Gdyby zmieszać geny Davida Attenborough z genami diabła tasmańskiego z kreskówki, narodziłby się Steve Irwin - ekolog. Jego nieprzeciętna osobowość sprawiła, że stał się prawdopodobnie najsławniejszym Australijczykiem na świecie. W 35 krajach czeka na jego program 200 milionów widzów.
Imię i nazwisko
Stephen Robert „Steve” Irwin
urodzony
22 lutego 1962 r.
zmarł
4 września 2006 r.
Tak dwa lata przed śmiercią Irwina zaczął z nim telewizyjny wywiad prezenter Andrew Denton. Publiczność owacyjnie klaskała po niemal każdej wypowiedzi przyrodnika. On żarliwie zapewniał, że cały czas jest „rozpalony”, że uwielbia rodziców, krokodyle i całą przyrodę. Stephen Robert „Steve” Irwin był śliczny jak z obrazka, wiecznie uśmiechnięty i szalenie medialny. Chętnie pozował okręcony wężami, zalewał się łzami nad martwym krokodylem, szlochając, że kochał go tak mocno jak własną żonę. Podchodził najbardziej niebezpieczne zwierzęta świata, sadzał sobie na głowie legwany, ze zmartwioną miną fotografował się przy zastrzelonym psie dingo. Zginął 4 września 2006 r. ugodzony w serce przez jadowitą płaszczkę. Złośliwi twierdzili, że zemściła się na nim przyroda. Wrogowie nazywali go cyrkowcem, wielbiciele kochali, darząc szacunkiem za to, że miłość do zwierząt przekształcił w misję swojego życia. Większość zarobionych przez siebie pieniędzy poświęcił na zakup wielkich połaci ziemi nie tylko w Australii, ale i na Fidżi, w Stanach Zjednoczonych i Vanuatu. Przeznaczał je na chronione „parki narodowe”.
SKAZANY NA PRZYRODĘ
Urodził się w australijskim stanie Wirginia. Zanim dzięki programom w Animal Planet i Discovery Channel stał się sławny, dorastał w rodzinie zbzikowanych miłośników dzikiej przyrody. Od najmłodszych lat nie miał żadnej szansy, by robić coś innego, niż chronić Matkę Naturę. Ojciec hydraulik i mama pielęgniarka interesowali się gadami, z czasem trudno było znaleźć w domu jakiekolwiek miejsce bez węża czy jaszczurki. Na ósme urodziny Steve dostał Freda, trzy i półmetrowego pytona King horna. Szczerze go pokochał, mimo jednej drobnej wady – wąż widział w chłopcu wyłącznie potencjalne źródło pożywienia.
Z czasem Steve potrafił rozróżnić niemal każdy gatunek gada, rodzice zaś porzucili dotychczasowe życie i w miejscowości Beerwah zaczęli tworzyć najpopularniejszy później prywatny ogród zoologiczny Australii. Ojciec Steve’a, Robert Eric Irwin, stał się najwybitniejszym herpetologiem na kontynencie. Jadowite węże łapał gołymi rękami, zdając się wyłącznie na własny instynkt. Tę umiejętność odziedziczył po nim Steve. Matka natomiast zaszczepiła w chłopcu miłość do osieroconych zwierząt. Prowadziła dla nich coś w rodzaju szpitala, wymyśliła torby dla kangurzątek.
Rodzina postanowiła ratować przed zagładą krokodyle różańcowe. To największe gady na świecie, mogą osiągać siedem metrów długości i ważyć tonę. Atakują ludzi i uchodzą za bardzo niebezpieczne. Aborygeni czcili je i uważali za święte. Do początku lat 70. XX w. ich odstrzał był w Australii legalny. Traktowano je jak szkodniki, zabijano dla skór, strzelano dla sportu. W 1985 r. doszło do tragedii, która odbiła się w mediach szerokim echem. Turystka poszła nocą popływać w miejscu, w którym – jak wiedzieli wszyscy – znajdowało się siedlisko krokodyli. Zwierzęta, broniąc terytorium, zaatakowały kobietę. Pożarł ją przeszło 4-metrowy krokodyl. Zaraz potem okoliczni mieszkańcy ze strażą obywatelską dokonali krwawej zemsty: zabili ponad 200 krokodyli, zarówno dorosłych, jak i młodych.
Na 23-letnim Stevie zrobiło to ogromne wrażenie. „Po prostu pokochałem krokodyle tak bardzo, że zrobiłbym wszystko dla ich bezpieczeństwa (...)” – opowiadał. „W Australii nie ma wielkich drapieżnych ssaków, jak lwy, tygrysy czy niedźwiedzie. Nie ma ich, bo mieszkamy w krainie gadów. Krokodyle to pradawne zwierzęta, a gatunek ten liczy sobie 65 mln lat. Pozostały w praktycznie niezmienionym kształcie współczesnymi dinozaurami. Z całą pewnością są królami australijskiej fauny”. Rzezie krokodyli doprowadziły do tego, że ich populacja na północy Queensland spadła do krytycznego stanu. Natychmiast zostały objęte ochroną, a każdy zgłoszony przez turystę osobnik był monitorowany lub łapany. Następnie przenoszono go gdzieś w dzicz albo do Zoo Australia rodziny Irwinów. Na ogół zajmował się tym Steve z ojcem.
UJARZMIANIE GADÓW
Ale jak przenieść krokodyla? W teorii wydaje się to proste, gorzej z praktyką. Łowca płynie w ciemności łódką prosto w kierunku krokodyla. Kiedy ślepia gada giną pod dziobem, należy wskoczyć do wody, rzucić się na zwierzę, chwycić je za szyję i całym ciałem zablokować jego ruchy. Krokodyl waży kilkaset kilogramów, jest wściekły, walczy. Potem trzeba już tylko „wrzucić” gada do łódki, zawiązać mu opaskę na oczy, co powinno go uspokoić, a następnie zapakować w worek. „Jeśli złapie się go za nisko lub za wysoko, ten obróci się i kłapnie paszczą. W tej grze chodzi o wyczucie czasu i precyzję” – objaśniał Steve. W wieku dziewięciu lat sam złapał pierwszego krokodyla, jako dwunastolatek miał już sporą wprawę. Przygotowywał też specjalne pułapki, zawsze pamiętając, by oszczędzić zwierzętom stresu. „Skok na krokodyla” stał się jego znakiem firmowym. Wkrótce jednak przekonał się, że odławianie nie jest lekarstwem na całe zło.

