Choć opanowali rozległe przestrzenie wschodniej Europy, ich ekspansja pełna jest zagadek.
Ludy słowiańskie zajmują większą przestrzeń na Ziemi niż w dziejach. To zdanie wygłoszone kiedyś przez Johanna Gottfrieda von Herdera, twórcę niemieckiej filozofii historycznej, uważanego za ojca slawistyki, do dziś budzi wątpliwości.
Czy należy je uznać za opis stanu wiedzy na temat historii Słowian, czy może jest ono faktem, z którym trudno nam, Słowianom, się pogodzić? A może stworzyliśmy po prostu swoista antyhistorie: niewytwarzania, niedziania się, nudy, bierności i stagnacji, która miała jednak doprowadzić do tego, że jesteśmy najliczniejszą w Europie grupa językową? Do dziś nie wiadomo właściwie, jakim sposobem.
Nie jesteśmy ludem takim jak Baskowie, którzy niemalże od czasów prehistorycznych mieszkają w jednym miejscu i są w stanie badać własną historię, sięgając w głąb tysiącleci. Nie stworzyliśmy imperium o spisanych dziejach, które wychowało wybitnych filozofów, charyzmatycznych władców i wizjonerów decydujących o losach świata, zostawiających po sobie świątynie i miasta, kodeksy, dzieła sztuki i szlaki handlowe.
Słowianie przez historie maszerowali w łapciach z łyka albo kory. Został po nich co najwyżej garnek pozbawiony ozdób, niezdarnie ulepiony w rękach, bo nie używali nawet koła garncarskiego. Do bitwy szli, zakasując portki, żeby nie przeszkadzały im w biegu i walce. Ale w tych lnianych gaciach dotarli na tereny dzisiejszej Syrii, na Peloponez, a najprawdopodobniej także do Islandii; stanęli pod Konstantynopolem, stolicą połowy ówczesnego świata. Sukces niepiśmiennych Słowian, lub może tylko ich języka, był przeciwieństwem sukcesu jasnej, logicznej łaciny, języka imperium, który zrodził poezje nie tylko subtelne i piękne, ale również mierzone stopami rytmicznymi, podczas gdy najstarszym pisanym zabytkiem słowiańskim jest słowo „strawa”. To jednak strawa częściej pojawia się dziś na europejskich stołach niż ambrozje i delikatesy.
Znany historyk Norman Davies porównał uprawianie historii do sztuki. Mówił, że historyk powinien być po trosze artystą, żeby móc w sposób twórczy poruszać się wsród, strzepów informacji i zapisków butwiejących w archiwach. Tymczasem dzieje Słowian nakreślili przed laty rzemieślnicy traktujący archeologie, źródła pisane i językoznawcze niezwykle instrumentalnie. Ludzie od lat okopani w dwóch wrogich obozach, toczący ze sobą bitwy, za nic mający rzesze, które przymuszone obowiązkiem szkolnym znosić muszą katusze nudy na lekcjach historii.
Pierwszy z wrogich obozów to tzw. autochtonisci, którzy twierdza, ze Słowianie z dziada, a nawet pradziada z prababą mieszkali miedzy Odra i Wisła i stąd wyruszyli na podbój Europy. Drudzy to allochtonisci – ich zdaniem Słowianie pochodzą, mówiąc ogólnie, zza naszej wschodniej granicy, z dorzecza Dniepru, skąd przyszli i zaludnili środkowa Europe i Bałkany. Spory jednych z drugimi, skupione głównie na wytykaniu błędów stronie przeciwnej, do dyskusji na temat dawnych Słowian nie wnoszą nic ciekawego ani nowego, w ogóle nie mogą dojść do zgody (...) jako że każdy myśli co innego i żaden nie chce ustąpić drugiemu – jak pisał o plemionach słowiańskich na przełomie VI i VII w. nieznany historyk nazwany Pseudo Maurycym. Zostawmy więc ciosanie kolejnych prakolebek i spory o nazwy rzek, znad których wyłowiło naszych przodków światło historii, a zajmijmy się historią, o jakiej mówi Davies – sztuką opartą na faktach. Owych faktów nie jest zbyt wiele, a w ich wątłym świetle dzieje Słowian jawią się jako mgliste, niekonkretne, niczym słowiańska dusza. Kolejne teorie o pochodzeniu naszych dziadów uchodzą za niepodważalne prawdy tylko do czasu, gdy pojawiają się prawdy jeszcze prawdziwsze lub takie, których wyznawcy po prostu głośniej krzyczą.
Spisane tu rozważania na pewno nie przyniosą jednoznacznej odpowiedzi na pytanie: Jak to się stało, że zarówno płowy Białorusin ze szklanką samogonu, jak i śniady Czarnogórzec wychylający flaszkę domowego winka przy odrobinie dobrej woli mogą wznieść tak samo brzmiący toast. Może zresztą same pytania będą ciekawsze niż szukanie na nie odpowiedzi? Tak czy inaczej, czas zacząć naszą opowieść, np. tak: było nie było, czy się zdarzyło…?

