Koją czy wywołują irytację? Oto jak ptasie głosy manipulują naszym mózgiem
Przez wieki ptasie głosy interpretowano jako zapowiedź wiosny, szczęścia, a czasem nawet śmierci. Dziś wiemy, że za tymi dźwiękami kryje się coś więcej niż ludowa wyobraźnia – to złożony system komunikacji, który wpływa także na nas.

Spis treści:
- Ptasie głosy w tradycji i współczesności
- Tajemnice ptasiej komunikacji
- Wpływ ptasich dźwięków na nasz mózg
Ptasie trele od wieków towarzyszą człowiekowi. Dziś wiemy, że mają one korzystny wpływ na nasze zdrowie psychiczne. Aby usłyszeć ptaki, wystarczy udać się na łono natury, wyciszyć się i zacząć dostrzegać otaczające nas ptaki. Dawniej jednak przypisywano tym dźwiękom różne znaczenia – od zapowiedzi wiosny i szczęścia, aż po przestrogę, niepokój, a nawet zwiastowanie śmierci.

Ptasie głosy w tradycji i współczesności
Jeszcze w XX wieku ptasi świergot próbowano interpretować na różne sposoby. Choć dziś może się to wydawać zabawne, śpiew ptaków w zależności od gatunku bywał uznawany zarówno za zapowiedź nadejścia wiosny, jak i – w skrajnych przypadkach – za zwiastun nadchodzącej śmierci.
Już na przedwiośniu z obrzeży lasów i zadrzewień śródpolnych dobiega charakterystyczny głos trznadla (Emberiza citrinella). Dawniej w krajobrazie rolniczym, gdzie ludzie mieli bliższy kontakt z przyrodą, jego wokalne popisy interpretowano żartobliwie słowami: „Nie będzie suchej kobyle niiiiic”. Jak podkreśla Jan Sokołowski w „Ptakach ziem polskich”: „tym samym lud uważa trznadla za zwiastuna wiosny przynoszącego pociechę, bo jeśli kobyła dotąd nie zdechła, to na pastwisku z pewnością przyjdzie do siebie”.
W tradycyjnym odbiorze ludowym śpiew trznadla uznawano za zapowiedź nadchodzącej wiosny i poprawy warunków w gospodarstwie, wiążąc jego aktywność z końcem najtrudniejszego okresu zimowego oraz oczekiwaniem na odnowienie pastwisk i zapasów paszy.
„Pójdź, pójdź w dołek pod kościołek” – tak interpretowano niegdyś u nas głos sowy pójdźki (Athene noctua), jednego z 10 gatunków sów regularnie gniazdujących w Polsce. Ta ludowa, onomatopeiczna interpretacja jej nawoływania przyczyniła się do powstania wielu negatywnych skojarzeń. W polskiej tradycji ptak ten uchodził niegdyś za zwiastuna śmierci i nieszczęścia, podczas gdy w starożytnej Grecji stanowił symbol mądrości i atrybut bogini Ateny.
Pójdźka od wieków związana była z wiejskimi zagrodami i starymi i dziuplastymi drzewami. Współcześnie coraz częściej wybiera ruiny opuszczonych obiektów oraz budki lęgowe. W przeszłości szczególnie chętnie gniazdowała w wierzbach i lipach. Jak opisuje Jacek Karczewski w książce „Noc sów”, ludzie mawiali, że w wierzbach ukrywały się diabły, co dodatkowo wzmacniało negatywny wizerunek tego gatunku.
Sezon lęgowy rozpoczyna w kwietniu, a już od marca samce zaczynają intensywnie nawoływać głosem terytorialnym „guig”. Dawniej dźwięk ten interpretowano jako „póóójdź”, co prawdopodobnie utrwaliło negatywne skojarzenia z ptakiem. W XIX w. na Lubelszczyźnie w okolicach Hrubieszowa wierzono, że pójdźka zapowiada nieszczęścia, a według niektórych przekazów, by „odwrócić nieszczęście” należało zabić ptaka.
Dawniej pójdźka była nieodłącznym elementem wiejskiego folkloru, a jej charakterystyczny głos głęboko zakorzenił się w lokalnej kulturze. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu pójdźka występowała w Polsce powszechnie, jednak z czasem stała się coraz rzadsza. Dziś trudno nie zastanawiać się nad jej aktualną sytuacją i zmianami, jakie zaszły w populacji. Dzisiejsze milczenie pójdźki w wielu regionach kraju to sygnał, że najwyższy czas zastąpić dawne przesądy aktywną ochroną. Ocalenie tego ptaka zależy w dużej mierze od naszej świadomości i zmiany sposobu patrzenia na otaczającą nas przyrodę.
Tajemnice ptasiej komunikacji
Ptasi śpiew to nie tylko piękna melodia dla naszych uszu, ale przede wszystkim złożony system komunikacji, który ma kluczowe znaczenie dla przetrwania. Wiosną, po powrocie do Polski z Afryki Subsaharyjskiej, samiec kukułki (Cuculus canorus) rozpoczyna charakterystyczne „ku-ku”, będące jednym z najbardziej rozpoznawalnych dźwięków tej pory roku. Głównym zadaniem tego nawoływania jest obrona terytorium i wabienie partnerek.
Kukułka nie zakłada własnego gniazda, lecz prowadzi pasożytnictwo lęgowe – swoje jaja podrzuca innym ptakom, np. europejskim rudzikom (Erithacus rubecula) lub pliszkom siwym (Motacilla alba). Co ciekawe, w tym duecie to samica wykazuje się niezwykłym sprytem. Podczas gdy samiec swoim wyglądem przypominającym drapieżnego krogulca (Accipiter nisus) odciąga uwagę drobnych ptaków, samica potrafi wydać szybki, chichoczący głos alarmowy. Dźwięk ten dezorientuje gospodarzy gniazda i paraliżuje ich strachem. W tym czasie kukułka niezauważenie ląduje w opuszczonym na chwilę gnieździe, chwyta dziobem jedno z jaj gospodarza i w zamian podrzuca własne. Jest ono idealnie dopasowane ubarwieniem i – co fascynujące – wyjątkowo małe jak na ptaka tych gabarytów, dzięki czemu ofiara nie dostrzega podstępu.
O ile kukułki komunikują się głównie we własnym interesie, o tyle w ptasim świecie istnieją sygnały, z których korzystają całe ekosystemy. Nagły harmider srok (Pica pica) i wron siwych (Corvus cornix) to jasny znak dla całej okolicy, że dzieje się coś niepokojącego. Ptaki te głośno obwieszczają obecność zagrożenia, krążąc nad intruzem, a z ich ostrzeżeń chętnie korzystają inne gatunki, a nawet ssaki, takie jak wiewiórki (Sciurus vulgaris).
Zazwyczaj ptaki nie wywołują fałszywych alarmów, ale od tej reguły bywają bezczelne wyjątki. Badania europejskich ornitologów nad bogatkami (Parus major) – jednymi z największych i najbardziej pospolitych sikor na naszym kontynencie – pokazują, że potrafią one celowo wydawać fałszywe alarmy. Takie sytuacje najczęściej obserwuje się zimą przy karmnikach. Bogatka, chcąc pozbyć się konkurencji przy pokarmie, sprytnie wydaje sygnał sugerujący obecność drapieżnika. Gdy przestraszone ptaki w popłochu uciekają w zarośla, mała oszustka bez przeszkód, w zupełnej samotności przystępuje do jedzenia. Czyż nie jest to sprytne?

