Razem z Piotrem Chmielińskim śledzimy kolejną wyprawę Aleksandra Doby na ocean - przeczytajcie o jego zmaganiach z żywiołem.

- Najpierw zaczęły się pojawiać algi z Morza Saragassowego, całe rodziny alg. Płynąłem po coraz głębszych wodach. Obserwowałem izobary na mapie, które pokazywały, że jestem już blisko. Aż w piękny, słoneczny niedzielny poranek, najcieplejszy od chwili startu, wpłynąłem na wielki prąd oceaniczny – odpowiadając na pytania Piotra Chmielińskiego, relacjonuje Aleksander Doba, który po trzech tygodniach zmagań z przeciwnymi wiatrami na Północnym Atlantyku  dotarł do Golfsztromu. – Golfsztrom to kapryśny prąd zmieniający swój tor, rozdzielający się. Jeśli uda mi się utrzymać w głównym nurcie , to powinien mnie znosić na wschód, czyli w dobrym kierunku – dodaje kajakarz. 
 

Golfsztrom czyli Prąd Zatokowy to jeden z najsilniejszych prądów morskich na kuli ziemskiej. Płynie z  prędkością nawet czterech-pięciu węzłów (ok. 6,5 kilometra na godzinę). Jego zasoby wodne niemal 170-krotnie przekraczają zasoby największej rzeki świata, Amazonki, u jej ujścia w Atlantyku. Prąd powstaje w okolicach Morza Karaibskiego z połączenia Prądów Florydzkiego i Antylskiego. Przypomina ogromną rzekę,  która płynie łukiem przez Atlantyk w kierunku północno-wschodnim. Gdzieś w połowie drogi między Nowym Jorkiem a Lizboną  następuje bifurkacja - główny nurt Golfsztromu  skręca na południowy wschód, a oddzielająca się od niego część tworząca Prąd Północnoatlantycki kontynuuje kurs na północny wschód. 
 

Właśnie główny nurt, współgrając z korzystnymi zachodnimi wiatrami, powinien sprzyjać Olkowi w dotarciu do wybrzeża europejskiego. To dla podróżnika zasadnicza odmiana w porównaniu z doświadczeniami, jakich zakosztował na Golfsztromie podczas Drugiej Transatlantyckiej Wyprawy Kajakowej trzy lata temu.  Wtedy był to jeden z najtrudniejszych odcinków na trasie z Lizbony do New Smyrna Beach na Florydzie. „Golfsztrom i silny przeciwny wiatr! To jakby jazda na dzikim mustangu.” – pisał wówczas o swojej walce z żywiołem. Nasuwa się pytanie, czy i tym razem mustang dalej będzie stawał dęba, czy stanie się rumakiem, który żwawym kłusem zaniesie podróżnika wprost do celu...  
 

Na razie zaczęła się sprawdzać ta druga opcja. Po niemal trzech tygodniach zmagań z przeciwnymi wiatrami, kręceniu się w kółko, cofaniu, rejs Olka nabrał tempa. „Dwudziestego trzeciego dnia od opuszczenia lądu w Barnegat Light podróżnik pobił rekord prędkości, przepływając 105 mil morskich (około 200 kilometrów), co daje zawrotną prędkość 4,5 węzła” – informuje Jacek Pietraszkiewicz, nawigator Trzeciej Transatlantyckiej Wyprawy Kajakowej. Tym samym jego odległość od wybrzeża amerykańskiego wzrosła do ponad 350 mil morskich, choć faktycznie przewiosłował dobre 300 mil więcej. 
 

Obecna wyprawa Aleksandra Doby z pewnością jest trudniejsza, głównie ze względów pogodowych, od poprzednich, ale powinna być również szybsza. To Golfsztrom w dużej mierze nadaje przyspieszenia jednostkom, które płynąc z jego nurtem pokonują Atlantyk z zachodu na wschód. Bywa, że skraca nawet o połowę czas podróży w stosunku do przeprawy z półkuli wschodniej na zachodnią. Zaobserwował to już w osiemnastym wieku amerykański mąż stanu, dyplomata i naukowiec, Benjamin Franklin – pierwszy autor mapy Prądu Zatokowego. Golfsztrom, podobnie jak współcześnie, miał przyczynić się do usprawnienia komunikacji i kontaktów handlowych pomiędzy kontynentami. 
 

Radość z osiągniętego przez Olka rekordu pokonanej w ciągu jednego dnia odległości zakłócają jednak prognozy pogody. „Z uwagi na nadchodzący niż 990 hPa, Olek znowu będzie się zmagał z silnym wiatrem przeciwnym – donosi J. Pietraszkiewicz. – Wiatr zmieni kierunek na południowy, a potem znowu na zachodni. To mogą być najtrudniejsze z dotychczasowych 24 godziny wyprawy. Jeśli kajakarz wytrzyma tę próbę, to potem przez prawie cały tydzień będzie płynąć niesiony wiatrem w kierunku Europy. ”  
 

O tym, jak Olek poradził sobie z przeciwnymi wiatrami na Golfsztromie będziemy informować w kolejnych relacjach. 
 

Tekst: Piotr Chmieliński