Reklama

Choroby układu krążenia od lat pozostają główną przyczyną zgonów na świecie. Nic dziwnego, że w poszukiwaniu recepty na zdrowie masowo testujemy najróżniejsze rygorystyczne diety. Okazuje się jednak, że fiksacja na punkcie odcinania kalorii, węglowodanów i konkretnych makroskładników może prowadzić nas na manowce. Gigantyczne badanie, którego wyniki opublikowano w lutym 2026 roku na łamach prestiżowego „Journal of the American College of Cardiology”, przypomina nam o tym, co najważniejsze w odżywianiu.

Jakość ważniejsza niż matematyka. I to bardziej niż nam się zdawało

Naukowcy ds. zdrowia publicznego z Uniwersytetu Harvarda, pod kierownictwem epidemiologa Zhiyuana Wu, wzięli pod lupę dane dotyczące niemal 200 tys. kobiet i mężczyzn ze Stanów Zjednoczonych. Byli to wyłącznie pracownicy ochrony zdrowia, co oznacza, że badana grupa cechowała się z założenia wyższą świadomością medyczną i lepszym dostępem do opieki zdrowotnej. Skala tego przedsięwzięcia poraża – łączny czas obserwacji uczestników wyniósł imponujące 5,2 miliona „osobolat”.

Wnioski z tej tytanicznej pracy są jednoznaczne. To nie proporcja tłuszczów czy węglowodanów decyduje o zdrowiu serca, ale jakość spożywanej żywności. Z analizy wynika, że dieta o niskiej zawartości tłuszczu lub węglowodanów (w radykalnej wersji tzw. dieta carnivore) wcale nie przyniesie długoterminowych korzyści dla układu krążenia, jeśli będzie opierać się na wysokoprzetworzonej żywności czy ogromnych ilościach zwierzęcych białek.

– Nasze odkrycia podkreślają, że nie chodzi po prostu o cięcie węglowodanów czy tłuszczu, ale o jakość żywności, którą ludzie wybierają do konstruowania tych diet – podsumowuje dobitnie dr Zhiyuan Wu. Skupienie się wyłącznie na kompozycji składników, z pominięciem ich źródła, mija się z celem.

Pułapki i korzyści diet eliminacyjnych

Współczesna dietetyka od dawna analizuje wady i zalety radykalnych cięć w jadłospisie. Z jednej strony, dieta niskowęglowodanowa bardzo często pomaga w szybkiej utracie wagi, poprawia wrażliwość insulinową i stabilizuje poziom cukru we krwi. Jej ciemną stroną bywa jednak to, że w skrajnych formach może prowadzić do bolesnych niedoborów błonnika oraz nadmiernego spożycia nasyconych kwasów tłuszczowych.

Z drugiej strony mamy dietę niskotłuszczową. Przez dekady była ona polecana przez kardiologów jako tarcza ochronna przeciw miażdżycy, ponieważ skutecznie obniża poziom „złego” cholesterolu (LDL). Niestety, nierzadko wiąże się ona z dietetyczną pułapką kompensowania smaku – brakujący tłuszcz zastępowany jest przez producentów wysokoprzetworzonymi, rafinowanymi węglowodanami i cukrami, co paradoksalnie podnosi poziom trójglicerydów i niszczy nasze zdrowie metaboliczne.

Najnowsze dane z harwardzkiego badania stanowią most pomiędzy tymi dwoma światami. Udowadniają one, że obie te drogi mogą być równie skuteczne i dzielić te same biologiczne ścieżki wspomagające nasz układ krwionośny – pod warunkiem że opierają się na mądrych wyborach. Jeśli wyeliminujesz węglowodany, ale zastąpisz je przetworzonym mięsem i zrezygnujesz z błonnika, zniweczysz cały prozdrowotny wysiłek. Podobnie jeśli utniesz tłuszcze na rzecz rafinowanych słodkości i zignorujesz zdrowe tłuszcze roślinne, twoje serce wcale na tym nie zyska.

Wspólny mianownik długowieczności. Jak dobre jedzenie przeprogramowuje ciało

Uczestnicy badania, którzy postawili na różnorodną, bogatą odżywczo dietę, uzyskali doskonałe wyniki kliniczne. W ich krwi odnotowano znacznie wyższy poziom „dobrego” cholesterolu, niższy poziom ogólnych tłuszczów czy wyraźny spadek markerów stanu zapalnego.

Przełożyło się to bezpośrednio na statystyki – osoby te miały znacząco niższe ryzyko rozwoju choroby wieńcowej, która na całym świecie jest najczęstszą przyczyną zawałów. Aby osiągnąć ten życiodajny efekt, wystarczyło zadbać o odpowiednią podaż warzyw, owoców, produktów pełnoziarnistych oraz zdrowych, esencjonalnych tłuszczów.

Czy to koniec odwiecznego sporu o makroskładniki?

Wyniki raportu opublikowanego w „JACC” to swoiste wyzwolenie dla milionów osób chcących dbać o zdrowie bez psychicznego obciążenia. Prof. Harlan Krumholz, kardiolog z Uniwersytetu Yale i redaktor naczelny wspomnianego czasopisma, stwierdził jednoznacznie, że badanie to pomaga ostatecznie wyjść poza wieloletnią, jałową debatę na temat wyższości jednej diety nad drugą.

Zamiast katować się restrykcjami i liczyć każdy gram węglowodanów czy tłuszczów na talerzu, warto czasem odetchnąć z ulgą. To, co najbardziej liczy się dla serca, to jakość i gęstość odżywcza. Opieranie swoich posiłków na pełnowartościowych, roślinnych produktach i nieprzetworzonym jedzeniu oferuje nam ogromną elastyczność w codziennym życiu. Dzięki temu możemy wybierać takie modele odżywiania, które najbardziej odpowiadają naszym gustom i preferencjom, zachowując przy tym stuprocentową pewność, że nasz mięsień sercowy będzie pracował jak doskonały, naoliwiony mechanizm przez długie dziesięciolecia. Mniejsze restrykcje to także mniej stresu – a to przy odżywianiu (i w kontekście zdrowia) bardzo ważne.

Źródło: Journal of the American College of Cardiology

Nasz autor

Jonasz Przybył

Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.
Jonasz Przybył
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...