Tydzień z Wielkimi Kotami! Oglądaj codziennie od poniedziałk...

Zapraszamy do zapoznania się z wynikami konkursu fotograficz...

Do roku 2050 liczba ludności świata ma dojść do dziewięciu ...

Czy Mieszko I był duńskim wodzem o imieniu Dago? Big Cats I...
Dla zainteresowanych "genetyczną mapą Europy" przedstawiam adres: www.eupedia.com/europe/origins_haplogroups_europe.shtml a tutaj mapkę zatytułowaną: "Distribution of haplogroup R1a in Europe". Dodam jeszcze, że dane na tej stronie są często aktualizowane. Jako kolejną rzecz wartą zainteresowania - na tej samej stronie - proponuję mapkę: "Expansion of agriculture from the Middle East to Europe (9500-3800 BCE)", ale to już (raczej) jako odniesienie do ostatnich doniesień na temat Tell Qaramel i Göbekli Tepe. I jeszcze jedno - my, Polacy, od dziecka wzrastamy w klimacie jakiejś szczególnej naszej cechy, naszej - czyli naszego Narodu. Jesteśmy Mesjaszem wśród narodów. Pomimo tego, że Polak i Węgier to dwa bratanki tylko niewielu z Nas, Polaków, wie o tym, że tak samo o sobie myślą i Oni, Węgrzy. Tragedią narodową dla Nas były rozbiory - dla Węgrów taką tragedią był Trianon, czyli Wielki Rozbiór Węgier po pierwszej wojnie. Czemu piszę o tym tutaj, pod artykułem o Słowianach? Węgrzy prowadzą takie statystyki - na przykład: Ilu zdobywców Nagrody Nobla było Węgrami? Odpowiedź: Około 60 procent! I nie ma tu znaczenia fakt, że wielu z nich było Austriakami - byli obywatelami Wielkich Cesarsko-Królewskich Austro-WĘGIER! A po pierwszej wojnie Wielkie Węgry zostały okrojone: wokół Budapesztu powstały małe Węgry, wokół Wiednia - mała Austria, Transylwanię przejęła Rumunia - ale wszystkie INNE krainy rozgrabili SŁOWIANIE!!! Ba, powstała nawet taka efemeryda jak Słowacja!!! Milion lat żyli TAM Węgrzy, a tu nagle - jakaś "słowacja"!!! Dlatego Węgrzy nie za bardzo Słowaków lubią. Dlaczego lubią Nas? Nikt nie wie, może to kilka naszych wspólnych historycznych postaci... Ale, do rzeczy - mam kilku znajomych w Uniwersytecie Budapeszteńskim, kiedyś (przy szklaneczce tokaju, ma się rozumieć) mówili, że w swoich zbiorach mają "takie rzeczy" na temat Słowian, historii Słowian i historii stosunków pomiędzy Hunami a Słowianami, że "gdyby to ujrzało światło dzienne to by się zaczęło...". Nigdy już później tego nie opowiadali... Nie wiem - przechwalali się? - wszyscy wtedy byliśmy młodzi; no i trzeźwi też nie byliśmy zbytnio. Ot, taka moja dygresja.
W tekście jest mnóstwo błędów i nieprawdziwych informacji. Perun bogiem ognia? Pisząca zwraca uwagę na niewolnictwo i różne negatywy, a nie wzięła pod uwagę wielu rzeczy. Te wnioski w ogóle nie pasują np. do Wieletów. A to Wieleci położyli na kolana Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego w 1056 roku. Co prawda nie na długo, ale nie dowodzili nimi żadni obcy dowódcy. No i oczywiście nie korzystano tutaj z dokonań gałęzi etnologii czy konkretnych książek skoro Peruna nazywa się bogiem ognia... Kłania się brak lektur w postaci: "Mitologii Słowian" pana Aleksandra Gieysztora, "Kultury ludowej Słowian" pana Kazimierza Moszyńskiego, "Sanktuariów Słowiańskich" pana Bogusława Gierlacha i wielu innych. A inny przykład - że to Niemcy stworzyli nazwę "Światowid" - przecież to bzdura. Tą nazwę stworzyli ludzie romantyzmu, a w kronikach historycznych nie ma żadnego Światowida. Wydaje mi się, że w dalszym ciągu ma miejsce próba zepchnięcia naszej tożsamości na margines aby oderwać nas od korzeni, wzbudzić mieszane uczucia itp. Ci, co to robią zapominają jednak o jednej ważnej rzeczy - Słowianami jesteśmy nadal, a Słowiańszczyzna (w tym duże osiągnięcia Polaków) wydała na świat wielu, którzy ten świat zmienili. To, że nie wiemy wszystkiego o VI wieku to nic - przybyliśmy na te tereny później niż reszta. I nadal tu jesteśmy czy się to komuś podoba czy też nie. I nadal możemy piąć się w górę z dumą. A dzisiejsze czasy i współpraca wielu gałęzi naukowych daje zaskakujące efekty. Zresztą w tekście nie wykorzystano tak wielu źródeł, że szkoda słów. To musiało zostać zaplanowane.
