Reklama

Opracowany przez Sony AI autonomiczny robot Ace nie jest tylko ciekawostką techniczną. To maszyna wyposażona w niezwykle zręczne ramię z ośmioma stawami oraz system czujników, który pozwala jej rywalizować z ludźmi na poziomie eksperckim. Choć na razie przypomina ramię z fabrycznej linii montażowej otoczone siecią kamer, jego umiejętności wprawiły w osłupienie nawet olimpijczyków.

Cyfrowy mózg, ludzka zwinność

Sukces Ace’a opiera się na trzech filarach. Po pierwsze, robot wykorzystuje czujniki oparte na zdarzeniach (ang. event-based sensors). Zamiast analizować każdy piksel obrazu, Ace skupia się wyłącznie na zmianach ruchu i jasności, co pozwala mu błyskawicznie śledzić tor lotu piłeczki oraz jej rotację – odczytuje ją nawet poprzez analizę logo nadrukowanego na piłce.

Po drugie, Ace uczył się grać poprzez uczenie przez wzmacnianie bezmodelowe (ang. model-free reinforcement learning). Zamiast programować mu każdą trajektorię, naukowcy pozwolili AI „trenować” w symulacji. Robot spędził tysiące godzin w wirtualnej rzeczywistości, rozgrywając mecze z samym sobą, co pozwoliło mu wypracować własną, unikatową taktykę.

Po trzecie, kluczowa jest szybkość reakcji. Podczas gdy zawodowy sportowiec potrzebuje około 230 milisekund na reakcję, całkowite opóźnienie systemu Ace wynosi zaledwie 20 milisekund. To sprawia, że maszyna jest w stanie odpowiedzieć na zagrania, które dla człowieka są niemal niewidoczne. To aż przerażające.

Pogromca sportowców

W badaniu opublikowanym w prestiżowym czasopiśmie „Nature” Ace początkowo zmierzył się z grupą graczy o wysokich umiejętnościach. Wynik? Wygrał wszystkie mecze z wyjątkiem dwóch starć z elitarnymi zawodowcami. Jednak naukowcy z Sony AI nie poprzestali na tym.

W grudniu 2025 roku Ace po raz pierwszy pokonał zawodowego gracza, a wiosną 2026 roku odniósł zwycięstwa nad kolejnymi profesjonalistami, w tym nad Miyuu Kiharą, zawodniczką z pierwszej 25-tki światowego rankingu. Kinjiro Nakamura, były olimpijczyk, przyznał po obserwacji Ace’a, że robot wykonał uderzenie, które wcześniej uważał za niemożliwe do zrealizowania. To odkrycie zmotywowało go do refleksji, że być może ludzie również mogą nauczyć się tak ekstremalnych technik. Czy możemy dogonić maszyny?

Robotyczny wyścig zbrojeń

Ace nie jest odosobnionym przypadkiem w gwałtownie rozwijającym się świecie robotyki. Jesteśmy świadkami momentu ekstremalnego rozwoju robotyki, a maszyny coraz lepiej radzą sobie w nieprzewidywalnym środowisku fizycznym.

Wszyscy żyjemy spektakularnym sukcesem z Pekinu, w którym kilka dni temu humanoidalny robot pobił rekord świata, przebiegając półmaraton w zaledwie 50 minut. Choć bieganie i tenis stołowy wymagają innych kompetencji, oba osiągnięcia łączy jedno: zdolność do adaptacji w czasie rzeczywistym.

Czego maszynie wciąż brakuje?

Mimo technicznej dominacji, Ace wciąż ma słabe punkty. Zawodnicy, którzy z nim grali, zauważyli, że robot nie posiada twarzy – a profesjonalni gracze często czytają mowę ciała i mimikę przeciwnika, by przewidzieć jego ruch. Z drugiej strony, Ace również nie potrafi blefować ani odczytywać psychologicznych „podpowiedzi” wysyłanych przez ludzi.

Obecnie system opiera się na kamerach zewnętrznych rozmieszczonych wokół stołu, ale naukowcy przewidują, że w przyszłości Ace zyska formę humanoidalną, co pozwoli mu na jeszcze większą swobodę ruchu.

Przyszłość poza halą sportową

Chociaż stół do ping-ponga jest doskonałym poligonem doświadczalnym dla robotyki, to technologia stojąca za Ace’em ma znaczenie szersze zastosowanie. Zdolność do precyzyjnej pracy i adaptacji jest kluczowa dla przemysłu, logistyki czy potencjalnie nawet… medycyny. Autonomiczny robot-chirurg to nie aż tak odległa przyszłość, jak może nam się wydawać.

– Gry od dawna służą jako wzorce dla sztucznej inteligencji – mówi Peter Dürr z Sony AI. – Ace oferuje jednak coś, czego nigdy wcześniej nie uchwycono: autentyczną rywalizację atletyczną między robotem a człowiekiem – dodaje. Czy to zapowiedź nowej ery, w której maszyny staną się naszymi treningowymi partnerami, zmuszając do przesuwania granic ludzkiej możliwości? Pojawia się jednak pytanie – kiedy osiągniemy swój limit? A może nigdy już nie dogonimy maszyn?

Źródła: Nature, Science Alert

Nasz autor

Jonasz Przybył

Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.
Jonasz Przybył
Reklama
Reklama
Reklama