Włodzimierz Puchalski

11 październik 2009
Włodzimierz PuchalskiZdjęcia: Włodzimierz Puchalski

Tylko jedno słowo: Wojna zapisał w kalendarzyku 1 września 1939 r. Dużymi literami. Przysiągł sobie, że do jej końca nie weźmie do ręki aparatu fotograficznego. Cały sprzęt zakopał w Puszczy Sandomierskiej koło leśniczówki, w której pracował. Wrócił dopiero w 1945 r. Aparat przetrwał, choć nieco naruszyła go korozja.

Włodzimierz Puchalski
Arktyka/Polska 1909 - 1978

Ten jeden z najsłynniejszych polskich przyrodników, a przy tym myśliwy, jako pierwszy fotografowanie zwierząt nazwał bezkrwawymi łowami. Kochał rodzimą przyrodę, ale fascynowały go też surowe polarne krajobrazy. Być może dlatego, że był daltonista i świat pozbawiony barw miał dlań szczególny urok.

Wspomnienia pełne wróbli


Jeden kalendarzyk na każdy rok. Malutkie książeczki pełne lakonicznych notatek.
21 marca 1937. Położyłem się na grypę.
23 stycznia 1938. I z powrotem mrozy do –30.
24 stycznia 1941. Pierwsze skowronki. Mróz bez śniegu (–4 stopnie)
– To zapiski jak współczesne SMS-y, króciutkie, informacyjne. Włodek był niesamowicie poukładanym facetem. Kiedy wybierał się na wyprawę, zaglądał do starych kalendarzyków i sprawdzał, co działo się w przyrodzie podczas poprzedniego wyjazdu. Dzięki temu mógł się dobrze przygotować – opowiada Wojciech Plewiński, znany polski fotograf.
Tylko na czas wojny lakoniczne notatki zmieniły charakter. Ptaki współodczuwają smutek świata, ich klekot nie jest taki wyraźny – napisał wtedy Włodzimierz Puchalski.

Z wykształcenia inżynier agronom, robił w życiu tak wiele, że zajęć tych wystarczyłoby dla kilku osób. W 1946 r. organizował krakowski Instytut Filmowy. W Łodzi pracował jako operator i reżyser. Utworzył dział dokumentacji fotofilmowej zwierząt na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zostawił po sobie prawie 60 filmów przyrodniczych, mnóstwo książek, ponad 100 tys. negatywów i kilka tysięcy fotogramów. Na jego zdjęciach wychowały się pokolenia przyrodników.

Włodzimierz Puchalski, jeden z najsławniejszych polskich przyrodników, urodził się 6 marca 1909 r. w Mostach Wielkich koło Lwowa. Jednym z moich pierwszych wrażeń, jakie potrafię sobie odtworzyć z taśmy mojej pamięci, z okresu, kiedy jeszcze niezbyt pewnie poruszałem się na nogach, są sceny z życia gołębi i wróbli, które imponowały mi swą ruchliwością i zgrabnością tak kontrastowo doskonałą, zwłaszcza na tle moich słabych umiejętności chodzenia – wspominał. Życie za pan brat z przyrodą musiał mieć zapisane w gwiazdach.
– Swą wielką wrażliwość szczególnie rezerwował dla ptaków. Nazywał je rozśpiewanymi klejnotami przyrody – mówi Marzena Wilczyńska z Muzeum Niepołomickiego, gdzie trafiły pamiątki po Włodzimierzu Puchalskim.
Na swe pierwsze polowanie wybrał się w wieku 13 lat. Jako 14-latek dostał od dziadka miechowy aparat. Od tej pory życie dzielił między myślistwo i fotografowanie.

– Ojciec polował do końca życia i wiele osób miało o to pretensje – opowiada Anna Puchalska, córka przyrodnika. – Bardzo lubił te polowania, traktował je raczej jako ruch i obcowanie z przyrodą. Nigdy potem nie jadłam takiej kiełbasy z dzika, bażantów czy zająca. W tamtych ciężkich, komunistycznych czasach być może czuł się jak wojownik, który wraca do rodziny z łupem. Jeszcze przed wojną, w 1936 r., ojciec zrobił pierwszą w Polsce wystawę o tematyce przyrodniczej i myśliwskiej. Rok później otrzymał złoty medal na Wielkiej Olimpiadzie Łowiectwa w Berlinie za zimowe zdjęcie dzika. Dwukrotnie wyjeżdżał do największej europejskiej stacji ornitologicznej w Rosji. Stawał się bardzo znany i w końcu został zaproszony przez prezydenta Mościckiego do dokumentowania urządzanych przez niego polowań. W 1938 r. robił zdjęcia podczas łowów z Hermannem Göringiem.

