Pod koniec maja lub na początku czerwca rodzą się młode. Jest ich dużo, często kilkanaście, ale zdarza się nawet 20 w jednym miocie. Pokryte rzadką sierścią, ślepe i bezradne, ważą niewiele ponad 50 gramów. Gdy samica karmi małe, samiec przynosi jej jedzenie. Lis jest bardzo uważnym ojcem, a wśród psowatych prawdopodobnie również najlepszym dostawcą jedzenia. Po sześciu tygodniach, by nadążyć za rosnącymi potrzebami swojej gromadki, rodzice zaczynają polować razem i są bardzo zapracowani. Przeciętny miot 11 szczeniąt początkowo wymaga zdobycia 30 lemingów dziennie, ale tuż przed opuszczeniem nory aż stu. Słońce ułatwia nieco zadanie, pozostając w tym czasie wysoko nad horyzontem przez całą dobę. Gdy rodzice przynoszą jedzenie, małe wyskakują z nory jak rakiety i momentalnie rozszarpują ptaka lub leminga. Potem każdy ciągnie swój kawałek na bok, by spokojnie zjeść go samemu. Małe niemal bez przerwy bawią się, siłują i podskakują wysoko do góry. W lipcu, gdy wokół wszystko kwitnie i tętni życiem, opuszczają nory i powoli rozpoczynają trudne życie na własny rachunek. Już wkrótce ich otoczenie zmieni się nie do poznania, zacznie się pierwsza w ich życiu arktyczna, wielomiesięczna zima. Dla wielu z nich jednocześnie ostatnia.
– Na Spitsbergenie miałem wiele spotkań ze zwierzętami – mówi Tomasz Raczyński, doktorant z Instytutu Oceanologii PAN w Sopocie i jednocześnie fotograf. – Najzabawniejsze były te z lisami polarnymi. W naszej strefie klimatycznej na widok człowieka, nawet z oddali, lis ucieka. Tutaj jest odwrotnie. Jeden z nich, gdy mnie zobaczył, już z daleka biegł na łeb, na szyję. Zaczął szczekać i przepędził drugiego, który się przy mnie wcześniej kręcił. Potem biegał dookoła i szczekał. Gdy usiadłem, zainteresował się rzeczami, które położyłem przed sobą. Najpierw sprawdzał, czy przypadkiem nie da się zjeść lufy i kolby karabinu. Potem, gdy zacząłem machać butem, obwąchał go i zaczął atakować tak, jakby to był jakiś zwierzak. Po paru minutach doszedł do wniosku, że czubki moich butów nie nadają się do jedzenia i przeszedł do atakowania pięty. Cwaniak miał mocne szczęki. Gdy odchodziłem, musiałem uważać, by tak rozochocony nie chwycił mnie za kostkę. Na szczęście dał spokój. Niby to dzikie zwierzę, a momentami zachowuje się jak zwykły burek z osiedla.

Precz z gablotami! Precz z nudnymi pogadankami o historii! T...

Londyn od razu cię przytula i szepcze do ucha – czuj się, ja...

W Rudawach Janowickich powiedzenie "podobne jak dwie krople ...

Gdy Pan Bóg zobaczył piaszczystą równinę postanowił, że musi...
Tegoroczna, trzecia już, edycja BRAVE KIDS – międzynarodowego programu edukacyjnego - odbędzie się w dniach 20 czerwca - 3 li...
Bezcenna kolekcja makiet tańców ludowych z 1937 roku, prezentowana na wystawie Sztuka, balet etnografia nie ma równego sobie ...
Już po raz trzeci w ramach Festiwalu „Dźwięki Północy” odbędą się warsztaty muzyki tradycyjnej – taneczne i instrumentalne. U...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.