Szerszenie i Wodnik Szuwarek


Jak nie z własnej woli ćwiczyłem survival w polskich lasach.

To był ładny sierpniowy dzień. Jak zwykle pojechałem na obchód lasu. Od kilku lat pracowałem w jednym z podwarszawskich parków krajobrazowych, a wyjazdy terenowe należały do moich obowiązków. Tym razem wybrałem się na zdegradowane torfowisko. Przez pokrzywy przedarłem sie do ambony myśliwskiej i wszedłem na górę solidnej konstrukcji z okiennica. Otworzyłem okienko, żeby popatrzeć na okolice i... w sekundę znalazłem się znów przy drabinie. Wokół mnie, niczym w filmie animowanym, krążyły dziesiątki szerszeni; czułem już dotkliwe pieczenie w dwóch miejscach. Ruszając okiennicą, uszkodziłem ich gniazdo zawieszone pod daszkiem. Zbiegałem tak szybko, że trafiłem tylko na dwa szczeble, po czym runąłem na ziemie. Ocknąłem się miedzy pokrzywami. Nie mogłem złapać oddechu. Pierwsza myśl: połamałem się, nikt mnie tu nie znajdzie. Dopiero później poczułem ból – prawego barku, a jeszcze silniejszy – prawej kostki; powyżej niej miałem głęboką ranę. Skakałem na jednej nodze, podpierałem się kijem, a ż po godzinie dotarłem do drogi, przy której zostawiłem samochód. Dobrze, że mogłem prowadzić. Po prześwietleniu okazało się, że nie jestem połamany, mimo że spadłem z wysokości kilku metrów. W ogóle miałem szczęście – nie jestem uczulony na jad szerszeni. Drugie wydarzenie trwało dosłownie kilkanaście sekund. Na Mazurach robiłem inwentaryzacje płazów, co w skrócie polegało na wyszukiwaniu oczek wodnych i spisywaniu zaobserwowanych gatunków. Szedłem z mapami przez młody ols, gdy ziemia nagle rozstąpiła się pode mną i wpadłem po pachy w bagno. Dziesiątki razy przedzierałem się przez olsy i wiedziałem, że mają twarde dno. Jednak tutaj wydobywano kiedyś torf, a ja trafiłem na dół wypełniony rzadkim błotem i zamaskowany roślinami. Pułapka doskonała. Czułem, że zapadam się coraz głębiej. Nachyliłem się, by możliwie największą powierzchnią ciała wyhamować to powolne zanurzanie, i wyciągnąłem ręce w kierunku rosnącej w pobliżu brzozy. Po kilku próbach udało mi się złapać jej pień i z trudem wyleźć z torfu. Gdyby drzewo rosło kilka centymetrów dalej... Jakiś czas później usłyszałem historie o osobie, która wpadła pod kożuch roślin na zarastającym jeziorze. Niedoszły topielec zachował jednak przytomność umysłu – zauważył prześwity w zasłonie, rozdarł ją i wydostał się na powierzchnie.

Michał Jeliński

Leśnik z wykształcenia, przyrodnik z zamiłowania, z zawodu fotograf. Pracuje w Warszawskiej Szkole Fotografii. www.michaljelinski.com

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-02-24 10:16

    Wielokroć powrót w znane miejsce jest równie trudny jak dotarcie do ludzi i pochłania więcej energii i czasu a siły trzeba oszczędzać. W naszych warunkach krajowych wystarczy na prawdę niewielka ilość gadżetów ułatwiających przetrwanie. Jeśli natomiast ktoś ma zaburzoną ruchowość czy percepcję z różnych powodów to i lasek obok domu potrafi być syberyjską tajgą. Porady opisane powyżej są nie praktyczne w odniesieniu do trudnych obszarów na których można się zgubić, a zbyt ogólnikowe jak na poradnik dla krajowych potrzeb, można dużo i kwieciście napisać o ekstremalnych sytuacjach tylko co z tego jeśli najbardziej praktycznych i podstawowych zasad nie ma? Proszę wybaczyć, w tej kwestii jestem praktykiem a nie teoretykiem, stąd ABC przetrwania lekko mnie śmieszy :)

  • Do moderacji
    2010-02-24 08:47

    a może poprostu wrócic do znanego miejsca i ponownie zastanowic sie dokąd najlepiej się dotrze do celu?

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-02-22 15:51

    Artykuł ze świetnym pomysłem, szkoda jednak, ze są pewne nieścisłości ,jak choćby ustalanie kierunków w zimie na cień :) czy brak takich informacji, co należałoby zabierać ze sobą na takie wycieczki, w których możemy zostać zmuszeni do ekstremalnych przeżyć.

  • Do moderacji
    2010-02-21 21:25

    Witam! Ciekaw jestem, w którym podwarszawskim parku są te torfowiska wspomniane przez autora. Bardzo chętnie bym się wybrał. Ja zgubiłem się tylko raz - w Puszczy Mariańskiej w Bolimowskim PK, ale wszystko przez znajdującą się w środku lasu jednostkę wojskową.

  • Do moderacji
    2010-02-20 08:13

    Dzień dobry. Pouczający materiał. Nigdy nie przejmuję się tym, iż nie wiem gdzie dokładnie jestem, skoro mam orientację " pójdę w tamtą stronę", to trafię do znanej drogi, nad jezioro...Raz zimą, w b.mroźny dzień, wpadłem do wody, u zbiegu trzęsawiska i jeziora. Na szczęście jedną nogą. Na szczęście torba fotograficzna i druga noga zatrzymały się na grubym lodzie . Ze zdjęć jestem zadowolony. Zwykle tę trasę pokonuję w 20-25 minut. Wtedy do miejsca zakwaterowania szedłem (biegłem)j zaledwie 10 min. Może dlatego nie dopadły mnie grypa, gorączka itd,itp

Autor

  • Barbara Żukowska

    Barbara Żukowska

    Redaktor Travelera. Pierwsza wyprawa na wschód i pierwsze zetknięcie z buddyzmem zrobiły na niej duże wrażenie.

  • Rafał Król

Ostatnio czytali

  • artur
  • W.Wozinski
  • kobalto
  • keva
  • sanderson
  • Buczas
  • Phiotro
  • Karol_ina
  • tomaszkargul
  • ala7
  • biber
  • owink
  • kinajd
  • Bax181086
  • AdamKrzoska
  • milrohir2
  • tomlit
  • tenzin
  • mosquito
  • kosak666
  • Mikee
  • Boomer87
  • droplet
  • Kapa
  • sabciam
  • msupel
  • _MONTANA_

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się