Doñana jest wymarzonym miejscem do obserwacji ptaków. Są tu też pustynie i dzikie konie
To jeden z najważniejszych rezerwatów dzikiej przyrody w Europie. Doñana to spotkanie z ruchomymi wydmami, rysiami, dzikimi końmi i orlikami.

Spis treści:
Niewielki prom wysadził mnie na drugim brzegu rzeki Gwadalkiwir. Za plecami ucichło miasto Sanlúcar de Barrameda, a po chwili cisza zabrała też dźwięk promowych silników. W tym czasie moje uszy zajął szum piasku – wiatr przesypywał go przez nadbrzeżne zarośla i kępki traw makia.
Wpatrywałem się w czubki własnych butów i zastanawiałem się, czy ów pustynny patent, który zaproponował mi doświadczony w przeprawach przez Saharę kolega, sprawdzi się i tu. Buty były ze szczelnego brezentu miały lekką, piankową podeszwę i wysokie sznurowanie zabezpieczające przed piaskiem. Dzięki temu miałem czuć komfort przemieszczania się na zaplanowanej, liczącej ponad 50 km trasie przez Park Narodowy Doñana.
Skansen historii
Stałem na południowym koniuszku parku, a przede mną rozciągało się piaszczyste nabrzeże i równie piaszczysta droga prowadząca w leśny, iglasty zagajnik. Gdy weń wszedłem, zapachniało igliwiem i żywicą. Ruszyłem przed siebie, starając się iść w cieniu. Wprawdzie był maj, a temperatura całkiem znośna, ale perspektywa dwudniowego marszu zmuszała mnie do ostrożności.
Droga, oznaczona drewnianymi kierunkowskazami, prowadziła wzdłuż niewidocznego z tej perspektywy brzegu rzeki: wał wydm skutecznie zasłaniał widok. Na pierwszym przystanku, w El Poblado de La Plancha, sporych rozmiarów tablica informacyjna donosiła: to pierwsze miejsce, w którym człowiek założył osadę. Kiedyś stało tu aż 60 chat zbudowanych z gałęzi i traw. Ludzie hodowali zwierzęta, łowili ryby, zajmowali się pszczelarstwem, wypalali dębowe lasy na węgiel drzewny i pozyskiwali korek. Dziś pozostał po nich skansen prezentujący fragment tamtych czasów.
Doñana zawdzięcza swój charakter rzece Gwadalkiwir, jednej z najdłuższych w Hiszpanii, u której ujścia do Atlantyku powstała unikatowa na europejską skalę delta pełna żyznych rozlewisk, słonych lagun i bagien. Swoje trzy grosze dodały do tego ocean i wiatr, czego efektem były ciągnące się dziesiątkami kilometrów pasy dzikich wydm nazywanych Grubymi Piaskami – w tym ruchomych, wędrujących, sezonowo, zmieniających wygląd parku. Gdy doda się do tego naturalną izolację miejsca, sosnowe lasy i zarośla, ma się przed oczami prawie kompletny obraz.
Piszę „prawie”, bo w momencie, gdy pojawił się tam człowiek, obszar zaczął się zmieniać i degradować. Próby osuszania terenów, rozwijania rolnictwa doprowadziły do wydarzenia bez precedensu. Inicjatywę przejął Światowy Fundusz na rzecz Przyrody (WWF). Organizacja przeprowadziła międzynarodową zbiórkę funduszy i wykupiła z rąk prywatnych kluczowe grunty, chroniąc je przed zniszczeniem. Dzięki temu w 1969 r. rząd Hiszpanii mógł oficjalnie utworzyć tu park narodowy, obejmując ocalony teren prawną opieką. Na efekty tych działań nie trzeba było długo czekać. Park zyskał kolejne wyróżnienia i ochronne tarcze w ramach Rezerwatu Biosfery UNESCO, a w połowie lat 90. – wpis na światową listę dziedzictwa UNESCO. Dzisiaj jest jednym z największych i najważniejszych obszarów siedliskowych i zimowania ptaków.
Przystanek dla orlików
Jeleń! Stał, spokojnie, na środku piaszczystej przecinki wyciętej w celu zabezpieczenia parku przed niekontrolowanymi pożarami. Chwilę się poprzyglądał i powoli ruszył w zarośla, do cienia, znikając mi z oczu.
Maszerowałem drugi dzień, bardziej na zachód, oddalając się od rzeki, zbliżając się do atlantyckiego brzegu. Chwilę wcześniej zatrzymałem się w bajkowym wręcz Palacio de las Marismillas. Białe mury, czerwona dachówka, palmy dookoła – nie bez powodu to miejsce jest jedyną prezydencką rezydencją w Andaluzji, odwiedzaną w przeszłości przez Tony’ego Blair’a czy Angelę Merkel. Przed II wojną światową polował tu dyktator Francisco Franco, a później powojenni książęta i królowie hiszpańscy, kontynuując ciągnącą się od wieków średnich łowiecką tradycję arystokracji.
