Zacznijmy od A – jak Aotearoa, czyli Kraj Długiej Białej Chmury. Mowa o Nowej Zelandii. Każdy uzależniony od adrenaliny może sobie podnieść jej poziom na Wyspie Północnej. Extreme jest tam na porządku dziennym, na dodatek we wspaniałej przyrodniczej scenerii.
Początek przypomina filmy Hitchcocka – najpierw jest trzęsienie ziemi, a później napięcie rośnie. Nasz przewodnik Tomek Kozłowski (karkonoski GOPR-owiec, skoczek spadochronowy i Członek Polskiego Towarzystwa Badań nad Stresem Traumatycznym – jestem przekonana, że prowadzi na nas jakieś tajne badania!), raczy nas na początek opowieścią o wulkanicznym charakterze wysp nowozelandzkich. Kraj leży dokładnie na styku dwóch płyt tektonicznych. Dowiadujemy się, że sejsmolodzy odnotowują tu kilkanaście tysięcy trzęsień ziemi rocznie, a tych odczuwalnych nawet do 250. Szybko przeliczam – podczas tygodniowego pobytu na Północnej Wyspie mam szansę poczuć drżenie pod stopami aż pięć razy! Ale to nie ziemia będzie drżała – raczej moje nogi.
Auckland, największą aglomerację Nowej Zelandii, zwiedza się metodą na azymut, podobnie jak Warszawę. Tyle że nad centrum nowozelandzkiej metropolii zamiast socrealistycznego pałacu góruje majestatyczna wieża obserwacyjno-radiowa Sky Tower o wysokości 328 m. Sky walk, czyli spacer po wąskim (zaledwie 1,2 m) okapie tej wieży na wysokości blisko 200 m (taras widokowy PKiN jest na 114 m), stanowi nie lada przeżycie. Śmiałek ubrany w uprząż i asekurowany liną czuje namacalnie wszechogarniającą przestrzeń, a kiedy zakręci mu się w głowie, nie ma czego się złapać, bo poręczy tam nie zainstalowano – szalone bicie serca i zimny pot gwarantowane! Już sam wjazd na taras widokowy szklaną windą wyeliminuje słabszych zawodników. Widoczność przy dobrej pogodzie sięga 80 km.
Na tych, którzy uznają, że sky walk nie zaspokoił dziennej dawki adrenaliny, czeka jeszcze sky jump w samym sercu metropolii – skok ze 192 m z prędkością 85 km/godz. Jacyś chętni? Lot trwa 11 s. Maszty do skoków bungee są rozstawione niemal na każdym rogu i stanowią element codziennej rozrywki tego miasta. W Auckland zamiast skoczyć z kolegami na piwo, można sobie po prostu skoczyć.
Około dwóch godzin drogi dzieli Auckland od grupy jaskiń krasowych Waitomo Caves długości 45 km. Trafiamy do tej najsłynniejszej – Waitomo Glowworm, czyli jaskini świecących robaczków. Swą nazwę zawdzięcza występującej w niej populacji larw muchówki o wdzięcznej nazwie Arachnocampa luminosa. Ich odwłok emituje bladoniebieskie światło, podobnie jak u robaczków świętojańskich. Do tego larwy wytwarzają lepką pajęczynę, która zwisa ze stropu jaskini, co w połączeniu z wabiącym światłem daje doskonałą pułapkę na owady.
Metoda, jaką mamy eksplorować podziemny labirynt, ku mojej radości nie odbiega od ekstremalnych atrakcji oferowanych przez Nową Zelandię. Zaraz po wypełnieniu formularzy, że schodzimy do jaskiń na własną odpowiedzialność i nie mamy klaustrofobii, otrzymujemy neoprenowe pianki, kaski z lampami i napompowane dętki samochodowe. Teraz pora na krótkie szkolenie – jeszcze można się wycofać! Uczymy się komend i zachowań, które ułatwią nam przemieszczanie się w skomplikowanym systemie korytarzy, ćwiczymy skoki z wodospadu, korzystając z drewnianego pomostu. Technikę warto zapamiętać. Najpierw należy stanąć na brzegu pomostu, wypiąć pupę i przyłożyć do niej dętkę. Następnie bez wahania trzeba zrobić krok w tył, trzymając dętkę oburącz, jakby chciało się na niej usiąść. Zabawa jest przednia! Ale kiedy musimy to samo wykonać w ciemnej jaskini, stając na brzegu huczącego wodospadu, przestaje być wesoło. Za każdym razem, gdy skaczę, jestem przekonana, że walnę w podwodne skały!

Precz z gablotami! Precz z nudnymi pogadankami o historii! T...

Londyn od razu cię przytula i szepcze do ucha – czuj się, ja...

W Rudawach Janowickich powiedzenie "podobne jak dwie krople ...

Gdy Pan Bóg zobaczył piaszczystą równinę postanowił, że musi...

Różnią się niemal wszystkim. W jednych najważniejsza jest szybkość, w innych refleks, precyzja albo efektowność. Łączy je jedno – publiczności oraz uprawiającym je osobom gwarantują niezwykłe doznania!
Nowa Zelandia to jest to!!!!! Mekka sportów ekstremalnych:)
Z wykształcenia teatrolog, z zamiłowania PR-owiec, w redakcji National Geographic koordynator projektów specjalnych. Uważa, że życie zaczyna się po trzydziestce i stara się czerpać z niego pełnymi garściami.
Tegoroczna, trzecia już, edycja BRAVE KIDS – międzynarodowego programu edukacyjnego - odbędzie się w dniach 20 czerwca - 3 li...
Bezcenna kolekcja makiet tańców ludowych z 1937 roku, prezentowana na wystawie Sztuka, balet etnografia nie ma równego sobie ...
Już po raz trzeci w ramach Festiwalu „Dźwięki Północy” odbędą się warsztaty muzyki tradycyjnej – taneczne i instrumentalne. U...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.