Wakacje w kraju, którego... nie ma. Turyści i tak go uwielbiają
Mają własne granice, rządy, a czasem nawet prężnie działającą turystykę, choć... oficjalnie nie znajdziesz ich na większości współczesnych map. Podczas gdy turyści masowo rezerwują tam tanie noclegi, prawo międzynarodowe udaje, że te miejsca nie istnieją. Jak wygląda codzienność w cieniu wielkiej polityki i dlaczego niektóre z tych „państw-widm” radzą sobie lepiej niż ich w pełni uznani sąsiedzi? Oto fascynująca podróż poza oficjalne granice świata.

Spis treści:
- Wakacje w kraju, którego nie ma
- Rosja i zamieszanie na Kaukazie
- Palestyna a opinia światowa
- Somaliland. Państwo, które działa, choć wcale go nie ma
Historia zna przypadki, gdy uśmiech losu decyduje o tym, że jeden naród zdobywa niepodległość, podczas gdy inne krainy skazywane są na łaskę większych graczy. Decyzje o uznaniu państwowości poszczególnych terytoriów rzadko kiedy bywają jednak ostateczne, a debata o statusie prawnym niektórych miejsc potrafi rozgrzewać opinię publiczną przez dekady. Oto jak wygląda rzeczywistość w krajach, których... oficjalnie nie ma.
Wakacje w kraju, którego nie ma
W 1974 roku na spokojnej wyspie położonej na Morzu Śródziemnym doszło do poważnego w skutkach podziału. To wtedy Turcja dokonała inwazji na Cypr (będącej odpowiedzią na pucz cypryjskich nacjonalistów dążących do połączenia wyspy z Grecją), co w efekcie doprowadziło do powstania Tureckiej Republiki Cypru Północnego.
Nieco ponad pięć dekad później to niewielkie państwo uznawane jest wyłącznie przez rząd w Ankarze, podczas gdy większość świata traktuje jego teren jako integralną część Republiki Cypru ze stolicą w Nikozji. Większość mieszkańców północy stanowią Turcy cypryjscy, dla których polityczne waśnie nie wpływają już w większym stopniu na codzienne życie. W ich nieuznawanej republice normalnie funkcjonują szkoły czy przedszkola, a z każdym rokiem coraz większe zyski generuje ruch turystyczny.
Przyjezdni (głównie z Turcji i Niemiec) zwracają uwagę na to, że przy zachowaniu podobnych walorów krajobrazowych i infrastrukturalnych, ceny na północy wyspy są znacząco niższe niż za południową granicą. Tym samym tysiące ludzi wybiera rokrocznie wakacje w miejscu, które na większości map oficjalnie nie istnieje.
Rosja i zamieszanie na Kaukazie
Decyzja o ogłoszeniu niepodległości przez Abchazję w 1999 roku wywołała falę oburzenia instytucji międzynarodowych. Oficjalnie istnienie tej republiki zaaprobowało zaledwie pięć krajów – w tym Syria czy Wenezuela – na czele z jej głównym protektorem, Rosją (gdzie zresztą toczy się dyskusja nad bezpośrednim wcieleniem Abchazji do Federacji Rosyjskiej). Podobny los spotkał Południową Osetię, która w tym samym czasie wypowiedziała posłuszeństwo rządowi w Tbilisi, stając się de facto osobnym organizmem państwowym z własnymi służbami, granicą, parlamentem oraz symbolami narodowymi.
Mieszkańcy obu republik z czasem oswoili się z tymi podziałami i choć reszta świata uznaje te regiony za terytoria okupowane przez Rosję, oni sami żyją własnym rytmem. Co ciekawe, dawne sowieckie kurorty nad Morzem Czarnym, niegdyś stanowiące dumę Abchazji, stały się w ostatnich latach popularnym kierunkiem dla turystów z Rosji. Do głównych atrakcji regionu należą krystalicznie czyste wody jeziora Rica, podziemne groty jaskini Nowy Afon oraz zabytkowe nadmorskie promenady w Gagrze i Suchumi.

Palestyna a opinia światowa
W dobie konfliktów pomiędzy krajami Bliskiego Wschodu toczy się nieustająca debata nad losem Palestyny. Choć Izrael nigdy nie zdecydował się na formalną aneksję całości tych terytoriów, opinia międzynarodowa w większości uznaje je za obszary okupowane. Owe „tereny sporne” od 1988 roku funkcjonują oficjalnie pod nazwą Państwa Palestyna, a decyzję o jego uznaniu zaaprobowała zdecydowana większość państw członkowskich ONZ.
Mimo to Palestyna pozostaje jednym z najbardziej skomplikowanych i kontrowersyjnych przykładów państwowości we współczesnym świecie. W praktyce oznacza to, że miliony ludzi żyją w rzeczywistości zawieszonej pomiędzy dwoma sprzecznymi porządkami prawnymi i politycznymi.
Somaliland. Państwo, które działa, choć wcale go nie ma
Mniej kontrowersyjnym przykładem geopolitycznego galimatiasu jest państewko powstałe w latach 90. w Rogu Afryki. Somaliland wywalczył niepodległość od Somalii w 1991 roku. I choć data 18 maja celebrowana jest tam do dzisiaj, żadne inne państwo na świecie nie uznało dotąd oficjalnie jego suwerenności.
To nie przeszkadza jednak mieszkańcom w budowaniu stabilizacji niespotykanej nigdzie indziej w tym regionie. Od ponad 30 lat Somaliland rozwija własne instytucje demokratyczne, przeprowadza regularne wybory, posiada sprawną armię oraz stabilną walutę. Pomimo międzynarodowej próżni, mieszkańcy Hargejsy (stolicy Somalilandu) nadal wierzą, że doczekają czasów, kiedy świat spojrzy na ich kraj bardziej przychylnym okiem. Wielu ekspertów od Afryki wskazuje wręcz, że Somaliland jest dziś znacznie bezpieczniejszy i lepiej zarządzany niż niejedno państwo posiadające pełne uznanie na arenie międzynarodowej.
Źródło: National Geographic Polska
Nasz autor
Kuba Stasiak Korespondent wojenny i wolontariusz. Od lat relacjonuje konflikty zbrojne, łącząc pracę reporterską z bezpośrednim wsparciem ludności cywilnej. W ostatnich latach przebywał na ukraińskim froncie, gdzie dokumentował rzeczywistość wojny i uczestniczył w ewakuacjach mieszkańców ze stref zagrożenia. Publikował m.in. podczas konfliktu w Górskim Karabachu w 2020 roku. Z wykształcenia dziennikarz, posiada przygotowanie z zakresu medycyny pola walki. W swojej pracy skupia się na doświadczeniu ludzi uwikłanych w konflikty oraz na granicy między pomocą humanitarną a reportażem. Obecnie mieszka w Ameryce Południowej, skąd publikuje i pracuje nad kolejnymi projektami reporterskimi.