Gdy kilka dni później dotarłem do bagien Marismas del Guadalquivir, zobaczyłem setki stojących w wodzie niczym słupy soli flamingów, jeszcze więcej pływających kaczek, do tego czaple i ibisy, które prawie wyginęły i jakieś 30 lat temu na nowo zaczęły gniazdować w parku. Zresztą nie tylko one wybrały sobie to miejsce do całorocznego czy do sezonowego przebywania. Z Polski dociera tu na zimę kania ruda, a znad Biebrzy rzadkie dla obserwacji orliki grubodziobe. A wszystko to z powodu położenia parku na trasie zimowych migracji z Europy do Afryki. Ornitolodzy, którzy naliczyli tu 360 gatunków ptaków i oszacowali, że prawie pół miliona zimuje bądź zatrzymuje się tutaj w drodze na kontynent afrykański, nazwali Doñanę „ptasim mostem”. Władze parku utworzyły czatownie i drewniane ścieżki na punkty widokowe, gdzie można obserwować i fotografować ptaki.
Po parku wierzchem
Zielone, z wielkimi kołami i równie wielkimi szybami, terenowe autobusy dla turystów minęły mnie na szlaku może ze dwa razy. A wszystko to z powodu trasy, którą wybrałem. Chciałem w Andaluzji poznać smak pustyni. Najlepszą okazję miałem, gdy odbiłem jeszcze bardziej na zachód, opuściłem las, a dookoła mnie zaczęły królować wydmy.
Na jednym z najwyższych punktów widokowych zatrzymałem się, aby coś zjeść. Wiało, piasek przesypywał się, zacierając ślady butów. Panorama był iście pustynna – jak okiem sięgnąć rozciągały się pofalowane, niekiedy porośnięte krzewinkami wydmy. Mimo wiatru zrobiło się całkiem gorąco.
Ruszyłem z powrotem w kierunku lasu i chowając się w cieniu, walcząc z osuwającym się spod butów piaskiem, wędrowałem w kierunku La Rociny. I chociaż pomysł na pieszą wędrówkę po parku wydał mi się interesujący, to jednak zmęczenie szybko dało się we znaki. Pokonywane co rusz podejścia na wydmach i osuwający się piasek wykańczały. Gdy moja piesza ścieżka przecięła się z tą końską i zobaczyłem jeźdźców na wysokich i zgrabnych andaluzach, poczułem ukłucie zazdrości.

Jednak największe wrażenie zrobiły na mnie nie te osiodłane, a wolne, obserwowane w okolicach północnej bramy parku, w Centro de Visitantes José Antonio Valverde. To marismeños, półdzikie konie, które stały się ikoną delty Gwadalkiwiru. Przez stulecia zwierzęta te idealnie przystosowały się do tutejszych trudnych warunków: słonego błota i andaluzyjskiego skwaru. Choć na co dzień żyją wolno na bagnach, jest jeden moment w roku, kiedy można się im przyjrzeć z bliska.
Jeśli was także fascynują konie, zapiszcie sobie datę 26 czerwca. Wtedy odbywa się Saca de las Yeguas. Miejscowi pasterze, zwani yegüerizos, zbierają zwierzęta w wielkie stada i pędzą je do miasteczka Almonte. Tam konie są badane, strzyżone i znakowane, by po kilku dniach wrócić do parku. To tradycja kultywowana nieprzerwanie od ponad 500 lat. Jest jednym z najstarszych rytuałów pasterskich w całej Europie i symbolem odpowiedzialnego współistnienia dzikiej natury i człowieka.
Doñana – informacje praktyczne
Dojazd
Z Polski najtaniej linią Ryanair do Sewilli (bilety od 160 zł w jedną stronę) i dalej samochodem na południe.
Transport
Wynajem auta na tydzień to wydatek od 700 zł z podstawowym ubezpieczeniem. W okolicy parku jest tyle atrakcji, że przemieszczanie się własnym środkiem lokomocji jest najbardziej optymalne.
Nocleg
- Jeśli ktoś chce połączyć zwiedzanie z plażowaniem, to najlepiej spędzić ten czas w Matalascañas. Tygodniowy pobyt w wynajętym mieszkaniu dla 2 osób to wydatek od 2 tys. zł.
- Bardziej miejsko i na pewno lepiej kulinarnie będzie nad brzegiem rzeki w Sanlúcar de Barrameda. Ceny mieszkań od 1,2 tys. zł za tydzień.
Warto wiedzieć
- Wejście do parku jest limitowane, dostępne są trasy piesze – od kilku do kilkunastu kilometrów, konne i pojazdami terenowymi: parku i firm posiadających licencję.
- Przejście przez cały park – opisywane przeze mnie – możliwe jest jedynie w czasie specjalnych wydarzeń, jak chociażby pielgrzymki do Matki Boskiej z El Rocio.
- Centra obsługi turystów El Acebuche i z El Rocio organizują wyprawy samochodami z napędem na cztery koła.
- Klasyczna wyprawa terenowym autobusem po północnej części parku kosztuje 33 euro i trwa 4 godz. Za 23 euro więcej można kupić wyprawę i na północ, i na południe. Dwugodzinne zwiedzanie na koniu – od 40 euro.
Obserwacje ptaków
Najlepsze miejsca są w niewielkiej odległości od wejść do parków: José Antonio Valverde i La Rocina. W punktach obsługi turystów można dostać mapy i informacje na temat czatowni i szlaków do obserwacji.
Źródło: archiwum NG

