Lisy polarne

29 marzec 2009

Pod koniec maja lub na początku czerwca rodzą się młode. Jest ich dużo, często kilkanaście, ale zdarza się nawet 20 w jednym miocie. Pokryte rzadką sierścią, ślepe i bezradne, ważą niewiele ponad 50 gramów. Gdy samica karmi małe, samiec przynosi jej jedzenie. Lis jest bardzo uważnym ojcem, a wśród psowatych prawdopodobnie również najlepszym dostawcą jedzenia. Po sześciu tygodniach, by nadążyć za rosnącymi potrzebami swojej gromadki, rodzice zaczynają polować razem i są bardzo zapracowani. Przeciętny miot 11 szczeniąt początkowo wymaga zdobycia 30 lemingów dziennie, ale tuż przed opuszczeniem nory aż stu. Słońce ułatwia nieco zadanie, pozostając w tym czasie wysoko nad horyzontem przez całą dobę. Gdy rodzice przynoszą jedzenie, małe wyskakują z nory jak rakiety i momentalnie rozszarpują ptaka lub leminga. Potem każdy ciągnie swój kawałek na bok, by spokojnie zjeść go samemu. Małe niemal bez przerwy bawią się, siłują i podskakują wysoko do góry. W lipcu, gdy wokół wszystko kwitnie i tętni życiem, opuszczają nory i powoli rozpoczynają trudne życie na własny rachunek. Już wkrótce ich otoczenie zmieni się nie do poznania, zacznie się pierwsza w ich życiu arktyczna, wielomiesięczna zima. Dla wielu z nich jednocześnie ostatnia.
– Na Spitsbergenie miałem wiele spotkań ze zwierzętami – mówi Tomasz Raczyński, doktorant z Instytutu Oceanologii PAN w Sopocie i jednocześnie fotograf. – Najzabawniejsze były te z lisami polarnymi. W naszej strefie klimatycznej na widok człowieka, nawet z oddali, lis ucieka. Tutaj jest odwrotnie. Jeden z nich, gdy mnie zobaczył, już z daleka biegł na łeb, na szyję. Zaczął szczekać i przepędził drugiego, który się przy mnie wcześniej kręcił. Potem biegał dookoła i szczekał. Gdy usiadłem, zainteresował się rzeczami, które położyłem przed sobą. Najpierw sprawdzał, czy przypadkiem nie da się zjeść lufy i kolby karabinu. Potem, gdy zacząłem machać butem, obwąchał go i zaczął atakować tak, jakby to był jakiś zwierzak. Po paru minutach doszedł do wniosku, że czubki moich butów nie nadają się do jedzenia i przeszedł do atakowania pięty. Cwaniak miał mocne szczęki. Gdy odchodziłem, musiałem uważać, by tak rozochocony nie chwycił mnie za kostkę. Na szczęście dał spokój. Niby to dzikie zwierzę, a momentami zachowuje się jak zwykły burek z osiedla.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-02-02 19:04

    TE Liski Są bardzo Fajne

  • Do moderacji
    2009-08-10 11:50

    Więcej takich artykułów

Autor

Ostatnio czytali

  • karlajn
  • Urtica88
  • Andzia23
  • monia_ryba

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się