Reklama

Węgierski przewoźnik Wizz Air próbouje udowodnić, że tanie podróżowanie nie musi oznaczać cyfrowego detoksu. Od 2027 roku cała flota ponad 200 Airbusów tej linii zostanie wyposażona w sieć Starlink, oferując szybki internet od momentu wejścia na pokład aż do lądowania. Czy jednak szybkie Wi-Fi w klasie ultra-low-cost jest w ogóle realne? Ile to będzie kosztować? Czy w ogóle jest nam to potrzebne?

Dlaczego czekaliśmy na to tak długo?

Podniebne Wi-Fi jest dzisiaj realnie dostępne dla masowego pasażera dzięki zmianie architektury satelitarnej. Przez lata łączność w samolotach opierała się na potężnych, ale powolnych satelitach geostacjonarnych (GEO), zawieszonych na orbicie około 35 000 kilometrów nad Ziemią. To generowało ogromne opóźnienia sygnału sięgające 600 milisekund. I było bardzo drogie.

Przełomowa okazała się satelitarna konstelacja firmy SpaceX działająca na niskiej orbicie okołoziemskiej – na wysokości 500–1200 kilometrów. Dzięki skróceniu drogi sygnału udało się obniżyć opóźnienie do zaledwie 20–40 milisekund i oddać do dyspozycji pasażerów szybki internet o prędkości pobierania na poziomie 48–64 Mb/s. Taka przepustowość pozwala na płynną pracę w chmurze, streaming wideo czy rozmowy na komunikatorach. Lada moment technologia pójdzie jeszcze dalej – pod koniec 2026 roku Airbus wdroży system „HBCplus modular”, umożliwiający maszynom dynamiczne przełączanie się między satelitami różnych orbit bez kosztownej wymiany anten na kadłubie.

Druga strona medalu. Dlaczego Ryanair mów „nie”?

Chociaż technologiczna „wykonalność” szybkiego internetu na pokładzie nie budzi już wątpliwości, to niektórzy giganci branżowi nadal są sceptyczni. Największy rynkowy rywal Wizz Air – Ryanair – kategorycznie odrzuca wdrożenie Wi-Fi, powołując się na surowe prawa aerodynamiki i ekonomii.

Montaż zewnętrznej kopuły anteny na dachu kadłuba generuje dodatkowy opór powietrza, co przekłada się na wzrost zużycia paliwa o około 2%. Dla gigantycznej floty irlandzkiego przewoźnika oznaczałoby to dodatkowy koszt rzędu 250 milionów euro rocznie. Charyzmatyczny szef Ryanaira Michael O’Leary twierdzi, że średni lot w Europie trwa zaledwie dwie godziny, a na takich trasach internetem interesuje się mniej niż 10% pasażerów. Jego zdaniem przy bazowych cenach biletów na poziomie 35 euro darmowy internet całkowicie pogrzebałby rentowność tanich linii lotniczych.

Internet jak oświetlenie kabiny. A może płacimy w sposób niewidoczny?

Jednym z najbardziej interesujących elementów modelu biznesowego Starlink Aviation – a przynajmniej oficjalnie – jest podejście do opłat. SpaceX mocno promuje rozwiązanie, w którym internet ma być dostępny bezpłatnie dla wszystkich podróżnych. W praktyce oznacza to, że linie lotnicze mają rezygnować ze sprzedaży pakietów i traktują sieć jako standardową usługę pokładową – tak jak oświetlenie kabiny czy nawiew.

Byłaby to gigantyczna rewolucja dla Wizz Air, który przez lata słynął przecież z niezwykle rygorystycznego podejścia do płatnych usług dodatkowych. Trochę nie chce się wierzyć w tę „darmowość”.

Za darmo czy nie za darmo?

Węgierski przewoźnik nie zaznaczył jeszcze ostatecznie czy usługa będzie w pełni darmowa. Utrzymanie kosmicznej technologii będzie generować wysokie koszty (sam abonament to ok. 2000 dolarów miesięcznie za maszynę). Eksperci prognozują, że jeśli pakiety będą „bezpłatne”, pasażerowie zapłacą za nie własną prywatnością. Standardem staje się udostępnianie Wi-Fi tylko członkom programów lojalnościowych w celu profilowania reklam. Dodatkowo nowa polityka prywatności Starlinka dopuszcza przetwarzanie metadanych użytkowników na potrzeby treningu sztucznej inteligencji (AI). Czy to cena, którą będziemy gotowi zapłacić?

Przedłużenie dnia pracy i walka o klienta

Skąd więc tak odważna decyzja Wizz Air? Rynek lotniczy zmienia się drastycznie. Pasażerowie przyzwyczajeni do ciągłego bycia online zaczynają postrzegać brak łączności jako poważne ograniczenie, a nie standard. Dla wielu osób – zwłaszcza cyfrowych nomadów, przedsiębiorców czy osób podróżujących służbowo – lot samolotem przestał być czasem odpoczynku, a stał się przedłużeniem dnia pracy. Inwestycja w nowoczesne systemy łączności ma dać Wizz Airowi potężną przewagę wizerunkową oraz biznesową nad konkurencją, która wciąż zwleka z decyzjami.

– Nasi klienci nie muszą już wybierać pomiędzy przystępnym podróżowaniem a niezawodnym internetem na pokładzie, by pozostać w kontakcie z ludźmi, pracą i najważniejszymi chwilami. Jesteśmy dumni, że możemy przewodzić tej zmianie, współpracując ze Starlink i przynieść maksimum korzyści dla Wizz Air – podsumowuje Ian Malin, główny dyrektor handlowy Wizz Air.

Źródła: Wizz Air, Starlink Aviation

Nasz autor

Jonasz Przybył

Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.
Jonasz Przybył
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...