Aragonia łączy dziedzictwo chrześcijaństwa i islamu. Znajdziesz tu bezcenne skarby architektury
Podziwiamy ten zapomniany nieco region niczym gigantyczny fresk sprzed setek lat. Aragonia to wspólne dzieło arabskich, żydowskich i chrześcijańskich mieszkańców.

Spis treści:
- Matka Boska Pilar
- Sura dla Maryi
- Kochankowie z kamienia
- W labiryncie czerwieni
- Aragonia – informacje praktyczne
Myślisz, że będą jeszcze te bordowe? – zaaferowana nastolatka pyta koleżankę, z którą stoi w długiej kolejce. Bordo to tegoroczna nowość, schodzi jak świeże bułeczki, mimo że jest droższe niż inne kolory. – Weźmiemy po 10 czerwonych i żółtych, 5 niebieskich i jeszcze 5 białych – wyliczają dziewczyny. No i bordowe, jeśli będą. – Są? To prosimy pięć! – cieszą się. Kartka przy ladzie upomina: „Maksymalnie 35 medidas na osobę”. Po 1 euro za sztukę, 2 euro za bordową – w kolorze chusty na fiestę Matki Boskiej Pilar.
Matka Boska Pilar
Jest koniec września, Saragossa szykuje się na święto patronki. Przypada 12 października, ale zabawa zaczyna się tydzień wcześniej. Będą procesje, parady, piramida z kwiatów, no i medidas. Dosłownie „miarki”, bo wstążki odmierzają po 36,5 cm – wysokość figurki Maryi z bazyliki, przed którą wije się kolejka. Każdą z nich przytknięto do relikwii, dzięki czemu zapewnia ona ochronę osobie, która otrzyma medidę w darze. Wstążki nie można ponoć kupić dla siebie – trzeba ją dostać. Dziewczyny z kolejki mają chyba wielu krewnych i przyjaciół.
Najważniejsza jest jednak nie figurka, tylko słup, na którym stoi. – Według legendy Maryja podarowała go św. Jakubowi, który w rzymskiej Saragossie, czyli Cesarii Auguście, miał misyjny kryzys i nawrócił ledwie garstkę osób – opowiada przewodnik Hubert Kurdelski. – W 40 r. aniołowie przynieśli Matkę Boską na chmurze, a ona przekazała apostołowi filar i kazała wybudować wokół niego świątynię – ciągnie, a my oglądamy wyobrażenie tej sceny w barokowej kaplicy z figurką na kolumnie. Słup okrywa zdobna pelerynka – codziennie inna, świątynia ma ich ok. 450 – ale można zobaczyć go na tyłach kaplicy, przez okienko ze złotym napisem: „Tu czci się i całuje filar”. Tysiące ust i dłoni wyżłobiły w jaspisie wyraźne wgłębienie.
Badania potwierdziły, że kolumna pochodzi z I w., za to świątynia jest znacznie młodsza. Budowa ciągnęła się w nieskończoność: od XVII stulecia, gdy kult Matki Boskiej Pilar odżył po cudzie kulawego z Calandy (za sprawą Maryi jakoby odrosła mu noga), aż do połowy XX w., gdy ukończono dzwonnice i fasadę. Bardzo szybko za to świątynia stała się kością niezgody. Kapituła sąsiedniej katedry Seo z niechęcią patrzyła na nowy kult, a pilaristas twierdzili, że to ich kościół jest ważniejszy. Gdy w obawie przed rękoczynami odwołano procesję Bożego Ciała, interweniował Watykan i podzielił siedzibę arcybiskupstwa pomiędzy dwie świątynie.
Sura dla Maryi
Stara Seo jest z kolei owocem zgody ponad podziałami. Jej wnętrze to gotycki rajski ogród z lasem palmowych kolumn i złotymi kiściami zworników, ale największe wrażenie robi zewnętrzna ściana przy uliczce Sepulcro. Mruga do nas ceramicznymi gwiazdkami w odcieniach bieli, zieleni i turkusu, rozsianymi wśród geometrycznych ornamentów z cegły. Gdyby nie gotyckie okna, mogłaby się znajdować w Fezie czy Marrakeszu. Jest wspomnieniem muzułmańskiej Sarakusty.

– Arabowie władali Aragonią prawie 400 lat. Gdy w 1118 r. król Alfons I zdobył miasto, dał im wybór: większość elit wyjechała, ale wielu rzemieślników i chłopów nie. W średniowieczu stanowili ok. 20% ludności Aragonii. Mówiono na nich mudéjares: „ci, którzy pozostali” – opowiada Hubert. Tym samym słowem określa się styl architektoniczny powstały z połączenia obu kultur. Ściana katedry to jedno z jego arcydzieł.
