Nurkomania

11 lipiec 2011
Nurkomania

Rafy, wraki, jaskinie, kolorowe małe rybki i potężne morskie ssaki – w nurkowaniu każdy znajdzie coś, co go zakręci... na resztę życia!

U mnie zaczęło się od fascynacji dzielną załogą kapitana Cousteau. W każdy niedzielny poranek siadałem przed telewizorem i oglądałem, jak dwudziestka facetów w czerwonych czapeczkach, płynąc na pokładzie statku „Calypso”, przeżywała przygody w podwodnym świecie. Płetwonurkowie filmowali bajecznie kolorowe zwierzęta rafy koralowej – ukwiały, ryby, krewetki, ślimaki. Nurkowali na wrakach gigantycznych pancerników i penetrowali ich historyczne wnętrza. Wpływali do nietkniętych jaskiń, szczelin w górach lodowych. Śledzili wieloryby, rekiny, manaty, słonie morskie, a nawet żółwie i wielkie żaby. Jako 10-latek zostałem wówczas płetwonurkiem – póki co w marzeniach.

Zapraszamy do obejrzenia galerii użytkowników:

tomkos - Nurkowanie na Marsie

asw11 - Nurkowanie

Jarzyn - Nurkowanie

Kapitan Cousteau stanął mi przed oczami 20 lat później, kiedy już jako nurek co się zowie, znalazłem się na dnie Bałtyku na wraku siostrzanego statku „Calypso” i płynąłem nad promenadą – identyczną jak ta, którą przechadzał się najsłynniejszy eksplorator głębin.

Trzy tysiące lat podmorskiej żeglugi

Jacques Cousteau był największym popularyzatorem nurkowania, ale nie pierwszym, który dotarł w głębiny. Najstarsza wzmianka o schodzeniu pod wodę ma niemal trzy tysiące lat! To rysunek nurka wyposażonego w zbiornik z powietrzem wyryty na asyryjskiej kamiennej płaskorzeźbie w 885 r. p.n.e. Przedstawia człowieka w otoczeniu ryb oddychającego z nadmuchanego worka z koźlej skóry przywiązanego do pasa. Stuprocentowej pewności, że jest to pranurek, jednak nie ma. Część archeologów jest zdania, że może być to rodzaj kapoka używanego przez żołnierzy do przepływania rzek, a za wrażenie, iż człowiek wygląda, jakby był pod wodą, winę ponoszą niedoskonałości przyjętej perspektywy. Tych wątpliwości nie ma już w przypadku rysunku z 1430 r. przedstawiającego nurka w skórzanym kapturze z rurą oraz wycięciami na oczy, wydobywającego z dna morza działa z zatopionego galeonu, czy rycin Leonarda da Vinci z ok. 1500 r. Pytanie tylko: czy były to jedynie pomysły projektantów, które nie wyszły poza ówczesne deski kreślarskie, czy opis rzeczywiście działających urządzeń? Pewności takiej nabrać można dopiero w przypadku podobnych urządzeń, jakie działały w XVI w. w Anglii i Francji. Nurek mógł osiągać głębokości do 20 m i pracować. Powietrze do kapturów było tłoczone z powierzchni ręcznymi pompami przez wąż, który znacznie ograniczał możliwość ruchu nurka. Wyzbycie się tej „pępowiny” nastąpiło dopiero w 1876 r., gdy Henry Fleuss, angielski oficer z Niemiec, skonstruował urządzenie pochłaniające wydychany przez nurka dwutlenek węgla i uzupełniające zużyty tlen z niewielkiego miedzianego pojemnika (tzw. rebreather). Pomysł szybko zdobył zastosowanie przy ewakuowaniu górników z zalanych chodników czy później załóg marynarzy z uszkodzonych okrętów podwodnych.

Nurkowanie wyrosło z potrzeby pracy lub walki pod wodą. Przez dziesiątki lat to właśnie tzw. nurkowie kesonowi i różnej maści komandosi byli jedynymi, którzy zapuszczali się w głębiny. Prawdziwy przełom nastąpił całkiem niedawno. Dwóch Francuzów: Émile Gagnan i Jacques Cousteau, w 1943 r. wynalazło prosty i niezawodny automat dozujący nurkowi powietrze z wysokociśnieniowej butli noszonej na plecach. Ich pomysł, który z niewielkimi modyfikacjami stosowany jest do dziś, umożliwił bezpieczną, tanią i swobodną penetrację morskich głębin. W efekcie płetwonurkowanie zyskało ogromną popularność (podgrzewaną przez filmy Cousteau), a w popularnych rejonach tropikalnych dużo łatwiej pod wodą spotkać drugiego człowieka niż prawowitego ssaka mórz – delfina.