Wpływ ptasich dźwięków na nasz mózg
Współczesna nauka potwierdza to, co intuicyjnie czujemy od dawna – ptasie głosy to nie tylko tło naszej codzienności, ale też potężne narzędzie, które koi nasz umysł, redukuje stres i zmniejsza zmęczenie psychiczne. Fascynujące dowody na to przynoszą badania zespołu dr Eleanor Ratcliffe z Uniwersytetu Surrey w Anglii, która szczegółowo przeanalizowała, jak odgłosy natury wpływają na ludzkie samopoczucie.
W eksperymencie wzięło udział 174 ochotników, którzy oceniali kilkadziesiąt odgłosów ptaków występujących na Wyspach Brytyjskich oraz w Australii. Wyniki pokazały, że naturalna regeneracja psychiczna zależy w ogromnym stopniu od indywidualnych skojarzeń słuchacza. Dla jednej z uczestniczek kojący okazał się cichy i monotonny dźwięk gdakania kur, ponieważ przypominał jej beztroskie chwile spędzone podczas pracy w ogrodzie. Inny badany reagował natychmiastowym relaksem na gruchanie grzywaczy (Columba palumbus), które automatycznie przywoływało w jego pamięci wspomnienia długich, ciepłych wakacji z dzieciństwa.
Okazuje się jednak, że nie każdy ptasi głos działa na nas jak balsam. Miejski hałas generowany przez gołębie domowe potrafi wywołać irytację, a odgłosy sów (Strigiformes) u niektórych osób wciąż budzą niepokój ze względu na zakorzenione w kulturze przesądy o śmierci.
Kluczowy dla naszego mózgu jest również sam charakter dźwięku. Dr Ratcliffe zauważa, że najbardziej lubimy odgłosy ciche, o wysokiej częstotliwości lub o dużej melodyjności i złożoności. Z tego powodu delikatny trel mniejszych ptaków odbieramy jako bezpieczny i relaksujący. Z kolei głośne, szorstkie i chropowate zawołanie sroki podświadomie kojarzy nam się z agresją, przez co może wręcz potęgować poziom stresu.
Ostateczny wpływ natury na nasze zdrowie zależy więc od profilu samego słuchacza – najwięcej korzyści z ptasiej terapii czerpią osoby, które wysoko cenią bliskość przyrody. Oznacza to, że wykorzystanie soundscape'u (pejzażu dźwiękowego) w psychoterapii powinno być zawsze dopasowane do indywidualnych potrzeb pacjenta.
Źródła: adonai.pl, salamandra.pl, www.nhm.ac.uk
Nasz autor
Aleksander Kusznir
Od lat łączy pasję do ptaków z fotografią i edukacją przyrodniczą. Współpracuje z „National Geographic Polska”, gdzie opowiada o świecie natury – zarówno tej, którą spotyka na co dzień, jak i bardziej egzotycznej. Najchętniej o dzikiej przyrodzie, jej ochronie i niezwykłych zachowaniach zwierząt. Pracuje też w laboratorium weterynaryjnym, gdzie na co dzień ma możliwość badania różnych gatunków zwierząt. Inspirację czerpie z podróży i nowych doświadczeń, a twórczą energię najłatwiej odnajduje przy filiżance dobrej kawy – najlepiej pośród śpiewu ptaków.