Podoba mi się język autorki ale nie podzielam wizji słowiańskości. Jak dla mnie pogląd o chłopku w kusych spodenkach rozwiał Paweł Jasienica. Choć Rzymu nie zbudowaliśmy, to archeologia potwierdza większe dokonania niż lepione garnki. Zabrakło rzetelności która by wsparła dobry styl i rozwiała dość ponury obraz naszych dziadów.
Za cytatem: "Wszystko dlatego, że słowiańskość to pojęcie przede wszystkim lingwistyczne, nie antropologiczne. Podobnie wysoki jak w Polsce odsetek nosicieli R1a1 spotyka się w Europie wśród… Węgrów (którzy pod względem językowym nie mają nic wspólnego nie tylko ze Słowianami, ale w ogóle z całą indoeuropejską grupą języków) i u 80 proc. Celtów (Rosser, 2000)." Tu niestety przykład Wegrów jest chybiony. Adam Michałek w jednej swych książek przedstawił taką historię: - Madziarzy przybyli na tereny dzisiejszych Węgier - Madziarzy zdominowali mieszkających tu już Słowian (bierna postawa) - Madziarzy nie pozwalali na mieszane małżeństwa - Madziarzy uprawiali zawodowy kidnaping na skalę Europejską (porwali znacznych ludzi nawet w Hiszpanii) - w sierpniu 955 Otton I Wielki pokonał Madziarów w bitwie na Lechowym Polu - Madziarzy po klęsce mieli do wyboru: albo wszczepią swoją kulturę i język swym poddanym-Słowianom poprzez mieszane małżeństwa albo nie powstaną już nowe karty historii o nich Stąd dzisiejszy Węgrzy posiadają tak wysoki odsetek nosicieli R1a1. Przysłowie "Polak, Węgier dwa bratanki" nabiera nowych odcieni. Dodatkowo sam N. Davies poświęcił w swej książce "Europa" kilka akapitów nt. konsekwencji nurtu Madziarskiego w tej części Europy. P.S. Artykuł bardzo mi się spodobał :-)
Witam! Artykuł został napisany z niespotykaną w internecie rzetelnością. Jednak jak sama autorka kilkakrotnie przypomina, historia pozostawia luki do snucia własnych teorii. Ja ze swojej strony chciałbym zaznaczyć, że część z nich pokrywa się z tymi jakie prezentuje żydowska mniejszość narodowa żyjąca na terytorium m. in. Polski. Niestety, ale prezentowane powyżej teorie są niejednokrotnie wypaczone. Sama autorka prezentuje Naszą historię w sposób pogardliwy, a dodatkowo obwinia kościół za schrystianizowanie Słowian. Nie miałem przyjemności poznać autorki tego tekstu, ale domniemam, że reprezentuje odmienną przynależność narodową. Choć z częścią definitywnie się zgadzam, to z kolei kilka stwierdzeń rani moją duszę. Chciałbym wszystkim czytelnikom przypomnieć, że nasza chrześcijańska historia obejmuje ostatnie blisko 1050 lat, a więc jest dłuższa i lepiej znana od tej sprzed X wieku. Niechciałbym pójść za daleko w swoich domysłach, liczę na odpowiedź kogoś ze środowiska żydowskiej mniejszośći narodowej lub nawet samej autorki. Niestety historia opowiedziana w artykule sprawia wrażenie antysłowiańskiej. Możnaby przedstawić korzenie naszego narodu w zupełnie innym świetle, stąd moja sugestia, że autorka nie jest słowianką. Niestety, ale jesteśmy faszerowani przez media wiedzą, która ma na celu wyzbycie się w nas własnej torzsamości narodowej, patriotyzmu i kultury. Mam nadzieję, żę powyższa historia nie miała takiego celu. Pozdrawiam!
Uważam, że artykuł jest genialny. Gratuluję wykonania :-)
Bardzo dobry artykuł. Jak dla mnie to jeden z lepszych jakie ostatnio czytałem.
