Przerywasz grę na komputerze ze złością? Polscy naukowcy ostrzegają: to ważny sygnał
Czy gwałtowne przerywanie gry ze złością to zwykły brak cierpliwości? Badania naukowców z Uniwersytetu Jagiellońskiego dowodzą, że tzw. rage quitting to istotny symptom uzależnienia. Choć gracz odchodzi od ekranu, jego umysł wciąż tkwi w świecie toksycznej rywalizacji.

Współczesna psychologia coraz wnikliwiej bada zjawisko uzależnienia od gier wideo, w oficjalnej klasyfikacji określane jako „gaming disorder”. Szacuje się, że dotyka ono około 3 proc. osób (wśród młodzieży nawet 6–7 proc.). Badania zespołu naukowców z Uniwersytetu Jagiellońskiego, opublikowane w prestiżowym czasopiśmie „Scientific Reports”, rzucają nowe światło na symptomy uzależnienia. Według nich sam czas spędzany przed ekranem nie jest wystarczającym wskaźnikiem. Wskazują na tzw. rage quitting (nagłe przerywanie gry ze złością) jako istotny objaw. Wnioski z badania przybliża jedna z jego autorek, dr Agnieszka Strojny, w rozmowie z portalem PAP Nauka w Polsce.
Kończysz grę ze złością? Twój umysł wciąż „gra”
Zjawisko rage quittingu, czyli gwałtownego przerywania gry w wyniku złości, objawiającego się np. przeklinaniem czy rzucaniem przedmiotami, stało się przedmiotem analiz Natalii Michałkiewicz, Pawła Strojny i Agnieszki Strojny.
Badacze zauważyli, że większej liczbie takich epizodów towarzyszy też więcej symptomów uzależnienia behawioralnego. Najważniejszym wnioskiem z badań jest jednak to, że rage quitting wcale nie jest zakończeniem gry: choć gracz fizycznie odchodzi od komputera, jego umysł nadal tkwi w świecie rywalizacji, co utrudnia przeniesienie uwagi na coś innego.
Zwiększa to impulsywność i zaburza codzienne funkcjonowanie. Było to szczególnie widoczne u badanych nastolatków, u których procesy regulacji emocji w korze przedczołowej wciąż się rozwijają.
Jak rozmawiać z wściekłym graczem?
Badania naukowców z Krakowa koncentrowały się na nastolatkach. Badacze mają kilka wskazówek dla rodziców, ale każdy kto mieszka pod jednym dachem z wpadającym w „rage quitting” graczem może je wykorzystać.
W momencie, gdy ktoś zrywa się z krzesła, rzuca padem i przeklina, racjonalna rozmowa jest niemożliwa – jego system nerwowy stracił równowagę. Upominanie czy dopytywanie o powody złości tylko pogorszy sytuację. – To tak, jakbyśmy wyciągnęli kogoś tonącego z basenu i zamiast go osuszyć, zaczęli na niego krzyczeć – mówi Agnieszka Strojny.
Takiej osobie trzeba pozwolić ochłonąć. Później, bez oceniania, warto porozmawiać o tym, co się wydarzyło. Jeśli takie epizody się powtarzają, warto skonsultować się ze specjalistą.
Naukowcy podkreślają, że granie samo w sobie nie jest niczym złym. Sam czas spędzany w grze nie świadczy o uzależnieniu – bo może być dla gracza bardzo wartościowy.
– Gry spełniają wiele ważnych funkcji psychologicznych i bywają wartościową rozrywką (…) Można grę potraktować jako zamiennik dawnego budowania zamku z piasku czy biegania z kijkiem po boisku. Problem zaczyna się, gdy napędem do grania jest pustka, bezsens czy brak akceptacji siebie. Wtedy gra, jako bardzo silny bodziec, sprawia, że człowiek przestaje myśleć o swoich problemach – tłumaczy dr Strojny.
Kiedy granie staje się uzależnieniem?
Gaming disorder jest uzależnieniem behawioralnym, włączonym do klasyfikacji ICD-11. Aby można było mówić o diagnozie, objawy muszą utrzymywać się przez co najmniej 12 miesięcy. Są trzy kryteria diagnozy:
- upośledzona kontrola nad graniem (np. okłamywanie bliskich co do czasu spędzonego przy komputerze),
- nadawanie grom coraz wyższego priorytetu kosztem innych ważnych życiowych aktywności,
- kontynuowanie rozgrywki pomimo wyraźnych negatywnych konsekwencji, takich jak pogorszenie wyników w nauce czy utrata relacji.
Źródło: Nauka w Polsce, Scientific Reports
Nasza autorka
Magdalena Rudzka
Redaktorka i wydawczyni National-Geographic.pl. Wcześniej związana m.in. z National Geographic Traveler i magazynem pokładowym PLL LOT Kaleidoscope. Z wykształcenia humanistka (MISH i SNS PAN), ale to przyroda stanowi jej największą pasję. Szczególnie bliskie są jej ekosystemy słodkowodne, a prawdziwym „konikiem” są ryby. W National-Geographic.pl pisze o swoich przyrodniczych pasjach, nauce i medycynie. Prywatnie ceni sobie podróże po nieoczywistych kierunkach, ze szczególnym sentymentem do Europy Środkowej i Wschodniej.

