Reklama

Z Bałtyku „zniknęło” około 275 mld ton wody, a średnie poziomy wody w basenie morza są obecnie aż o 67 cm niższe od wieloletniej normy. Sytuacja ta jest efektem wyjątkowej kumulacji czynników meteorologicznych, które odbierają nam „naszą” część morza. To poważne zagrożenie dla portów, żeglugi i ekosystemu morskiego.

Czemu wody w Bałtyku jest tak mało?

Naukowcy z Sopotu informują, że za historycznie niski poziom Bałtyku odpowiada specyficzna konfiguracja pogodowa: silne i długotrwałe wiatry z północy, wspierane przez wysokie ciśnienie nad Skandynawią, wypychają wodę z morza w stronę Cieśnin Duńskich i Morza Północnego.

W normalnych warunkach wiatry te zmieniają się regularnie, co umożliwia „przepływy wyrównawcze” i stabilizuje poziom morza. Jednak utrzymująca się przez wiele tygodni dominacja jednego kierunku sprawia, że odpływ wody jest znacznie silniejszy niż napływ, prowadząc do gwałtownych anomalii.

Ten proces nie jest nowy w oceanografii – nazywa się go efektem „wind set-down” i prowadzi on do lokalnych obniżeń poziomu wód bez ubytku całkowitej wody na świecie. Ta nie znika, tylko po prostu… przenosi się w inne miejsce. Niestety, cierpi na tym polskie nadbrzeże.

Paraliż portów, żegluga w kryzysie

Poziom wody bezpośrednio wpływa na porty. Zmniejsza się głębokość torów podejściowych, co utrudnia lub uniemożliwia cumowanie dużych jednostek i powoduje konieczność przekierowywania niektórych z nich na tymczasem nabrzeża.

Przykładem jest port w Sztokholmie, gdzie odsłonięcie dna umożliwiło nawet odkrycie wraku okrętu z XVII wieku, a niektóre statki musiały cumować daleko od brzegu.

Sytuacja jest trudna także w Polsce. W Gdańsku, Gdyni i Szczecinie nie mogą zostać przyjęte statki o dużym zanurzeniu. Armatorzy i służby portowe działają w pocie czoła, by logistyka została jak najmniej zakłócona.

Odsłonięte wraki i spektakularne torosy

Niski poziom wody powoduje spektakularne efekty – odsłaniają się fragmenty dna, które wcześniej były niewidoczne oraz zmienia się linia brzegowa. Na polskim wybrzeżu – np. na plaży w Mikoszewie – można było zaobserwować powstawanie nawet 2,5 metrowych wałów lodowych, tzw. torosów. Zamarzają także zatoki: zachodnia część Zatoki Puckiej została skuta lodem i wyglądała tak jak na zdjęciu wyżej, a na Archipelagu Zachodnioestońskim między wyspami Hiumą i Saremą otwarto lodową drogę dla samochodów o długości aż 17 kilometrów.

Wyjątkowa równowaga Bałtyku zagrożona. Woda wróci, ale organizmy już nie

Bałtyk to jeden z największych słonych akwenów świata, którego równowaga opiera się na delikatnym balansie pomiędzy napływem słodkiej wody z rzek a słonymi przepływami z Morza Północnego.

Bałtyk już od lat zmaga się z problemem tzw. stref hypoksji, czyli obszarów o bardzo niskiej zawartości tlenu w wodzie, co ogranicza życie organizmów dennych. Rekordowo niski poziom wód dodatkowo pogarsza sytuację, zmniejszając wymianę wód i sprzyjając powstawaniu kolejnych beztlenowych stref. Skutki tej anomalii mogą być długotrwałe, wpływając na bioróżnorodność, kondycję ryb i innych organizmów wodnych.

Źródło: gospodarkamorska.pl, Instytut Oceanologii PAN

Nasz autor

Jonasz Przybył

Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.
Jonasz Przybył
Reklama
Reklama
Reklama