczasy odchudzające?”, od razu się zgodziłam. Dopiero później dowiedziałam się, że wytypowali mnie koledzy na kolegium redakcyjnym. Świnie!
Brzuch – temat zakazany
Wiedząc, że przez najbliższy tydzień będę głodować, poszłam wczoraj z R. na kolację. Wiem, mogłam zamówić tego łososia bez pieczonych ziemniaków, ale chciałam uroczyście pożegnać się z jedzeniem. Wieczór upływał miło, choć cały czas zastanawiałam się, jak przeżyję tydzień na 1 tys. kalorii i 5 godz. sportu dziennie. Aż napomknęłam coś o brzuchu. Jego, nie moim.
Widząc minę R., od razu zrozumiałam, że to dla niego temat drażliwy, a już na pewno wykluczony podczas romantycznych kolacji. Swoją drogą, człowiek ciągle się uczy. Muszę dopisać kwestię brzucha do listy tematów, „których nie porusza się, gdy jest miło”. Obok kredytu, ślubu i kolejnego dziecka. R. odłożył widelec i zapytał zimno, czy jego brzuch stanowi w naszym związku jakiś problem. Chciałam powiedzieć, że absolutnie nie. Nie wiem, jak to się stało, ale wypaliłam, że w zasadzie w niczym nie pomaga. Freud by się uśmiał.
Dziś rano przed wyjazdem zjadłam tylko kanapkę, do zakupu której namówił mnie R., gdy odwoził mnie na dworzec. Taki kochany, a ja mu z tym brzuchem tak wczoraj dokuczyłam...
Do Hotelu Krynica dotarłam o 14. Powitano mnie bardzo serdecznie, poinformowano, że o 16 jest mierzenie i ważenie. Na szczęście w pokoju czekał na mnie prezent powitalny: maleńki cukiereczek. Pewnie na otarcie łez – wszak przez najbliższe siedem dni nie będzie mi wolno zbliżyć się do cukru. Dzień zakończyłam bogatsza o wiedzę na temat swojej wagi (70,3 kg, ale na pewno waga źle chodzi, bo dzień wcześniej ważyłam się w domu i było 68,8 kg. Niemożliwe, żeby łosoś, pieczone ziemniaczki, gin z tonikiem i mojito ważyły 1,5 kg!!!), procentowej zawartości tłuszczu w moim ciele (30 proc., podobno „mogłoby być mniej”, jak eufemistycznie skomentowała to pani z gabinetu) i obwodów. Nie wiedziałam, że jedna kobieta może mieć tyle w udzie, co inna w talii... Jaki ten świat jest dziwny...
Jestem przerażona. Nadchodzi głód
Rano obudziłam się z przerażeniem. A jeśli nie wytrzymam i padnę po pierwszych 10 min gimnastyki? Ostatni raz ćwiczyłam pięć lat temu. Na lekkiej gimnastyce porannej pro- wadzonej przez naszego instruktora, pana Jacka, zmęczyłam się i spociłam jak mysz. O 9 śniadanie. Kromka chleba razowego, kromka chrupkiego, dwa plasterki białego sera, 1,5 plasterka szynki, kawałek pomidorka i liść sałaty. Kawa (z chudym mlekiem, fuj!) i herbata zielona do woli. Jabłko zgarnęłam na później. Pani Marzena, właścicielka hotelu i specjalistka od wczasów odchudzających, przychodzi do nas na posiłki. Przypomina o powolnym jedzeniu, co powoduje, że mniej się zjada, bo mózg ma czas poczuć się syty. Dodaje otuchy, przestrzega przed podjadaniem, radząc, by w sytuacji ostatecznej zgrzeszyć raczej warzywkiem niż owocem. I straszy żartem, że sprzedawcy w obu czynnych w Krynicy sklepach donoszą jej, co jej wczasowiczki kupują u nich z listy produktów niedozwolonych. Po śniadaniu chwila odpoczynku i o 10 idziemy na spacer. Każda dostaje kijki (na początku tylko przeszkadzają) i ruszamy przez las. Jest mróz, mnóstwo śniegu, a my idziemy. Kryzys przyszedł po godzinie. Lewy but przemókł, szczypało mnie w twarz, no i zaczęłam być głodna. Pan Jacek zagrzewał do marszu, ale już nawet nie chciało mi się z nikim rozmawiać.
Z siłowni i kolacji wróciłam ledwo żywa. Nie mam siły pisać i idę spać.

Opowiadanie dowcipów podczas zagranicznych podroży jest jak ...

Przez niespełna 20 lat dotarła z pomocą do ponad 40 krajow. ...

Precz z gablotami! Precz z nudnymi pogadankami o historii! T...

Londyn od razu cię przytula i szepcze do ucha – czuj się, ja...
1 czerwca w nowopowstającej galerii fotograficznej - "27" - Łukasza Gniadka, dwukrotnego laureata PUOTu, zebrali się: Ewa Mei...
Tegoroczna, trzecia już, edycja BRAVE KIDS – międzynarodowego programu edukacyjnego - odbędzie się w dniach 20 czerwca - 3 li...
Bezcenna kolekcja makiet tańców ludowych z 1937 roku, prezentowana na wystawie Sztuka, balet etnografia nie ma równego sobie ...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.