Reklama

Choć Pakistan wielu osobom kojarzy się z konserwatywnymi normami społecznymi, nie wszystkie jego regiony wyglądają tak samo. W trudno dostępnej dolinie Kalaszów od wieków przetrwała społeczność pielęgnująca własną religię, tradycje i odmienny model życia. To właśnie tam Laura Maria Plichta postanowiła dotrzeć podczas swojej podróży, by z bliska poznać jedną z najbardziej niezwykłych kultur Azji.

Podróż do doliny Kalaszów wymaga odwagi. „Mnie takie rzeczy ekscytują”

Laura Maria Plichta od dawna wiedziała, że podczas podróży po Pakistanie chce dotrzeć do doliny Kalaszy – niewielkiej społeczności zamieszkującej góry Hindukuszu tuż przy granicy z Afganistanem. Sama droga okazała się jednak częścią przygody. Do odizolowanej doliny prowadzą wąskie, górskie trasy biegnące nad przepaściami, a podróż odbywa się niewielkimi samochodami wypełnionymi pasażerami do ostatniego miejsca.

Jak przyznaje, zamiast strachu czuła przede wszystkim ekscytację. – Szczerze mówiąc, takie sytuacje mnie ekscytują. Dopóki nic złego się nie dzieje, jestem po prostu zachwycona samym doświadczeniem. Dopiero gdy wydarzy się coś nieprzewidzianego, myślę sobie: „Kurczę, może powinnam była bardziej się tym przejmować i trochę zmądrzeć” – opowiada.

To właśnie trudna dostępność doliny sprawiła, że Kalaszowie przez wieki zachowali własną religię, język i tradycje. Dziś społeczność liczy zaledwie około 4 tys. osób. Przez lata była prześladowana i poddawana próbom islamizacji, dlatego do dziś bardzo mocno chroni swoją tożsamość. Jak tłumaczy podróżniczka, osoby, które opuszczą wspólnotę i przejdą na islam, nie mogą już do niej powrócić. – Rozmawiałam z moim kolegą, Kalaszem, który opowiadał mi o kobiecie, która wyszła za Pakistańczyka wyznającego islam, a później chciała wrócić do swojej społeczności. Usłyszała wtedy, że „religia nie jest sukienką, którą można po prostu zmienić” – wspomina.

To kobiety rządzą doliną. „Tam chodzi przede wszystkim o szczęście”

Największym zaskoczeniem okazała się jednak pozycja kobiet. W dolinie Kalaszy to one prowadzą guesthousy, zarządzają finansami, uczestniczą w życiu publicznym i same decydują o wyborze partnera. W przeciwieństwie do wielu innych regionów Pakistanu nie zasłaniają twarzy, noszą charakterystyczne kolorowe stroje i odgrywają kluczową rolę w funkcjonowaniu całej społeczności. – Kobiety publicznie tańczą, śpiewają i – choć w Pakistanie alkohol jest nielegalny – produkują oraz piją wino. To one zarządzają biznesami i finansami, a często także całą rodziną. W praktyce to właśnie kobiety trzymają tam rękę na pulsie – opowiada.

Festiwal Joshi, Kalasze, Pakistan
Kalaszki z Pakistanu podczas Festiwalu Joshi, fot. Nadeem Khawar/Getty Images

Równie wyjątkowe jest podejście Kalaszy do miłości i związków. Kobiety same wybierają mężów, a jeśli relacja przestaje dawać szczęście, mogą odejść i rozpocząć nowe życie. W kulturze tej funkcjonuje także tradycja tzw. „Great Lovers” – starszych mężczyzn, którzy układają pieśni poświęcone swoim pierwszym miłościom i przekazują je kolejnym pokoleniom. Jak przyznaje podróżniczka, właśnie to zrobiło na niej największe wrażenie.

– U Kalaszy najważniejsze jest szczęście w związku. Oczywiście wierzą, że nad relacją trzeba pracować, ale nie w nieskończoność. Jeśli obie strony wiedzą, że coś już nie działa, nie ma sensu tkwić w tym za wszelką cenę – mówi. Spotkanie z tą społecznością wpłynęło również na jej własne spojrzenie na relacje. – Kalaszki otworzyły mnie na to, że romantyczna miłość wcale nie musi być krępująca czy przesadzona. Może być po prostu piękna – na własnych zasadach, po swojemu – podsumowuje.

Posłuchaj całej rozmowy o podróżach Laury Marii Plichty

Wizyta u Kalaszy to tylko jeden z niezwykłych rozdziałów podróżniczego życia Laury Marii Plichty. W rozmowie z Sabiną Ziębą opowiada również o ucieczce z ciężarówki w Meksyku, dziewięciomiesięcznej podróży po Azji, przejeździe pociągiem z rudą żelaza przez Saharę, niemal dwuletnim życiu w Afryce, samotnym rejsie przez Atlantyk, wyprawie motocyklowej przez Himalaje oraz podróżach po Amazonii.

Zdradza także, jak z niewielkiej kaszubskiej wsi trafiła na sześć kontynentów i dlaczego do dziś uważa, że największe przygody zaczynają się od decyzji, na którą większość ludzi nigdy by się nie odważyła. Cały odcinek podcastu „Solo przez świat” z Laurą Marią Plichtą jest dostępny na kanale YouTube National Geographic Magazine Poland oraz w serwisie Spotify.

Video placeholder

Źródło: National Geographic Polska

Nasza ekspertka

Sabina Zięba

Podróżniczka i dziennikarka, wcześniej związana z takimi redakcjami, jak m.in. „Wprost”, „Dzień Dobry TVN” i „Viva”. W „National Geographic” pisze przede wszystkim o ciekawych kierunkach i turystyce. Miłośniczka dobrej lektury i wypraw na koniec świata. Uważa, że Mark Twain miał słuszność, mówiąc: „Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”.
Sabina Zięba
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...