Trop mudéjaru prowadzi nas z 700-tysięcznej Saragossy na odludną prowincję. – Arabskie dziedzictwo Hiszpanii kojarzy się z Andaluzją, ale i tu, na północnych rubieżach Al-Andalus, mamy bezcenne skarby – przekonuje Eugenia Gallego ze stowarzyszenia Territorio Mudéjar. Stoimy we wsi Torralba de Ribota, przed kościołem San Félix. Fasadę zgodnie zdobią gotycka rozeta i arabskie wzory z cegieł, ale całość przypomina raczej twierdzę. – To kościół warowny – potwierdza Eugenia. – Jesteśmy na niespokojnym pograniczu Aragonii i Kastylii. W razie ataku mieszkańcy mogli się schronić w świątyni i bronić z galerii na piętrze.
Surowość fasady jest też typowa dla architektury muzułmańskiej: skromnej na zewnątrz, zdobnej w środku. W nawie mamy więc motywy świadczące o spotkaniu kultur. Ostre łuki to gotyk, tyle że z cegły – a mistrzami w murowaniu byli w Aragonii muzułmanie. Ściany wymalowano w orientalne motywy geometryczne, ale okna w kaplicach podtrzymują aniołowie. Fundatorem kościoła był arcybiskup i rzemieślnicy musieli się dostosować do jego życzeń. Dorzucili jednak coś od siebie. „On jest Bogiem Jedynym, Bogiem Samowystarczalnym. Nie zrodził i nie został zrodzony. Nikt nie jest mu równy” – czytamy 112 surę Koranu wyrytą w kaplicy Matki Boskiej.
W labirynt aragońskiego średniowiecza zapuszczamy się ponownie w Calatayudzie. Na tle wieczornego nieba odcina się smukła wieża kościoła św. Andrzeja. W powietrzu śmigają jaskółki spłoszone biciem w dzwony. Zagłębiamy się w uliczkę, zakręcamy raz, drugi, trzeci pośród kolorowych domków. Zza rogu wyłania się budowla z wapienia z dwoma łukowatymi wejściami. Dziś to kaplica Matki Boskiej Pocieszycielki, dawniej najważniejsza z siedmiu synagog miasta, z osobnymi drzwiami dla kobiet i mężczyzn. Dotykamy chropawego kamienia i próbujemy sobie wyobrazić, jak w uliczkach średniowiecznego Calatayudu zmierzający na modlitwę Żydzi mijali się z chrześcijanami wracającymi z kościoła postawionego przez arabskich mistrzów.
Kochankowie z kamienia
W katedrze Santa María de Mediavilla w Teruelu niczego wyobrażać sobie nie musimy. Są tu biskupi i orzący chłopi, książęta i muzycy, uwijający się cieśle i malarka przygotowująca farby, uliczni żebracy, a także para w łożu. Słowem, XIII-wieczne społeczeństwo w komplecie. I to z inwentarzem, bo na jednej z belek wymalowano konie, byki, kozy, bociany, a nawet smoki. – Nasz sufit to kaplica Sykstyńska mudéjaru – mówi Isabel, przewodniczka po katedrze. Konstrukcję z sosnowych belek, desek i paneli, długą na 23 m i szeroką na 8, szczelnie pokrywają wizerunki ludzi i zwierząt, motywy roślinne i geometryczne oraz inskrypcje w dwóch językach. – Spójrzcie, tu mamy początek modlitwy „Zdrowaś Maryjo” po łacinie – opowiada Isabel. – A tu słowo „moc” wykaligrafowane pismem kufickim, czyli ozdobnym alfabetem arabskim – wskazuje dwie belki dalej.
Średniowieczny klimat panuje też na placu w sercu starówki. Teruel stroi się w kolorowe chorągwie i proporce, szykując do obchodów Wyjazdu Diega – bohatera aragońskiej legendy o nieszczęśliwych kochankach. Za kilka dni wystawią ją uczniowie jednej ze szkół; teraz ćwiczą pod murami katedry. Biedny Juan Diego nie otrzyma spadku. By zdobyć fortunę, pięć lat dał mu teść, a młodzian wyjechał, na wojnie żywot wieść – deklamują chłopcy w dresach. Musimy tu czekać, to niewiast jest dola, lecz biadać nam nie trza, my nadziei ostoja – odpowiadają dziewczyny.

