Gdzie jest humbak Timmy? Skandal na koniec kontrowersyjnej akcji ratunkowej
Finał akcji ratunkowej humbaka w Niemczech budzi ogromne emocje. Świat obiegają informacje o braku nagrań wideo, milczącym nadajniku GPS, wzajemnych oskarżeniach ratowników i firmy transportowej. Być może nigdy nie poznamy prawdziwych losów wieloryba, który poruszył miliony ludzi.

Humbak Timmy, przez niemal 2 miesiące uwięziony na mieliznach morza Bałtyckiego w Meklemburgii w Niemczech, został 2 maja wypuszczony w wodach Morza Północnego, w okolicy Skagen na terenie Danii. Moment uwolnienia wieloryba oraz jego dalsze losy nie zostały jednak jak dotąd transparentnie przedstawione opinii publicznej.
W gronie ratowników znów doszło do wzajemnych oskarżeń, a nadajnik który rzekomo umieszczono na Timmym nie przesyła danych o jego lokalizacji. Wygląda na to, że wyjątkowej, choć kontrowersyjnej akcji ratunkowej nie można nazwać sukcesem. Ostatni raz widziano i sfotografowano Timmy'ego 2 maja, tuż po uwolnieniu.
Wypuszczenie Timmy’ego: co wiadomo?
Kiedy udało się załadować humbaka na specjalną, wypełnioną wodą barkę, wydawało się że koniec jego poruszającej historii jest bliski i będzie optymistyczny. Miał zostać przetransportowany na odległość około 400 km i wypuszczony w Morzu Północnym. Nie wszystko jednak poszło zgodnie z planem. Po raz kolejny los humbaka przysłoniły kontrowersje, niedopowiedzenia i kłótnie.
Według informacji udzielonych przez ministra środowiska Meklemburgii-Pomorza Przedniego Tilla Backhausa, mimo ustaleń na barce nie zainstalowano kamer wideo, które miały umożliwić ekipie ratunkowej stałą ocenę stanu wieloryba i przebiegu akcji. Lekarka weterynarii Kirsten Tönnies oraz członek ekipy ratunkowej Sergio Bambaren z rozgoryczeniem opowiadali, że zostali odsunięci od akcji przez ekipę transportową.
Humbaka wypuszczono na otwarte wody wcześniej, niż zakładano – tłumaczono to wysokimi falami. Do uwolnienia doszło w niejasnych okolicznościach i brakuje dokumentacji wideo. Kirsten Tönnies twierdzi, że nie była to jedyna próba wypuszczenia humbaka – wcześniej nie chciał wypłynąć z barki, a do jego płetwy ogonowej przymocowano liny, by pociągnąć go w odpowienim kierunku. Tönnies wypowiada się o tej próbie bardzo krytycznie, wskazując że ciągnięcie za płetwę ogonową nigdy nie powinno mieć miejsca.
Z kolei przedstawiciel firmy transportowej, kapitan statku „Robin Hood” eskortującego barkę z wielorybem ujawnił, że jego firma otrzymuje negatywne recenzje, a on sam nawet groźby śmierci.
Gdzie jest Timmy? Niedopowiedzenia w sprawie nadajnika GPS
We wtorek, 5 maja, Niemieckie Muzeum Morskie w Stralsund oświadczyło, że humbak prawdopodobnie utonął. Nie przedstawiło jednak dowodów na poparcie tej tezy, a minister Backhaus wezwał do ich przedstawienia i powiedział, że nie zgadza się z tym przypuszczeniem. Należy jednak podkreślić, że taki scenariusz jest najbardziej prawdopodobny i zgadzają się z nim eksperci.
Nie jest jasne, kiedy i jakie urządzenie przymocowano do wieloryba, ale póki co nie ma żadnych wiarygodnych informacji o lokalizacji zwierzęcia. Informacje o nadajniku są sprzeczne: ratownicy mówili o monitoringu funkcji życiowych, ale naukowcy podkreślają, że taki sprzęt musiałby być przymocowany przyssawką – co było niemożliwe przy mocno uszkodzonej skórze wieloryba. Z kolei nadajnik GPS wymagałby przedziurawienia płetwy. Ekipa ratunkowa informowała, że dane dotyczące lokalizacji Timmy'ego i tak nie zostaną udostępnione opinii publicznej, tylko władzom.
Co wiemy na temat sygnałów z urządzenia?
Przedstawicielka i jedna z fundatorek akcji ratunkowej, Karin Walter-Mommert, powiedziała portalowi Bild, że urządzenie śledzące wysłało jak dotąd sygnał 25 razy, ostatnio 5 maja, ale bez żadnych danych o lokalizacji. Walter-Mommert interpretuje to jako oznakę życia, ponieważ urządzenie może wysłać sygnał tylko na powierzchni wody. To jak dotąd jedyne słowa potwierdzające, że urządzenie w ogóle zainstalowano i działa.
Dopóki nie pojawią się wiarygodne dane na temat miejsca pobytu i stanu wieloryba, jego los pozostaje nieznany. Bez tych informacji nie można ocenić, czy akcja ratunkowa się powiodła, czy poszła na marne, a może nawet zaszkodziła zwierzęciu. Dezinformacja i brak transparentności kładą się jednak cieniem na akcji ratunkowej, która poruszyła całe Niemcy.
Źródła: Frankfurter Rundschau, Bild, Sudwest Presse, Merkur
Nasza autorka
Magdalena Rudzka
Redaktorka i wydawczyni National-Geographic.pl. Wcześniej związana m.in. z National Geographic Traveler i magazynem pokładowym PLL LOT Kaleidoscope. Z wykształcenia humanistka (MISH i SNS PAN), ale to przyroda stanowi jej największą pasję. Szczególnie bliskie są jej ekosystemy słodkowodne, a prawdziwym „konikiem” są ryby. W National-Geographic.pl pisze o swoich przyrodniczych pasjach, nauce i medycynie. Prywatnie ceni sobie podróże po nieoczywistych kierunkach, ze szczególnym sentymentem do Europy Środkowej i Wschodniej.

