Kolebka islamu. Pustynia, o której beduini mówią jak o kochance. kraj, w którym za kradzież publicznie obcina się ręce. Arabia saudyjska budzi skrajne emocje – od potępienia po zachwyt. Próbując ją poznać, poczułam i jedno, i drugie.
W paszporcie wbitą mam wizę chrześcijańską. Co nie zwalnia mnie z zakrywania włosów i noszenia abai, długiej czarnej szaty wierzchniej. Pracownik polskiej ambasady przezornie przyniósł mi ją na lotnisko. Słusznie, bo swojej nie mam. Mimo studiów na arabistyce Rijad, stolica królestwa i jednocześnie stolica pustynnego regionu Nadżdu, jest dla mnie wielką niewiadomą. Wysyłając aplikację o staż studencki do wszystkich polskich placówek dyplomatycznych w krajach arabskich, nie sądziłam, że trafię właśnie tu, do kolebki islamu i jednego z najmniej dostępnych dla turystów krajów na świecie.
Na razie wiem, że w Arabii Saudyjskiej obowiązuje wiele zasad i norm obyczajowych, których bezwzględnie należy przestrzegać. Surowość, prostota oraz skromność wynikająca z tradycji wahabickiej przejawiają się w każdym aspekcie rzeczywistości. Dostrzeżemy je w minimalistycznej architekturze, w skromnych strojach – zwyczajowo prostych białych toubach mężczyzn i czarnych abajach kobiet. A także w prostolinijności autochtonów.
Pierwszym problemem, który muszę rozwiązać, jest kwestia poruszania się po mieście. Komunikacji miejskiej w zasadzie nie ma, a jeśli już, to przeznaczona jest dla biednych pracujących imigrantów z Indii, Pakistanu czy Filipin, absolutnie niedopasowana do potrzeb samotnie podróżującej kobiety. Po mieście jeżdżą co prawda taksówki, jednak nigdy nie wiadomo, czy uda nam się jakąś złapać, i możemy wtedy zostać na lodzie. A raczej na piasku. Najwygodniej po Rijadzie przemieszczać się samochodem. Szkoda, że nie mogę wynająć żadnego, jako kobiecie nie wolno mi siadać za kierownicą. Przez pierwsze dni korzystam z uprzejmości moich polskich kolegów i niczym arabska księżniczka jestem obwożona po mieście.
Zaczynamy od wizyty w sklepie, który wydaje się cały czarny. To od koloru porozwieszanych abai. Dobieram swoją pierwszą, własną. Mam do wyboru modele klasyczne, tradycyjne – zakładane na głowę, oraz te bardziej ekstrawaganckie, dopasowane w talii, z ornamentami na rękawach. Wszystkie bez wyjątku kruczoczarne. Od razu kupuję dwie – jedną skromną na co dzień, drugą pięknie wyszywaną na wyjątkowe okazje. Biorę też nikab – zasłonę na twarz. Nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać. W końcu nic nie zapewnia takiej anonimowości jak zakrycie twarzy i całego ciała. Od razu zwracam uwagę, że w przeciwieństwie do innych krajów arabskich, w których byłam (i rzecz jasna też skromnie się ubierałam i tak samo zachowywałam), nikt mnie tu nie zaczepia. Jeśli już dochodzi do rozmowy, wszyscy zwracają się do mnie z dużym szacunkiem.
Wychodzimy ze sklepu. Na ulicy przed sklepikami sprzedającymi jakieś drewienka roztacza się oszałamiający zapach kadzącego się oud, czyli agaru importowanego z Azji. Palące się w charakterystycznych kadzielnicach drewienka oud są w Arabii Saudyjskiej symbolem gościnności, a silnie pachnący olej z oud jest symbolem luksusu, którym obficie perfumowane są ubrania.
Serce Rijadu to odrestaurowany fort Masmak. Od jego podbicia na początku zeszłego stulecia symbolicznie rozpoczyna się, trwająca aż po dziś dzień, era Saudów na tych terenach. Sam Masmak i plac przed nim z kilkoma drzewkami oliwnymi i palmami daktylowymi rosnącymi na surowym gruncie nie zmieniły się od ponad stu lat. Jego widok skłania mnie do refleksji nad tym, jaki niesamowity szok kulturowy miał miejsce na przestrzeni tak krótkiego czasu. Rijad jest bowiem dziś miastem ultranowoczesnym. Ulice mają tu po osiem pasów, śmigają luksusowe samochody, w niebo strzelają drapacze chmur, a mieszkańcy korzystają z najnowszych technologii. Jednocześnie obowiązują tu wciąż zasady wypracowane setki lat temu przez pokolenia Beduinów żyjących na pustyni w najbardziej surowym klimacie na świecie.
Zapada zmierzch. Spokojnie spacerując, przechodzimy na pobliski plac Dira eufemistycznie nazwany przez obcokrajowców Chop Chop Square, czyli plac Ciach-Ciach. To jedno z tych miejsc w Arabii, które budzi szczególnie silne kontrowersje. To tutaj odbywają się co piątek rano publiczne egzekucje – ścięcia rąk, biczowania, a nawet najwyższy wymiar kary, czyli ścięcie głowy. Wiem, że nie będę chciała w tym uczestniczyć. Od tych, co przyszli z ciekawości, dowiaduję się, że wszystko przebiega bardzo sprawnie. Jest kat, jest jego długi ostry miecz. Są skazani. Przypominane są ich zbrodnie ku przestrodze... Najbardziej zaskakuje mnie to, że dziś życie toczy się tu zupełnie zwyczajnie. Nie ma żadnych znaków ostrzegawczych, nic co by mnie przygotowało na to, co się tu za kilka dni stanie.

Precz z gablotami! Precz z nudnymi pogadankami o historii! T...

Londyn od razu cię przytula i szepcze do ucha – czuj się, ja...

W Rudawach Janowickich powiedzenie "podobne jak dwie krople ...

Gdy Pan Bóg zobaczył piaszczystą równinę postanowił, że musi...

Prawowierny muzułmanin choć raz w życiu powinien odbyć hadżdż – pielgrzymkę do Mekki, i zgodnie z rytuałem tawaf po siedmiokroć obejść kamienne sanktuarium Ka’aba przeciwnie do ruchu wskazówek zegara.
Nie da się ukryć... szok kulturowy. Bardzo fajny artykuł! Pozdr :)
Bardzo ciekawy artykuł:) Pozdrawiam
Tegoroczna, trzecia już, edycja BRAVE KIDS – międzynarodowego programu edukacyjnego - odbędzie się w dniach 20 czerwca - 3 li...
Bezcenna kolekcja makiet tańców ludowych z 1937 roku, prezentowana na wystawie Sztuka, balet etnografia nie ma równego sobie ...
Już po raz trzeci w ramach Festiwalu „Dźwięki Północy” odbędą się warsztaty muzyki tradycyjnej – taneczne i instrumentalne. U...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.