Uważam myśliwych za sojuszników sprawy ochrony przyrody. Dzięki ich fachowej wiedzy i wysiłkom ocalało na świecie wiele gatunków zwierząt. Jestem przekonany, że dopóki są fachowi i etyczni myśliwi, żaden więcej gatunek na świecie nie zginie – mówił sam Puchalski, który i tak kolejnym pokoleniom zapadł w pamięć jako ten, który pierwszy nazwał fotografowanie „bezkrwawymi łowami”.

Anioły z gęsich piór


Wstawał o piątej rano i wychodził na łowy. Choć nie był szczególnie muzykalny, potrafił świetnie naśladować dźwięki. Lisy wabił „na myszkę”, a gdy brakowało mu naturalnych dźwięków, sam robił podkład do swoich filmów. Bez problemu udawał pszczołę czy muchę. Zabierał ze sobą termos, jajka na twardo i sznycelki. Ale kiedy trzeba było, potrafił przez kilka dni bez jedzenia czatować w kryjówce na niewielkiego remiza. Albo w kompletnym bezruchu czekać godzinami na wylęg młodych. Nikt nie mógł do niego wtedy nawet podejść. Nie chciał straszyć ptaków. Pod tym względem był zacięty.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Gość Gość

Komentarze

  • Gość Gość
    2010-03-19 20:31

    WOW spoko przyda i się ten artykuł na zbiórki harcerskie dzięks

  • 2010-03-14 14:39

    Byłam na tym zamku w Niepołomicach - zainspirowały mnie fotografie Puchalskiego i nazwanie swojego zajęcia "bezkrwawymi łowami" - Wielki Człowiek..

  • 2010-03-01 03:12

    Świetny artykuł o niesamowicie interesującym człowieku. Zdjęcia W.P. uważam za naprawdę fenomenalne, a jego filmy do dziśutkwiły mi w pamięci...

  • 2010-02-13 21:41

    Instynkt powiódł go do miejsca swoich marzeń, z którego nie powrócił osiągnąwszy swój matecznik. Dusza jego wędruje z niejednym z nas.

  • Gość Gość
    2009-11-20 18:30

    median DZIĘKI za świeży artykuł o Puchalskim. Interesuje mnie okres II wojny światowej w życiu fotografa, więc proszę o więcej informacji.

  • 2009-10-21 10:02

    Geniusz

  • 2009-10-17 11:44

    Bardzo dziękuję za ten artykuł. Sprawił mi ogromna radość. Miałam 13 lat kiedy zauważyłam, ze istnieją ptaki, zachwyciłam się nimi. Dostałam od moich rodziców j ego album i pokochałam Włodzimierza Puchalskiego.Został moim idolem. Oglądałam jego filmy w telewizji. Prowadziłam dziennik obserwacji. Wymusiłam na rodzicach zakup lornetki, właściwie całkowicie zwariowałam na punkcie ptaków. Zawsze chciałam fotografować ptaki i pojechać na Antarktydę. Dopiero teraz stawiam pierwsze kroki w fotografowaniu ptaków i na pewno wybiorę się na Antarktydę.

  • 2009-10-15 09:21

    Niesamowity człowiek, niesamowita historia.

  • 2009-10-12 18:48

    Bardzo ciekawie przedstawiona osoba mojego idola, książka "Bezkrwawe łowy" była jedną z pierwszych w mojej bibliotece, była również inspiracją do poznawania natury. Włodzimierz Puchalski był i jest (wg) fenomenem polskiej fotografii przyrodniczej. Pozdrawiam

Autor

Ostatnio czytali

  • monia
  • Flaneur
  • busiek
  • monika.bartz
  • Marcjanna
  • nafisss
  • arabel
  • Waldasso
  • Strzyzewski
  • zakopiec
  • wacek59
  • pf1964
  • Gniewosz
  • gilmo
  • kasiunia1970
  • lblachut
  • sabciam
  • klubng
  • Dagus
  • kropka77
  • majena_84
  • Patulatko
  • Bog_danek
  • marafi1
  • monika p
  • reniferMan
  • kwagga

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

  • Pandy

    Pod koniec wyprawy, podczas której nie było miejsca na luksusy, pozwoliłam sobie zaszaleć i zamiast przeżywać katusze w trakcie trwającej wieczność...

  • Pandy

    Czasami dzieje się tak, że podczas wyprawy, którą uważasz za najciekawszą przygodę, jaka mogła ci się przytrafić, nagle wyskakuje coś, dla czego...

Sklep poleca

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się