Opowiadanie dowcipów podczas zagranicznych podroży jest jak ...

Przez niespełna 20 lat dotarła z pomocą do ponad 40 krajow. ...

Precz z gablotami! Precz z nudnymi pogadankami o historii! T...

Londyn od razu cię przytula i szepcze do ucha – czuj się, ja...

Latem 2008 roku pewien amerykański krokodyl wywędrował z zatoki Biscayne na Florydzie, przepłynął zapchanym jachtami kanałem przez luksusową dzielnicę Coral Gables i zamieszkał na terenie kampusu Uniwersytetu Miami.

Profesor Jerzy Dzik jest m.in. autorem kompendium paleontologicznej wiedzy zatytułowanego Dzieje życia na Ziemi.
Niestrudzona tropicielka tajemnic Dolnego Śląska
1 czerwca w nowopowstającej galerii fotograficznej - "27" - Łukasza Gniadka, dwukrotnego laureata PUOTu, zebrali się: Ewa Mei...
Tegoroczna, trzecia już, edycja BRAVE KIDS – międzynarodowego programu edukacyjnego - odbędzie się w dniach 20 czerwca - 3 li...
Bezcenna kolekcja makiet tańców ludowych z 1937 roku, prezentowana na wystawie Sztuka, balet etnografia nie ma równego sobie ...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.