Dobry wieczór. Komentarz Pordona też jest na przynajmniej 5+. Dawno nie czytałem tak obszernej i rzeczowej dyskusji. Dzięki artykułowi przypomniałem sobie, iż mam zaległą lekturę o mitach Słowian. Będąc w Macedonii odbyłem z rybakiem podróż na wyspę Golem Grad. Wciśniętą pomiędzy Grecją i Albanią. Nazwałem ją na własny użytek " ostatnim skrawkiem Słowiańszczyzny". Nie wiem do dziś, czy słusznie ? Przyznaję, iż nie prowadziłem jakichś pogłębionych studiów na ten temat. Natomiast powyższy tekst muszę przeczytać raz jeszcze, aby nie wydawać pochopnie negatywnych sądów. Oczywiście pisanie z polotem to sztuka !!!
Artykuł ciekawy, dowiedziałam się kilku nowych rzeczy (poza portkami, gaciami), jednak nadal czuję niedosyt. Mało, mało, mało...chcę więcej o tym, dlaczego nagle ubogie, rolnicze społeczeństwo zaczęło się zmieniać w monarchię? Dlaczego nie obalono jej? Jak przyjęto mężczyzn w sukniach, niosących zgorszenie swoimi kazaniami o słowiańskim bałwochwalstwie? Jak słowianie jednoczyli się z hunami i pomagali Janowi Husowi? Jak było naprawdę?
Jeden przede mną napisał, iż ciężko jest napisac historię Słowian, bo w zasadzie wszystkie ślady przez wieki zatarł Kościół i tak jest prawda. Chociaż jestem katolikiem to nie mogę zaprzeczyc, że wszystkie święta wypadają w dni naszych starych obrzędów pogańskich. Najlepsze jest to, że częśc tych świąt jest obchodzona na całym świecie. Inaczej mówiąc nasz kult pogański musiał Papieży bardzo bolec. Jeśli chodzi o artykuł to autorka wycisnęła z niego prawie wszystko co mogła. Wydaje mi się, że dlatego prawie, gdyż chciała opierac się w szczególności na faktach, a nie domysłach jakich pełno. Coś co jednak zapewne nieświadomie zmieniła, a raczej nie dopisała to fakt, iż Słowianie tylko przez krótki czas napadali na Konstantynopol z Awarami. w 626 roku po powstaniu ogólnosłowiańskim wyzwolili się z pod władzy Awarów. Po jakimś czasie jednak znów popadli w niełaskę, tym razem Bułgarów, z którymi to głównie atakowali Bizancjum jednocząc się również z Persami. Raz nawet zdobyli podgrodzie. Nieprawdą jest również, iż nie utrzymywali kontaktów międzyplemiennych. Powstanie antyawarskie było wspomagane przez wiele plemion z północy (w tym także z terenów dzisiejszej Polski), Serbów, Chorwatów, którzy po powstaniu osiedlili się na Bałkanach. W ogromnej sile rozbili też armię Bizancjum próbującą zagarnąc tereny na północ od Dunaju. Brakuje mi jeszcze nawiązania do języka i kontaktów z ludami irańskimi ("Mitologia Słowian" Gieysztor) oraz opisów pochówków i obrzędów religijnych ("Archeologia Polska" Buko). Słabo rozwinięty też wątek DNA. Uważam jednak, że wynikało to nie z braku wiedzy, a raczej z tego, iż nie są to fakty potwierdzone przez wszystkich historyków. Tak jak moje wypociny powyżej. Powszechnie uznawane, ale nie przez wszystkich uczonych. Chciałbym jednak poczytac tekst, w którym autor pozwoliłby sobie na trochę polotu, ale nie fantazji jak czyni wielu naszych historyków. Tekst na 5+
Współpracuje z nami od kilku lat, pisze reportaże również dla innych tytułów, a na stałe związana jest z Agencją Reutersa.

Przejście Północno – Zachodnie. Opłynąć Amerykę Północną od ...

Martwy słoń, samiec, leży na boku, z prawą nogą podkurczoną ...

Polska to kraj ukrytych skarbów. Magia ich tajemnicy przycią...

Przejście Północno – Zachodnie. Opłynąć Amerykę Północną od ...
Tam gdzie spotyka się południowo-wschodnia Wenezuela, Gujana i północna Brazylia rozciąga się kraina nazwana przez biogeograf...
Jeszcze tylko 7 dni, do wtorku 31 stycznia 2012 r. do godz. 24.00, poprzez stronę www.alpinus-miejodwage.pl można zgłaszać pr...
W związku z wejściem w życie 1 stycznia 2012 roku ustawy abolicyjnej Polska Akcja Humanitarna realizuje projekt, którego cele...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.