Przeklinaliśmy Santander, nie wiedząc, że wkrótce tu wrócimy. Na razie jechaliśmy jednak wzdłuż wysokiego brzegu, podziwiając ocean. Nagle maluszek zaczął się dusić i zwalniać. Zbledliśmy, tym bardziej, że działo się to na wjeździe na autostradę. Samochód stanął. Zepchnęliśmy go na pobocze, żeby nie tamować ruchu. Zaraz zjawił się policyjny patrol. Wyjaśniliśmy, że usuniemy usterkę i za dwie godziny nas nie będzie. Spisali nas, życzyli powodzenia i pojechali. Oczywiście nie udało się usunąć awarii, choć rozkręciłem wszystko, co wydawało mi się podejrzane. O 6.00 rano pojawiła się policja, by sprawdzić, czy rzeczywiście odjechaliśmy. Sumienni byli jak diabli – laweta i koniec. Zawieźli nas do najbliższego warsztatu, czyli gdzie? Do Santander.
Trafiliśmy pod autoryzowany salon Fiata. Nikt nie miał jednak czasu diagnozować maluszka, spędziliśmy, więc kolejną noc w aucie. Następnego dnia późnym popołudniem jeden z mechaników zabrał się za rozkręcanie silnika. Warsztat był jednak czynny do 18.00 i pan przerwał pracę. Na szczęście firma ubezpieczeniowa zorganizowała nam hotel na czas naprawy.
Rankiem okazało się, że przyczyną awarii był uszkodzony zawór. Panowie przeryli cały magazyn, ale kto by miał w Hiszpanii części do dwudziestoletniego malucha, nawet w autoryzowanym serwisie Fiata! Co robić? W Polsce są, pomyślałem. Zadzwoniłem do ojca z pytaniem, czy może przesłać tę część do Hiszpanii pod podany adres. Czekając na zawór, zwiedzaliśmy pechowe Santander i okolice, m.in. jaskinię El Soplau i góry Picos de Europa.
Zawór przyjechał 5 sierpnia. Samochód działał teraz lepiej niż przed wyjazdem z Polski. Zapłaciliśmy i pożegnaliśmy się. Urlop się kończył, trzeba było wracać do domu. Wyjechaliśmy w kierunku Bilbao, maluszek pracował jak malowany. Mniej więcej po 50 km zaczął się dusić i stanął. Byłem załamany. Zadzwoniłem do firmy ubezpieczeniowej. Chciałem, żeby laweta zawiozła nas do Santander. Niestety, firmy mają powiedziane „do najbliższego warsztatu” i koniec. Na szczęście wykłóciłem się i wybłagałem – wylądowaliśmy w Santander. Panowie trochę się zdziwili, ale obsługa była tym razem błyskawiczna. Wieczorem wiedziałem już, że moja podróż maluszkiem się skończyła. Auto zostało w Hiszpanii zezłomowane, a ja wróciłem samolotem. Nie wiem, co bym zrobił, gdybym nie miał ubezpieczenia assistance.
Była to podróż mojego życia – najbardziej spontaniczna ze wszystkich, jakie dotąd odbyłem. Samo zwiedzanie, owszem, było momentami poruszające, ale najbardziej będę pamiętał właśnie usterki i awarie. Były uciążliwe, ale jestem dumny, że je przetrwałem i dojechałem do celu.


Opowiadanie dowcipów podczas zagranicznych podroży jest jak ...

Przez niespełna 20 lat dotarła z pomocą do ponad 40 krajow. ...

Precz z gablotami! Precz z nudnymi pogadankami o historii! T...

Londyn od razu cię przytula i szepcze do ucha – czuj się, ja...
Ha, ja ma zdjęcie ze sławnym maluszkiem w Barcelonie pod stadionem Camp Nou. Kolega zezwolił na sesje zdjęciową z tym unikatem :)))
Super. Fajnie sie czytało! No i oczywiscie gratulacje, bo wyczyn to nie lada.
Każda wyprawa Maluchem to wyczyn :)
Słowa uznania. Ja z kumplem również planujemy w następne wakacje jechac maluchem w daleką podróż, w Pireneje. Nie spodziewałem się, że podróż maluchem może być tak wyczerpująca, ale do odważnych świat należy ;) może to nic, że mam dopiero 18 lat ;P plany już są, maluch jest, tylko benzyna droga ;)
Tylko pozazdrościć takiej wyprawy !! Czytając ten tekst setnie można było się uśmiać, ale autorowi chyba nie zawsze było do śmiechu.
gratuluję odwagi
Panie kierowco, pełen respekt, maluch to potęga!
Gratulacje i wielki podziw,ale ta historia dodała mi odwagi,ponieważ nz poczatku sierpnia chcemy wybrać się matizem,troche większym autkiem niż maluch,na Giblartar.Myslę ze takie,bądż co bądż szalone wyprawy,to niejednokrotnie takie podróże zycia.Wspomnienia do końca życia, a i wnukom będzie co opowiadać.Więc odwagi i w drogę,bo świat jest piękny i warto to piękno zobaczyć. Powodzenia i szerokości wszystkim zmotoryzowanym podróżnokom.
Także znam ludzi, którzy maluchem zwiedzili swego czasu dawną Jugosławię i inne kraje Europy po drodze wraz z dziećmi i kopami jaj pod fotelami :) Ponoć spotkani po drodze Japończyli dziwili się, co to za nowy model obudowanego motoru, z którego "wysypało" się czworo ludzi
Poznalam czlowieka z Polski (miasto Tarnow) ktory maluchem ,czyli Fiatem 126P przejechal cala Europe dojechal do polnocnej Afryki a na dachu samochodu mial katamaran I TO BYL CUD
Mieszka niedaleko Poznania, pracuje ja ko kierownik działu jakości w jednej z hiszpańskich firm. Jego celem jest „dokończenie” zeszłorocznej wyprawy, czyli objechanie całego Półwyspu Iberyjskiego. W Polsce przejechał rowerem m.in. wybrzeże Bałtyku i Roztocze.

To bajeczne egipskie miasto zbudowane na wyspach nazywane by...

Miliony lat temu Madagaskar oderwał się od Afryki, stając si...

„Przekręć” co jakiś czas choć parę kilometrów – przekonasz s...

Kilka niezbędnych informacji dla planujących trekking po Nep...
1 czerwca w nowopowstającej galerii fotograficznej - "27" - Łukasza Gniadka, dwukrotnego laureata PUOTu, zebrali się: Ewa Mei...
Tegoroczna, trzecia już, edycja BRAVE KIDS – międzynarodowego programu edukacyjnego - odbędzie się w dniach 20 czerwca - 3 li...
Bezcenna kolekcja makiet tańców ludowych z 1937 roku, prezentowana na wystawie Sztuka, balet etnografia nie ma równego sobie ...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.