Od morza do Morskiego Oka

Większość Polaków zaczyna przygodę z nurkowaniem nad polskimi jeziorami. I często się rozczarowuje. – Czego wy tam szukacie, w tym mącie – drwi niejednokrotnie moja przyjaciółka, którą właśnie polskie jeziora od nurkowania odepchnęły. – Przecież tam nie widać nawet własnych płetw! – dodała raz. Broniłem się niczym wyciągnięty z wody rekin, ale w jednym racje jej przyznać musiałem – rodzime akweny są trudne – zimne, ciemne i ubogie w życie. Ale obrażać się na nie nie warto! Zaczajenie się w szuwarach i obserwowanie ataku szczupaka – bezcenne! Odkrycie dwumetrowego suma na dnie leniwej rzeki – niezapomniane! A wynurzenie się w Morskim Oku i obserwowanie granitowych ścian Mnicha przy zachodzie słońca – tak piękne, że ociera się o kicz!

Niektórzy właściciele akwenów dla urozmaicenia życia nurkom topią na dnie różne obiekty. Raz o mało nurkowania nie przypłaciłem zawałem, kiedy na głębokości 15 m zobaczyłem rowerzystę! Nim dotarło do mnie, że to manekin na starej ukrainie, tętno mi skoczyło niczym przy oglądaniu dobrego (podwodnego) horroru! Kiedy zorientowałem się, że rowerzysta jest w istocie uszminkowaną rowerzystką w przechodzonej etoli, ze śmiechu o mało nie wypadł mi z ust automat oddechowy! W jednym ze śląskich kamieniołomów – w Jaworznie-Szczakowej, na dnie zalanego kamieniołomu stoją dwie kilkunastometrowe koparki! Jak głosi powtarzana chętnie historia, to efekt niezapłaconych rachunków przedsiębiorcy za prąd – po jego odcięciu stanęły pompy osuszające wyrobisko i wszystko, z koparkami włącznie, zalała woda. Sto metrów od jednej z koparek spoczęła „Mała Czarna” – bmw z serii 700 zatopione przez mojego znajomego – niechciany prezent, wynik zawodu miłosnego. Mimo że pod wodą, i tak ktoś „z przyzwyczajenia” wymontował z niego radio.

Komunikacyjnych niespodzianek jest w polskich wodach więcej – np. w krakowskim Zakrzówku (piękny akwen do nurkowania!) na dnie stoi wrak autobusu komunikacji miejskiej! Szybowanie przez jego wnętrza jest niemałą sztuką! I równie dobrą zabawą! Jednak najbardziej egzotyczną lokalizacją „okołokomunikacyjną”, w jakiej się zanurzałem, były zalane tunele warszawskiego metra – linii wschód–zachód. Jej budowę zarzucono pół wieku temu z powodu trudności technicznych. Podróż betonową rurą, którą miały jechać wagoniki, była bardzo emocjonująca, zwłaszcza że widoczność wynosiła 30 cm!

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Niezgłębione Bahamy

    Niezgłębione Bahamy

    Dziewicze dla naukowców błękitne dziury Bahamów mogą rzucić nieco światła nawet na kwestię życia pozaziemskiego. Gdyby jeszcze ich badanie nie było aż tak niebezpieczne!

  • Artykuł

    Alfabet sportów eXtremalnych

    Alfabet sportów eXtremalnych

    Zacznijmy od A – jak Aotearoa, czyli Kraj Długiej Białej Chmury. Mowa o Nowej Zelandii. Każdy uzależniony od adrenaliny może sobie podnieść jej poziom na Wyspie Północnej. Extreme jest tam na porządku dziennym, na dodatek we wspaniałej przyrodniczej scenerii.

  • Artykuł

    Zanurkuj w szybie

    Zanurkuj w szybie

    Zamiast rafy koralowej, wrak fiata 126p. I adrenalina.

  • Artykuł

    Nurkowanie- Niezbędnik Travelera

    Nurkowanie- Niezbędnik Travelera

    Ciekawe, czy 65 lat temu, gdy nikomu nieznany kapitan francuskiej Marynarki wojennej Jacques Yves Costeau konstruował pierwszy reduktor, pozwalający na swobodne oddychanie i poruszanie się człowieka pod wodą, ktokolwiek potrafił przewidzieć, że już pod koniec XX wieku nurkowanie stanie się niezwykle popularnym i powszechnie dostępnym sportem.

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2012-03-26 19:07

    And NG- Congrat

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2012-03-26 18:56

    James Titanic Cameron- another Ufo man_____Congrat...Peace.

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się