Reklama

Duńska Agencja Ochrony Środowiska przekazała, że martwego wieloryba znaleziono w piątek w pobliżu niewielkiej wyspy Anholt, leżącej na Kattegacie, czyli cieśninie między Danią a Szwecją. W sobotę urzędnicy potwierdzili, że to Timmy - humbak, którego losy śledzono od tygodni. Zidentyfikowano go po pozycji oraz wyglądzie nadajnika GPS.

Ciało znaleziono około 70 km na południe od miejsca, w którym zwierzę wypuszczono dwa tygodnie wcześniej. Dania podkreśla, że nie ma obecnie konkretnych planów ani usunięcia Timmy'ego, ani sekcji zwłok. Władze apelują, aby nie podchodzić do wieloryba, z uwagi na ryzyko wybuchu rozkładającego się ciała. Mimo to, niemiecki dziennik „Bild” opisywał, że dwie osoby pozowały do selfie przy ciele.

Akcja ratunkowa za 1,5 mln euro: empatia czy brak wiedzy?

Taki scenariusz był niestety najbardziej prawdopodobny. Eksperci, m.in. Międzynarodowa Komisja Wielorybnictwa, od początku apelowali, aby osłabione zwierzę zostawić w spokoju na mieliźnie, którą samo wybrało. Ludzie jednak mieli wobec niego inne plany. Timmy stał się internetową sensacją, a opinia publiczna w końcu wymusiła na lokalnych władzach akcję ratunkową.

Niemiecki milioner Walter Gunz zadeklarował, że sfinansuje próbę ratunku. Ostatecznie przedsięwzięcie wyceniano na około 1,5 mln euro. Zwierzę przetransportowano barką na głębsze wody wypuszczono 2 maja. Po uwolnieniu obserwowano, że oddycha i płynie we „właściwym kierunku”, co rozbudziło nadzieje na przeżycie.

Eksperci są zgodni, lokalne władze bronią akcji

Międzynarodowa Komisja Wielorybnictwa od początku oceniała akcję ratunkową jako zły pomysł, wskazując na bardzo zły stan zwierzęcia i małe szanse na przeżycie po wypuszczeniu. Podobnie eksperci z Oceanograficznego Muzeum w Stralsund rekomendowali, by pozwolić mu odejść w spokoju. Ale doskonale widoczne wielkie zwierzę umierające na mieliźnie, okazało się widokiem, którego ludzie nie potrafili zaakceptować.

Po potwierdzeniu śmierci Timmy'ego spór o sens całej operacji wcale nie wygasł. Till Backhaus, minister środowiska landu Meklemburgia-Pomorze Przednie, nadal broni swojej decyzji o dopuszczeniu akcji ratunkowej. Według niego dokonano właściwego wyboru między „pewną śmiercią w męczarniach”, a „ostatnią szansą”, nawet jeśli wiązała się ze stresem.

Ostatni etap akcji ratunkowej był pełen kontrowersji: brakowało dokumentacji fimowej, wieloryb miał być ciągnięty za płetwę ogonową, a umieszczony na nim nadajnik nie był sprawny. Finansujący akcję Karin Walter-Mommert i Walter Gunz dystansowali się od sposobu wypuszczenia wieloryba i wskazywali, że konsekwencje powinny obciążyć właściciela, operatorów oraz załogi łodzi Fortuna B i Robin Hood.

Czy ludzie wiedzą lepiej, co jest dobre dla zwierząt? Kiedy empatia ma sens

Historia Timmy'ego jest dobitnym przykładem, że empatia ma sens tylko wtedy, gdy jest poparta wiedzą. W tym przypadku głos ekspertów od początku ginął w medialnej wrzawie, a w końcu został zignorowany. Akcja ratunkowa była ratunkiem tylko z ludzkiego punktu widzenia - słabnący humbak celowo wybierał mielizny, na których chciał spędzić swoje ostatnie chwile.

Humbaki, jak wszystkie wieloryby, są ssakami, ale nawet wśród ssaków wyróżniają się niezwykłą inteligencją. Towarzyszą im te same podstawowe emocje, co ludziom, w tym strach. Wieloryby często same decydują o wpłynięciu na mielizny i ma to swój głęboki sens: ssaki wolą powoli umrzeć w płytkiej wodzie, niż nagle utonąć w głębokiej.

Nigdy nie dowiemy się, jak bardzo cierpiał Timmy, ale z jego historii warto wyciągnąć lekcję na przyszłość. Nie zawsze ludzka empatia wobec zwierząt jest dla nich najlepszym rozwiązaniem.

Źródło: Guardian

Nasza autorka

Magdalena Rudzka

Redaktorka i wydawczyni National-Geographic.pl. Wcześniej związana m.in. z National Geographic Traveler i magazynem pokładowym PLL LOT Kaleidoscope. Z wykształcenia humanistka (MISH i SNS PAN), ale to przyroda stanowi jej największą pasję. Szczególnie bliskie są jej ekosystemy słodkowodne, a prawdziwym „konikiem” są ryby. W National-Geographic.pl pisze o swoich przyrodniczych pasjach, nauce i medycynie. Prywatnie ceni sobie podróże po nieoczywistych kierunkach, ze szczególnym sentymentem do Europy Środkowej i Wschodniej.
Magdalena Rudzka
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...