Twój samochód wie o tobie więcej, niż chciałbyś mu zdradzić. Gdzie trafiają nasze dane i czy to bezpieczne?
Nowoczesne samochody to komputery na kołach nieustannie monitorujące nie tylko otoczenie pojazdu, ale też jego wnętrze. Kamery, radary, sensory, GPS oraz nasz własny telefon podłączony do samochodowego systemu sprawiają, że firmy samochodowe mogą wiedzieć o nas więcej niż banki i historia wyszukiwarki. Czy bezpieczeństwo warte jest utraty resztek prywatności?

Każdy kolejny samochód, jakim jeżdżę, ufa mi coraz mniej. Nie chodzi już nawet o to, że im więcej ma systemów wspomagających, tym bardziej uważa, że nie potrafię parkować. Albo zahamować przed kimś nagle skręcającym. Dlatego musi samodzielnie nacisnąć hamulec i tak mocno ścisnąć mnie pasami, iż przynajmniej raz byłam przekonana, że złamał mi żebra.
Samochodowi szpiedzy
Ja mu też nie ufam. Szczególnie po przeczytaniu informacji o tym, jakie dane zbierają samochody podczas jazdy. A zbierają wszystko – od mimiki twarzy kierowcy, bicia serca, przez informacje drogowe, po punkty docelowe. Co więcej, producenci samochodów sami o tym mówią. Oczywiście jeśli tylko przebrnie się przez zapisane małym druczkiem ich polityki prywatności.
Zbierane informacje mogą obejmować dokładne dane lokalizacyjne dotyczące każdego miejsca, do którego jedziesz, informacje o tym, kto znajduje się w samochodzie, czego słuchasz w radiu oraz czy zapinasz pasy bezpieczeństwa, jedziesz za szybko lub hamujesz zbyt gwałtownie. Niektóre firmy mogą zbierać dane, których byś się nie spodziewał – takie jak twoja waga, wiek, rasa czy wyraz twarzy. Dłubiesz w nosie? Niektóre samochody mają kamery wewnętrzne skierowane na fotel kierowcy. A większość z nich posiada połączenie z internetem, dzięki czemu mogą przesyłać te dane podczas jazdy – gdy ty żyjesz w błogiej nieświadomości.
– Europejskie firmy motoryzacyjne muszą przestrzegać przepisów RODO. To sprawia, że możemy czuć się stosunkowo bezpiecznie, bo prawo zakazuje sprzedaży zebranych w ten sposób danych bez osobnej, celowej zgody – mówi Anna Niedzicka z Instytutu Transportu Samochodowego.
Kto kupuje nasze dane?
Nie oznacza to jednak, że europejscy producenci nie zbierają danych. Zbierają, tyle że mają utrudnione wykorzystywanie ich szerzej niż do względów bezpieczeństwa. Dane nie mogą też trafić do podmiotów trzecich. Inaczej ma się sprawa np. w USA, o Chinach nie wspominając.
Zacznijmy od tego, że dane o nas, jako o kierowcach, są supercenne i kosztowne. Cenne dla firm ubezpieczeniowych, a kosztowne dla nas. Właśnie firmy ubezpieczeniowe najchętniej kupują dane zebrane przez samochody i wykorzystują je do podnoszenia składek kierowcom. Niektóre firmy samochodowe przyznają, że sprzedają dane, ale nie muszą ujawniać, kto je kupuje. Eksperci twierdzą, że większość konsumentów nawet nie zdaje sobie sprawy, że coś takiego ma miejsce.
– Ludzie byliby zszokowani liczbą punktów danych, które ich samochód zbiera i przekazuje innym podmiotom – producentowi lub aplikacjom firm trzecich. To zasadniczo oznacza, że można odtworzyć twoje życie praktycznie sekunda po sekundzie – powiedział cytowany przez BBC Darrell West, pracownik naukowy w Center for Technology Innovation przy Brookings Institute w Waszyngtonie.
Tego się już nie wyłączy
Amerykańskie prawo federalne ma wkrótce zwiększyć ilość danych, które mogą zbierać samochody. Już niedługo amerykańscy producenci samochodów będą zobowiązani do instalowania kamer biometrycznych na podczerwień i innych systemów analizujących mowę ciała, śledzących ruchy oczu i inne aspekty zachowania kierowcy w celu wykrywania, czy jest zbyt pijany albo zmęczony, by prowadzić pojazd. Otworzy to jednak również dostęp do całkowicie nowego zbioru danych dotyczących twojego zdrowia i nawyków. Nie istnieją żadne przepisy ograniczające to, co producenci samochodów mogą zrobić z tymi informacjami.
– Można śmiało powiedzieć, że nie ma już samochodów niezbierających danych. Wszystkie nowe modele aut zbierają ich bardzo dużo i będzie się to wciąż zwiększało. Oczywiście możemy mówić o plusach, jak zwiększeniu bezpieczeństwa na drogach i bezpieczeństwa pasażerów, możliwości szybkiego wezwania pomocy i precyzyjnego określenia lokalizacji. Minusem może być to, że nie możemy tych systemów wyłączyć – mówi Anna Niedzicka.
Internet w naszych autach
Firma konsultingowa McKinsey ustaliła, że w 2021 roku 50% samochodów poruszających się po drogach miało połączenie z internetem, a do 2030 roku odsetek ten ma wzrosnąć do 95%. Jeśli twój samochód jest podłączony do sieci, powinieneś zainteresować się swoją prywatnością.
W 2023 roku Mozilla – twórca przeglądarki Firefox – przeanalizowała polityki prywatności 25 marek samochodowych. Żadna z nich nie spełniła standardów prywatności i bezpieczeństwa stosowanych przez Mozillę do oceny marek. Mozilla stwierdziła, że samochody są „najgorszą kategorią produktów pod względem prywatności, jaką kiedykolwiek analizowaliśmy”. Według raportu Mozilli 19 producentów samochodów przyznało, iż mogą sprzedawać pobrane dane.
W 2024 roku śledztwo dziennikarzy „New York Timesa” ujawniło, że General Motors, wykorzystując program OnStar Smart Driver, zbierało bardzo szczegółowe dane o zachowaniu kierowców. W tym informacje o gwałtownym hamowaniu, przekraczaniu prędkości, jeździe nocą, a także dokładnej lokalizacji pojazdów. Informacje te firma sprzedawała brokerom danych, takim jak LexisNexis i Verisk. Dane trafiały później do firm ubezpieczeniowych, które wykorzystywały je do ustalania składek.
Możemy oczywiście powiedzieć, że dzięki prawu Unii Europejskiej nasza prywatność jest strzeżona. Jednak jak długo?
Źródło: BBC
Nasza autorka
Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka
Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką popularnonaukową. Pisze przede wszystkim o eksploracji kosmosu, astronomii i historii. Związana z Centrum Badań Kosmicznych PAN oraz magazynami portali Gazeta.pl i Wp.pl. Ambasadorka Śląskiego Festiwalu Nauki. Współautorka książek „Człowiek istota kosmiczna”, „Kosmiczne wyzwania” i „Odważ się robić wielkie rzeczy”.

