Zamek w Kliczkowie to istny labirynt. – Ma ponad 120 pomieszczeń, 7000 m2 powierzchni i jest największym zabytkowym obiektem hotelowym w Polsce – mówi Adam Różycki, jego dyrektor. – Przy wejściu goście dostają więc mapkę sal i korytarzy. Bez planu łatwo się zgubić.
Legenda mówi, że w połowie XIV wieku czeska królowa Anna kazała ukryć tu swoje skarby. Wiedzieli o tym Rechenbergowie, którzy kupili zamek w 1391 roku. Nowi właściciele szybko przystąpili do przebudowy siedziby, przy okazji szukając złota. Nie znaleźli niczego, ale udało im się zamienić obiekt w piękną renesansową rezydencję.
Na początku XX wieku Kliczków uchodził za jeden z najwspanialszych majątków w okolicy. Znana była tutejsza biblioteka licząca 20 tys. woluminów, w tym oryginalne dzieła Lutra. Komnaty zapełniały zabytkowe włoskie meble, dzieła sztuki i trofea myśliwskie. Większość tych rzeczy zniszczyli w 1945 roku radzieccy żołnierze, reszta padła ofiarą szabrowników. Zabytek, który nie ucierpiał w czasie wojny, częściowo został spalony w 1949 roku.
W 1999 roku wrocławska firma Integer postanowiła podnieść Kliczków z popiołów. W dawnej ujeżdżalni umieszczono basen, którego ściany zostały przeszklone, dając iluzję wchodzącego do środka lasu. Poszczególne komnaty odtworzono z pietyzmem, do niektórych wstawiono nawet łoża z baldachimami.
– Tak jak wiele obiektów przebudowywanych w XIX wieku, Kliczków kształtowano z nutą „bajkowości” – twierdzi Magdalena Piasecka-Ludwin, prezes Integeru. – Najważniejsze było dla nas zachowanie jego charakteru, tak by magia obiektu oddziaływała nadal na tych, którzy wejdą w jego mury.
W dawnych czasach, gdy jeszcze na wyspie otoczonej bagnami stał niewielki zamek, mieszkał w nim rycerz Walgierz z piękną żoną. Pewnego dnia pan na zamku wyjechał na wojnę, zostawiając połowicę pod opieką swego setnika, który trochę się zapomniał w wykonywaniu obowiązków. Postanowił więc zgładzić wracającego do domu rywala. Ten jednak umknął z pułapki, a setnika wraz ze zdradziecką żoną kazał zamurować w podziemiach. Od tej pory w piwnicach zamku zaczęła przechadzać się wychudzona zjawa...
Wraz z nadejściem wiosny pod zamkiem pojawiają się rycerze, konie, szaleni mężczyźni na quadach i ci wszyscy, którzy pragną zażyć niecodziennych rozrywek w luksusowych warunkach. – Tradycją stała się Gala Jeździecka, karnawałowe spotkanie miłośników koni, i święto Hubertusa połączone z pogonią za lisem – mówi Magdalena Piasecka-Ludwin.
Zamek Kliczków, przy całej swojej rozległości, nie przytłacza, ma w sobie kameralność i ciepło. Goście szukający spokoju przyjeżdżają więc do Kliczkowa na festiwale, koncerty muzyki poważnej i podglądanie zwierząt. W dorzeczu Kwisy gnieździ się i odbywa lęgi prawie 155 gatunków ptaków. Wędkarze wspominają o pstrągach, szczupakach, węgorzach i miętusach. W lasach żyją jelenie, sarny, dziki i daniele. Ciągle w niektórych miejscach dzikie tereny przyciągają przede wszystkim tych, którzy na chwilę chcą zapomnieć o świecie pełnym zgiełku. I popodglądać duchy...