Sahara. Narodziny pustyni

28 listopad 2011
Sahara. Narodziny pustyni

Nie sposób jej sobie wyobrazić. Sahara jest tak wielka, tak piękna, i tak zróżnicowana. Przejechałem tylko mały jej kawałek. Ale zobaczyłem miejsce, w którym rodzi się pustynia.

Sahara to nie tylko piasek. To przede wszystkim monotonne żwirowe połacie, ciągnące się przez setki kilometrów kamieniste doliny, rozpalone słońcem  wulkaniczne szczyty. No i życiodajne oazy. Najbardziej widowiskowe są jednak rozsypujące się górskie łańcuchy wzdłuż zwrotnika Raka, na południu Algierii. Rozmaitość form skalnych w Parku Narodowym Ahaggar i ich zmieniająca się w ciągu dnia kolorystyka tworzą nieziemski, jedyny w swoim  rodzaju krajobraz. To agonia gór w najpiękniejszym wydaniu. I właśnie one są naszym celem.

Jedziemy od kilku dni. Najpierw granica z Tunezją, potem miejscowości Al-Kulaja,  Ajn  Salih, w  końcu  Tamanghast,  brama do Czarnej Afryki. To tam,  w dobrze zaopatrzonym markecie w zachodnim stylu robimy zakupy na podróż przez Saharę. Większość miejsca w naszych samochodach zajmują paliwo i woda. Pustynna norma to trzy litry na osobę plus wiadro herbaty.

Przez Ahaggar, który zajmuje większą powierzchnię niż Francja, da się przejechać tylko autem 4x4. Tutejsze agencje oferują samochody z kierowcą, przewodnikiem, a nawet kucharzem (często w jednej osobie). W takich warunkach można by się zaszyć na pustyni nawet na dwa, trzy tygodnie. Niestety, niestabilna sytuacja przy granicy z Nigrem  sprawia, że decydujemy się jedynie na czterodniowy wypad.

Prawie cały czas osłania nas eskorta policji. Po porwaniach obcokrajowców kilka lat temu algierski rząd zdecydował się na ochronę grp  turystycznych w taki dość mało subtelny sposób. Patrole towarzyszą nam w czasie przejazdów  między miastami, przed wyjazdem z każdego z nich musimy zgłosić na policji następny cel podróży. Mundurowi zawsze utrzymują dystans, starają się być niewidzialni. Lepiej nie robić sobie z nimi zdjęć i nie pytać o poglądy polityczne.

Przyznawanie eskorty to procedura międzynarodowa, wymaga wypełnienia sterty kwitów i dostarczenia mnóstwa zaświadczeń. Bez pomocy lokalnego przewodnika – nie do przejścia. Dołącza na dobre do naszego konwoju. Płacimy mu słono (dniówka dobrego guide’a to ok. 100 euro), w przeciwieństwie do ochrony, która jest darmowa.

ZDĄŻYĆ NA ZACHÓD

Pierwszy postój wypada w oazie Tamakrest. I to przy wodospadzie! Soczysta zieleń trzcin kontrastuje z czerwonym marmurem skał, woda przelewa się z kamiennych mis, jakby były doskonale zaprojektowaną instalacją genialnego designera. Krótka wspinaczka korytem wodospadu doprowadza nas do osady. Spotykamy kobietę z małym chłopcem w tradycyjnych strojach. Wyglądają tak egzotycznie, że nie pytając o zgodę, pstrykamy zdjęcia jak oszalali. Wstyd, ale to pierwszy kontakt z Tuaregami.

Potem zachowujemy się trochę lepiej. Mijamy kolejne tuareskie osady. W jednej z nich, Izarnan, robimy dłuższą przerwę. Podbiegają do nas bose i brudne dzieci. Zatrzymują się w bezpiecznej odległości i obserwują. Po chwili kobiety przynoszą  swoje  wyroby. Chcą je sprzedać. Natychmiast powstaje  kramik  na  piachu,  zaczyna  się  targowanie.  Wełniane  saszetki  w  geometryczne  wzory  nie są może artystycznie wysmakowane, ale kupujemy je bez większego wahania. Trochę na pamiątkę, trochę, by wspomóc ubogą wioskę. Czujemy na sobie ciekawskie spojrzenia, biały to tutaj ciągle rzadki gość. Nagle w dali  pomiędzy zabudowaniami z trzciny dostrzegamy zaskakująco jasną twarz.  Ubrana w kolorowe szaty kobieta okazuje się być albinosem. U Tuaregów jest to ponoć częste, chociaż dla nas zupełnie niezwykłe.

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Algieria - między pustynią a niebem

    Algieria - między pustynią a niebem

    Piekło najnowszej historii tego kraju kontrastuje z bajecznymi krajobrazami. To ziemia imponujących rzymskich ruin, malowniczych pustynnych osad zwanych ksarami i oaz zagubionych wśród wydm.

Dodaj komentarz

Autor

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się