Reklama

Obserwowanie zapadającego zmroku może wydawać się czynnością banalną, a jednak w rzeczywistości ma w sobie potencjał głębokiego wyciszenia. Przez wieki ludzie naturalnie funkcjonowali w rytmie światła i ciemności, traktując zmierzch jako moment przejścia – symboliczne zakończenie dnia i początek odpoczynku. Współcześnie ten prosty zwyczaj powraca w nowej formie jako praktyka określana mianem „duskingu”, coraz częściej postrzegana jako sposób na poprawę dobrostanu psychicznego.

Trend ten wpisuje się w rosnące zainteresowanie uważnością i świadomym przeżywaniem codzienności. Zatrzymanie się na kilka minut, by obserwować zmieniające się światło, kolory nieba i stopniowe wyciszenie otoczenia, może pomóc ograniczyć napięcie, uspokoić myśli i stworzyć przestrzeń do refleksji. To doświadczenie, choć niezwykle proste, dla wielu osób staje się jednym z najbardziej dostępnych sposobów na odzyskanie równowagi w świecie pełnym bodźców.

Skąd wziął się dusking? Zapomniany rytuał wraca do łask

Choć dziś „dusking” bywa przedstawiany jako nowy trend związany z uważnością, jego historia sięga znacznie głębiej i jest wyraźnie zakorzeniona w dawnym stylu życia. W Holandii funkcjonował pod nazwą schemeren i jeszcze w XVIII oraz XIX wieku był naturalnym elementem codzienności – szczególnie na obszarach wiejskich. Rodziny, kończąc dzień pracy, na chwilę przerywały zajęcia, by wspólnie obserwować zapadający zmrok, zanim zapalono lampy i rozpoczęto wieczorne aktywności. Był to moment przejścia – symboliczne oddzielenie obowiązków w ciągu dnia od odpoczynku, a zarazem czas wyciszenia i skupienia na otoczeniu. Wraz z upowszechnieniem elektryczności i przyspieszeniem tempa życia w XX wieku zwyczaj ten w dużej mierze zanikł, o czym już w latach 60. i 70. pisano jako o utraconym elemencie codziennej kultury.

Do tej niemal zapomnianej praktyki powróciła współcześnie holenderska pisarka Marjolijn van Heemstra, która – sięgając do wspomnień starszego pokolenia i archiwalnych źródeł – zaczęła przywracać ją do publicznej świadomości. Jej działania pokazują jednak coś więcej niż tylko lokalną tradycję: podobne rytuały istnieją i funkcjonują do dziś w wielu częściach świata, choć przyjmują różne formy i nazwy.

W Japonii moment zmierzchu określany jest jako yūgure i od wieków wiąże się z refleksją nad przemijaniem dnia, natomiast pieśni takie jak yūyake celebrują zachód słońca jako szczególny moment wyciszenia. Na Bali praktykowany jest zwyczaj matahari terbenam, czyli świadomego obserwowania zachodu słońca, często o wymiarze niemal rytualnym. Z kolei w krajach skandynawskich funkcjonuje pojęcie kvällsro, oznaczające spokojne wyciszenie wieczoru i przejście do odpoczynku. W różnych formach – mniej lub bardziej sformalizowanych – praktyki te przypominają o potrzebie zatrzymania się i świadomego przeżywania chwili, która w naturalny sposób oddziela dzień od nocy.

Jak dusking wpływa na zdrowie psychiczne i rytm dnia?

Współczesna popularność duskingu wynika nie tylko z jego symbolicznego charakteru, ale także z realnych korzyści dla zdrowia psychicznego i fizjologii człowieka. Praktyka ta polega na świadomym zatrzymaniu się w momencie przejścia dnia w noc i powstrzymaniu się od natychmiastowego włączania sztucznego światła – tak, by naturalnie obserwować, jak zmienia się otoczenie i natężenie barw. W warunkach codziennego pośpiechu jest to rzadko spotykana forma uważności, która – jak podkreśla Ellie Smith na łamach „Country & Townhouse” – „w dzisiejszej kulturze nieustannego pośpiechu rzadko zdarza się, żebyśmy siedzieli i nic nie robili”, mimo że właśnie takie momenty mogą ograniczać stres, poprawiać jakość snu i sprzyjać większej równowadze emocjonalnej. Dusking wpisuje się w szerszy nurt slow life i koncepcję niksen, czyli praktykowanego w kulturze niderlandzkiej „nierobienia niczego bez celu”, które zyskało popularność jako sposób przeciwdziałania wypaleniu.

Jednocześnie – jak zauważa Marjolijn van Heemstra – istotą tego rytuału jest skierowanie uwagi na świat zewnętrzny, a nie wyłącznie na własne wnętrze: „Skupienie jest jak medytacja, a ludzie tego potrzebują. Ale zapadanie zmroku polega na skupieniu się na świecie zewnętrznym, a nie na zamykaniu oczu”. W praktyce oznacza to powrót do naturalnych rytmów, które współczesne społeczeństwa w dużej mierze utraciły. Szczególnego znaczenia nabiera tu problem zanieczyszczenia światłem – według badań opublikowanych w czasopiśmie „Science” w 2023 roku nocne niebo na świecie rozjaśniało się średnio o 9,6% rocznie w latach 2011–2022, a jedynie około 10% mieszkańców półkuli zachodniej ma dziś dostęp do naprawdę ciemnego nieba. Skutki tego zjawiska są wielowymiarowe: od zaburzeń snu i spadku poziomu melatoniny, po negatywny wpływ na zdrowie psychiczne, ale także na ekosystemy – sztuczne światło zakłóca orientację zwierząt nocnych i ogranicza aktywność zapylaczy.

Dusking staje się więc nie tylko praktyką indywidualną, lecz także subtelną formą sprzeciwu wobec świata funkcjonującego w trybie 24/7. Organizowane w Holandii wspólne sesje obserwowania zmierzchu (gromadzące setki uczestników nad rzeką Amstel czy podczas wydarzeń kulturalnych) pokazują, że powszechna jest potrzeba wyciszenia i kontaktu z naturalnym cyklem dnia. W tym sensie prosty gest zatrzymania się o zmierzchu zyskuje dziś nowe znaczenie i jest sposobem na odzyskanie uwagi, kontaktu z naturą i doświadczenia ciemności, która – jak podkreślają badacze – jest równie istotna dla życia jak światło.

Źródła: BBC, The Guardian, Country & Townhouse, Science

Nasza ekspertka

Sabina Zięba

Podróżniczka i dziennikarka, wcześniej związana z takimi redakcjami, jak m.in. „Wprost”, „Dzień Dobry TVN” i „Viva”. W „National Geographic” pisze przede wszystkim o ciekawych kierunkach i turystyce. Miłośniczka dobrej lektury i wypraw na koniec świata. Uważa, że Mark Twain miał słuszność, mówiąc: „Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”.

Sabina Zięba
Reklama
Reklama
Reklama