Reklama

Dane Głównego Urzędu Statystycznego sugerują ogromny spadek ogólnej liczby dzików – z około 265 tysięcy w 2015 roku do niespełna 60 tysięcy w 2025 roku. Statystyki te są jednak szacunkowe i niemal w całości pomijają zwierzęta bytujące w miastach. Mamy różne dane, dziki są monitorowane przez różne instytucje, ale nie ma ani centralnego rejestru, ani spójnej metodologii. Inwentaryzacja prowadzona w obwodach łowieckich nie obejmuje terenów zurbanizowanych. Tradycyjne metody liczenia są obarczone dużym błędem, a dane miejskie, o ile są gromadzone, mają charakter wyrywkowy i lokalny.

Jak skutecznie policzyć dziki? Wyzwania w miastach i poza nimi

Inwentaryzacja dzików jest zadaniem niezwykle trudnym, a oficjalne zestawienia budzą sceptycyzm naukowców, takich jak dr hab. Jakub Gryz Instytutu Badawczego Leśnictwa, który w rozmowie z PAP wskazuje na brak jednolitej metodologii. Myśliwi wykorzystują do liczenia dzików różne techniki, w tym termowizję, całoroczne obserwacje oraz pędzenia próbne polegające na wypłaszaniu i liczeniu zwierząt w określonym dniu. Jednak wciąż są to tylko przybliżenia.

Dramatyczny spadek poza miastami, wzrosty w miastach

Według danych Rocznika Statystycznego Leśnictwa, w roku łowieckim 2024/2025 odstrzelono 174 tysiące dzików, a kolejne 83 tysiące zginęły w wyniku odstrzału sanitarnego, wypadków drogowych i kłusownictwa. Zaledwie 194 osobniki zostały odłowione i zasiedlone, co pokazuje marginalne użycie metod alternatywnych wobec eliminacji.

Rzecznik GUS Krzysztof Jedlak powiedział PAP, że dane GUS o populacji dzików są szacunkowe i nie obejmują populacji dzików w miastach. Ocena miejskich populacji i ich migracji jest obecnie niemożliwa. Dane z poszczególnych miast, według kwerendy przeprowadzonej przez PAP, pokazują różne tendencje.

W Poznaniu odnotowano 120 dzików w pierwszym kwartale 2026 roku wobec 196 rok wcześniej. W Toruniu zimowa inwentaryzacja wykazała spadek z 113 osobników w 2025 roku do 76 w 2026 roku. W Łodzi populacja wzrosła w ostatnich latach z 2 do nawet 3 tysięcy sztuk. Miasta takie jak Bydgoszcz, Białystok i Olsztyn monitorują sytuację głównie poprzez liczbę zgłoszeń mieszkańców. W Bydgoszczy liczba ta wzrosła z 17 w 2024 roku do 100 w 2025 roku.

Migracja dzików do miast i problem ASF

Główną przyczyną migracji dzików do miast jest postępująca urbanizacja, która pochłania lasy, łąki i pola, stanowiące naturalne ostoje tych zwierząt. Eksperci wskazują, że to ludzie wkroczyli ich na terytoria.

Drugim kluczowym czynnikiem jest wpływ afrykańskiego pomoru świń (ASF) oraz związana z nim strategia walki z chorobą. Przepisy związane z ASF sprawiają, że odławianie i przesiedlanie dzików stało się prawnie niemożliwe, co pozostawia władzom miast ograniczone pole manewru w zarządzaniu populacją.

Według Michała Żmihorskiego z Instytutu Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk w Białowieży, intensywny odstrzał prowadzony poza miastami sprawił, że zwierzęta szybko nauczyły się że tereny zurbanizowane to bezpieczne strefy wolne od polowań. Choć przedstawiciele PZŁ, np. Wacław Matysek, polemizują z tą tezą, to przyznają że populacje w miastach zwiększają się.

Kontrowersje wokół działań samorządów

Sposoby radzenia sobie z dzikami w miastach wywołują silne emocje. Niektóre samorządy, np. Toruń, stosują odstrzały redukcyjne, co zdaniem urzędników pozwoliło opanować liczbę zwierząt w tym mieście. Podobne działania w Warszawie – uśmiercenie siedmiu dzików na Mokotowie oraz szesnastu na placu zabaw na Bemowie – doprowadziły do fali oburzenia.

Przeciwnicy tych metod zorganizowali manifestację przed ratuszem, domagając się natychmiastowego wstrzymania odstrzałów, i powołania eksperckiego zespołu ds. dzikich zwierząt. Ta presja miała sens – 16 kwietnia samorząd zgodził się na powołanie takiego zespołu. Jednym z jego pierwszych zadań powinno być możliwie dokładne policzenie dzików w Warszawie.

Źródło: PAP

Nasza autorka

Magdalena Rudzka

Redaktorka i wydawczyni National-Geographic.pl. Wcześniej związana m.in. z National Geographic Traveler i magazynem pokładowym PLL LOT Kaleidoscope. Z wykształcenia humanistka (MISH i SNS PAN), ale to przyroda stanowi jej największą pasję. Szczególnie bliskie są jej ekosystemy słodkowodne, a prawdziwym „konikiem” są ryby. W National-Geographic.pl pisze o swoich przyrodniczych pasjach, nauce i medycynie. Prywatnie ceni sobie podróże po nieoczywistych kierunkach, ze szczególnym sentymentem do Europy Środkowej i Wschodniej.
Magdalena Rudzka
Reklama
Reklama
Reklama