Wojny robotów. Po raz pierwszy w historii bezzałogowe pojazdy naziemne zdobyły pozycję wroga
Roboty lądowe, znane również jako bezzałogowe pojazdy naziemne, po raz pierwszy w historii odparły wrogie wojska i zajęły ich pozycję – poinformował niedawno prezydent Ukrainy Wołodymyr Ołeksandrowycz Zełenski. Szerokie wykorzystywanie dronów w trakcie wojny w Ukrainie stawia pytania o przyszłość wojska i robotyki. W końcu nikt nie chce realizacji scenariusza „Terminatora”.

Od początku agresji Rosji na Ukrainę widać, jak skuteczne w obronie mogą być pojazdy bezzałogowe. Zarówno te latające, jak i lądowe. To pokazuje, jak rośnie znaczenie robotyki w wojskowości.
Roboty w mundurach
– Wojskowa robotyka lądowa szybko zmienia zadania na polu walki. Jednak w dającej się przewidzieć przyszłości jej największy wpływ będzie polegał na rolach wspierających, a nie na bezpośrednim zastępowaniu piechoty. Dlatego choć zdobycie pozycji wroga przez roboty jest momentem przełomowym, nie należy go nadinterpretować – twierdzi w artykule opublikowanym na łamach opiniotwórczego magazynu „The Conversation” Jacob Parakilas. Parakilas jest liderem grupy ds. obrony, bezpieczeństwa i wymiaru sprawiedliwości działającej w ramach think tanku RAND Europe. Ta niezależna organizacja badawcza zajmuje się analizami i doradztwem w takich obszarach, jak obronność i bezpieczeństwo, polityka publiczna, technologie i innowacje oraz edukacja i zdrowie.
Badacz podkreśla, że użycie robotów w walkach naziemnych ma wiele ograniczeń. Głównym jest sam teren działania. Bo chociaż na licznych filmach widujemy roboty poruszające się w najeżonym przeszkodami terenie, to działanie w środowisku kontrolowanym to jedno, a przemieszczanie się pod ostrzałem po pełnym pułapek terenie – drugie.
Robot nie zrobi wszystkiego
– Większość robotów lądowych nadal opiera się na kołach lub gąsienicach z wielu dobrych powodów: prostoty mechanicznej, dostępności części zamiennych i kosztów. Mają one jednak wyraźne ograniczenia w zakresie rodzaju terenu, po którym mogą się poruszać, a nie wszystkie umocnienia przeciwnika znajdują się na końcu utwardzonej drogi – wyjaśnia ekspert.

W sytuacji walki na lądzie człowiek jest lepszy, ponieważ może wykonywać wiele zadań i dostosowywać je do potrzeb. Człowiek może się czołgać, wspinać, przeskakiwać przeszkody, poruszać się w okopach. W porównaniu z robotem jest biologiczną maszyną wielozadaniową. I nawet ogromny rozwój robotyki, jakiego jesteśmy świadkami, wciąż nie jest w stanie doprowadzić do sytuacji, w której robot dorówna człowiekowi.
– Drugą główną przeszkodą jest środowisko elektromagnetyczne. Choć termin „robot” często używany jest do opisu bezzałogowych pojazdów lądowych, w większości są one nadal sterowane zdalnie, co oznacza, że operator musi utrzymywać stałe połączenie kontrolne z pojazdem. Można to robić za pomocą łącza radiowego. Jednak takie połączenia mogą być zakłócane przez wrogie zagłuszanie lub przez niekorzystne warunki pogodowe i terenowe. Operator może także sterować robotem za pomocą kabla światłowodowego, którego nie da się zagłuszyć, ale to ogranicza zasięg robota. Kabel może też zostać przerwany przez wybuch, odłamki lub trudny teren – wylicza Jacob Parakilas.
Nieautonomiczna autonomia
Teoretycznie odpowiedzią powinna być rozbudowana autonomia urządzeń. Wówczas byłyby zdolne samodzielnie ustalać trasę, odnajdywać przeszkody i dobierać odpowiedni sposób działania do potrzeb chwili. Jednak uzyskanie pożądanej autonomii nie jest takie proste. W tej chwili roboty wykonują autonomicznie konkretne, przypisane im zadania, jak wskazywanie zidentyfikowanych pozycji wroga. Daleko im do samodzielności.
Poruszanie się po polu walki w złożonym środowisku trójwymiarowym jest skomplikowane i wymaga ogromnej mocy obliczeniowej. Jeśli zostanie ona umieszczona bezpośrednio w robocie, znacząco zwiększy jego koszt i złożoność.
Współczesne roboty lądowe sprawdzają się jednak w wielu innych kluczowych zadaniach wspierających. Są na przykład szeroko wykorzystywane przez Ukrainę do ewakuacji rannych z pola walki, zaopatrywania linii frontu, prac inżynieryjnych, stawiania i usuwania min.
– W takich przypadkach ich mniejsze rozmiary, niższy koszt, wszechstronność oraz niższy profil w porównaniu z tradycyjnymi pojazdami załogowymi dają korzyści, które zdecydowanie przewyższają wady. A choć są zdalnie sterowane i nie zmniejszają drastycznie zapotrzebowania na personel, to w razie zniszczenia robota operator pozostaje bezpieczny – podkreśla ekspert.
Na polu walki, gdzie przeciwnik może dostrzec i trafić niemal wszystko, co się porusza w promieniu 20 kilometrów od linii frontu, zastępowanie ludzi tanimi robotami jest warunkiem koniecznym. Pozwala walczyć wystarczająco długo, aby wygrać. Eksperci twierdzą, że w najbliższej przyszłości roboty będą raczej wspierać tę walkę, niż ją prowadzić. Nie zmienia to faktu, że wojna przeszła ogromne techniczne przeobrażenie. Jedno pozostało niezmienne – śmierć i cierpienie niewinnych, zniszczenia i poczucie kryzysu ludzkości. Bo wojnom lepiej zapobiegać niż je prowadzić.
Źródło: The Conversation
Nasza autorka
Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka
Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką popularnonaukową. Pisze przede wszystkim o eksploracji kosmosu, astronomii i historii. Związana z Centrum Badań Kosmicznych PAN oraz magazynami portali Gazeta.pl i Wp.pl. Ambasadorka Śląskiego Festiwalu Nauki. Współautorka książek „Człowiek istota kosmiczna”, „Kosmiczne wyzwania” i „Odważ się robić wielkie rzeczy”.

