Reklama

Zjawisko zjadania swoich „gilów” nazywa się mukofagią. Jej przyczyny mogą być ewolucyjne, biologiczne, społeczne i psychologiczne. Ma ona swoje konsekwencje – także zdrowotne. Naukowcy wpadli na trop, ale wciąż jest wiele tajemnic.

Czy tylko dzieci jedzą swoje „gile”? Mukofagia w świecie ludzi i zwierząt

Mukofagia jest znacznie powszechniejsza niż mogłoby się wydawać. Chociaż głównie utożsamia się ją z dziećmi, to nie one jedyne sięgają do nosa. Badania pokazują, że dorośli równie często praktykują ten kontrowersyjny zwyczaj. Podczas badania z 2001 roku przeprowadzonego na grupie 200 nastolatków w Indiach niemal wszyscy przyznali się do dłubania w nosie, a 9 z nich regularnie zjadało wydzieliny. W praktyce niewiele osób o nim mówi, ale to zachowanie wcale nie jest rzadkie – i to w różnych grupach wiekowych.

Naczelne także jedzą wydzieliny z nosa

W wielu pracach naukowych czytamy, że to zachowanie nie ogranicza się wyłącznie do ludzi. Anne-Claire Fabre, biolożka z Uniwersytetu w Bernie, zaobserwowała podobne nawyki u innych naczelnych. Szczególnie zaskakujące były obserwacje palczaka madagaskarskiego, który swoim wyjątkowo długim palcem nie tylko wydobywał wydzielinę z nosa, ale także ją zjadał.

Literatura naukowa dokumentuje przypadki mukofagii również u goryli, bonobo, szympansów, makaków czy kapucynek. Część naczelnych używa do tego patyków, inne wykorzystują własne palce. Zachowanie, które szokuje dorosłych ludzi, w świecie zwierząt jest znacznie bardziej rozpowszechnione.

Czemu właściwie dzieci jedzą swoje wydzieliny?

Skład wydzieliny nosowej a potencjalne korzyści, czyli popularny mit

Wydzielina nosowa składa się głównie z wody (ponad 98%), resztę stanowią białka (mucyny), węglowodany, sole mineralne oraz złapane cząstki kurzu i drobnoustroje. Teoretycznie mukofagia mogłaby mieć ewolucyjny sens – tak jak niektóre gatunki zwierząt spożywają własne odchody w celu odzyskania składników odżywczych. Jednak u ludzi nie ma jednoznacznych dowodów naukowych na pozytywny wpływ jedzenia wydzielin na zdrowie.

W 2013 roku wysunięto hipotezę, że kontakt układu immunologicznego z drobnoustrojami obecnymi w śluzie może w minimalnych dawkach „trenować” odporność. Jednak eksperci, tacy jak dr Chittaranjan Andrade podkreślają, że ilość potencjalnie użytecznych substancji jest niewielka. Większość z nich zostaje strawiona, zanim mogłaby wywołać odpowiedź immunologiczną. Aktualny stan wiedzy nie pozwala uznać mukofagii za korzystną dla zdrowia.

Rola ciekawości i rozwoju poznawczego w dziecięcych nawykach

Dziecięca eksploracja otoczenia obejmuje nie tylko poznawanie nowych smaków, ale także własnego ciała. Maluchy często sięgają do nosa z nudów, ciekawości czy w reakcji na uczucie dyskomfortu (np. świąd błony śluzowej). Dla wielu z nich konsystencja i smak „gilów” są po prostu atrakcyjne, co potwierdzają wypowiedzi samych dzieci z badań.

Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że młodsze dzieci nie odczuwają jeszcze społecznej presji ani wstydu – dlatego zachowanie to jest widoczne i częste. Dopiero reakcje otoczenia, np. upomnienia rodziców, wpływają na stopniowe wygaszanie tej praktyki. Jak wiemy – nie u wszystkich.

Czy jedzenie wydzieliny z nosa może być groźne?

Największym problemem związanym z mukofagią są potencjalne zagrożenia zdrowotne. Wydzielina nosowa może być nośnikiem bakterii i wirusów – np. Streptococcus pneumoniae (pneumokoków wywołujących zapalenie płuc) czy gronkowca złocistego. Poprzez dłubanie w nosie i wkładanie palców do ust istnieje ryzyko autoinfekcji oraz zarażenia innych osób, zwłaszcza w środowisku przedszkolnym i żłobkowym. Problem narasta w przypadku kontaktu z osobami o obniżonej odporności. Warto dodać, że przewlekłe i intensywne dłubanie w nosie może prowadzić do uszkodzeń błony śluzowej, krwawień czy powstawania strupów.

Nauka wciąż nie potrafi udzielić jednoznacznej odpowiedzi na temat popularności mukofagii. Czy ta praktyka może mieć ukryte korzyści? Nic na to nie wskazuje. Wiadomo jednak, że nie jest to ludzki zwyczaj. Naukowcy i laryngolodzy sugerują, by traktować temat z wyrozumiałością i rozmawiać z dziećmi o higienie, zamiast wpadać w panikę.

Źródła: National Library of Medicine, Journal of Zoology, Liverpool School of Tropical Medicine

Nasz autor

Jonasz Przybył

Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.
Jonasz Przybył
Reklama
Reklama
Reklama