Ciąg dalszy znają tu wszyscy. Gdy Diego powraca z bajecznym łupem, witają go weselne dzwony – to ojciec zmusił Isabel, by wyszła za innego. Diego błaga ją o ostatni pocałunek, a gdy ukochana odmawia, nie chcąc złamać ślubnej przysięgi, młodzian pada trupem. Nazajutrz, na jego pogrzebie, Isabel postanawia spełnić prośbę, ale gdy dotyka ustami zimnych warg kochanka, jej serce także pęka. Co ciekawe, Isabel i Diego naprawdę mieszkali na początku XIII w. w Teruelu i tu zostali pochowani – w kościele San Pedro, połączeni na zawsze w alabastrowym sarkofagu. Historia nieszczęśliwej miłości inspirowała poetów, dramatopisarzy i malarzy – i nadal inspiruje, zwłaszcza miłośników rekonstrukcji, którzy przybywają na Wyjazd Diega i lutowe Święto Kochanków z Teruelu, by przenieść się do średniowiecza.
W labiryncie czerwieni
W pobliskim Albarracín nie trzeba żadnych spektakli, by cofnąć się o 700 albo i więcej lat. Miasteczko przycupnęło na skalnej ostrodze ponad meandrem rzeki Guadalaviar. To strategiczna lokalizacja na szlaku przez góry, ale miejsca pod budowę jest tu jak na lekarstwo. Każdy skrawek wykorzystano już dawno temu. Na urwisku rozsiadła się Alcazaba, twierdza emirów z rodu Banu Razin, którzy panowali tu przed tysiącem lat; dalej stoi gotycka katedra, a za nią gąszcz domostw pnie się wysoko na zbocza gór.
Wąskimi uliczkami pniemy się i my – z przystanku w dolinie coraz wyżej i wyżej. Kilkusetletnie domy mają po kilka pięter i przesłaniają niebo; z rzeźbionych kołatek, krat i plafonów spoglądają na nas jaszczury i rycerze w przyłbicach. Dopiero gdy wdrapiemy się na zbocze za murami, możemy objąć wzrokiem miasteczko – jedno z piękniejszych w Hiszpanii.
Siadamy na skale otuleni zapachem ziół, otwieramy butelkę aragońskiej garnachy, kroimy owczy ser, pogryzamy oliwki. Proste, wyraziste smaki doskonale pasują do pejzażu. Po szafirowym niebie, maźniętym smugami cirrusów i nakrapianym punkcikami kołujących sępów, rozlewają się fiolety i oranże zmierzchu. Stoki i urwiska, a także domy, kościoły i pałace, jarzą się rdzawym blaskiem. W kanionie rzeki wije się zielonozłota smuga topoli, na krytej kaflami dzwonnicy błyska plamka ultramaryny i bieli. Wszystkimi kolorami Aragonii sycimy się bez ograniczeń – i bez kolejki. Tu na pewno żadnego z nich nie zabraknie.
Aragonia – informacje praktyczne
Dojazd
- Aragonia nie ma bezpośrednich połączeń lotniczych z Polską.
- Do Saragossy, stolicy regionu, dojedziecie szybką koleją AVE z Madrytu (1 godz. 20 min, od 39 euro) lub Barcelony (1 godz. 30 min, od 35 euro), do których dolecicie z wielu miast w Polsce.
- Do Teruelu możecie też dojechać autobusem z Walencji (2 godz., od 14 euro) mającej połączenia lotnicze z Warszawą, Krakowem, Poznaniem i Wrocławiem.
Nocleg
- Hotel Silken Reino de Aragón – w centrum Saragossy, tuż obok ruin rzymskiego teatru i niedaleko bazyliki Matki Boskiej Pilar. Od 80 euro/pokój 2-os.
- Hotel Monasterio Benedictino mieści się w zabytkowym klasztorze na obrzeżach starówki w Calatayudzie. Od 64 euro/pokój 2-os.
- Parada del Carmen w Albarracínie (50 euro/pokój 2-os.) w jednym z najwyżej położonych domów w miasteczku. Za 4 euro można zamówić domowe śniadanie.
Jedzenie
- Restauracja Montal w centrum Saragossy specjalizuje się we współczesnej kuchni aragońskiej. Menu zmienia się wraz z porami roku; my trafiliśmy m.in. na wybitne karczochy i lokalny przysmak, czyli ogórecznik.
- Bistro Clandestina w Saragossie regularnie zdobywa wyróżnienia w konkursach na najbardziej wyrafinowane tapas w Hiszpanii. My spróbowaliśmy kanapeczek w kształcie Matki Boskiej Pilar, m.in. z ikrą i karmelizowanym nori.
- La Zarola, niedaleko zabytkowej hali targowej w stylu neomudéjar Mercado Central w Saragossie, oferuje 2,5-godzinne kursy gotowania po aragońsku połączone z obiadem lub kolacją.
- Alizia Casa de Comidas w Albarracínie proponuje autorskie wersje sezonowych aragońskich dań. Nas zachwycił deser z mleka, migdałów i brzoskwiń z Calandy.
Źródło: archiwum NG

