Docieramy do ostatniego dużego miasta na naszej trasie. Dalej jest już tylko „prawdziwy busz”. Mogaba zarządza godzinny postój. Miasto to, jak na mój gust, za dużo powiedziane. Określenie „większa wieś” zdecydowanie lepiej pasuje do tych kilku piaszczystych uliczek i malutkiego placu, na którym odbywa się właśnie targ. Na ziemi w workach i na płachtach rozłożone są towary: pomidory, zielona fasolka, proso, sorgo, teff (rosnąca tylko w Etiopii i Erytrei trawa abisyńska, z której nasion robi się mąkę), ozdobne tykwy na wodę, mleko lub krew, koraliki, stołeczko podgłówki, które służą zarówno do siedzenia, jak i do spania, oraz żywy inwentarz. Zatrzymuję się przy „stoisku” z przyprawami. W kilkunastu szmacianych woreczkach pyszni się: mielona papryka, imbir, gałka muszkatołowa i sporych rozmiarów bryłki soli. Handluje nimi młoda dziewczyna z małym chłopcem na rękach, który łapczywie pije mleko z jej piersi. Główkę dziecka pokrywają brzydkie blizny, a w oczach matki widzę tak ogromny smutek i pustkę, że długo nie mogę o tym zapomnieć.
Spis treści sierpień / wrzesień 2008 Z życia naczelnej - Martyna na Evereście 10 naj... dziwniejszych miejsc na świecie Zamki i warownie 7 wycieczek z dala od przetartych szlaków Co cię gryzie? Komary, kleszcze, osy – jak się chronić? Podróż życia Etiopia Wywiad z Jurkiem Błaszczykiem Wyspy Morza Śródziemnego 48 godzin - Londyn Vademecum nurkowania Szlaki winne Stopem do Japonii Raport specjalny - Raymond Maufrais Dziwne owoce Felieton Wojciecha Cejrowskiego
WIDEO…
Niektóre z odnośników znajdujących się powyżej to linki afiliacyjne. Kliknięcie na nie pozwoli Ci bezpłatnie zapoznać się ofertą konkretnego produktu lub usługi i jednocześnie może wspomóc rozwój naszej redakcji.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.