Reklama

Wyjątkowe właściwości skóry twarzy i mechanizmy gojenia się ran sprawiają, że blizny na twarzy są mniejsze niż na innych częściach ciała. Naukowcy z Uniwersytetu Stanforda lepiej je zrozumieli i sugerują, że możliwe jest gojenie bez blizn.

Co decyduje o mniejszym bliznowaceniu twarzy?

Proces bliznowacenia nie jest jedynie problemem estetycznym. Twarde i grube blizny upośledzają funkcję tkanek i mogą prowadzić do przewlekłego bólu czy zaburzeń fizjologicznych.

Jak wyjaśnia prof. chirurgii Michael Longaker z Centrum Medycznego Uniwersytetu Stanforda, ewolucja sprzyjała szybkiemu gojeniu ran na ciele – nawet kosztem powstania twardych blizn – aby chronić organizm przed krwotokiem czy infekcją. Twarz natomiast wymaga utrzymania maksymalnej funkcjonalności (widzenie, oddychanie, odżywianie), dlatego jej gojenie jest bardziej „zachowawcze”, nastawione na regenerację, a nie tylko na zamknięcie rany.

Kluczowa rola fibroblastów

Najważniejszym odkryciem badaczy z Uniwersytetu Stanforda było wskazanie, że tkanka twarzy pochodzi z innej linii rozwojowej niż reszta ciała. Komórki skóry twarzy wywodzą się z tzw. grzebienia nerwowego, podczas gdy większość tkanek ciała pochodzi z mezodermy. Działają w niej tzw. fibroblasty.

W serii eksperymentów z wykorzystaniem myszy wykazano, że:

  • rany na twarzy i skórze głowy goją się z mniejszą ekspresją białek odpowiadających za włóknienie (np. kolagen I),
  • nawet po przeszczepieniu skóry z twarzy na inne części ciała jej właściwości regeneracyjne zostają zachowane,
  • przeszczepienie nawet niewielkiej liczby fibroblastów pochodzenia twarzowego na inne partie skóry wywołuje tam gojenie z minimalnym bliznowaceniem.

Co to oznacza dla przyszłości leczenia blizn?

Odkrycie właściwości fibroblastów – nawet po przeszczepieniu – otwiera drogę do opracowania terapii, które pozwolą leczyć (lub nawet zapobiegać) bliznom nie tylko na twarzy, ale i na całym ciele oraz w narządach wewnętrznych.

Prof. Longaker podkreśla, że nie trzeba wymieniać wszystkich fibroblastów od razu – wystarczy niewielki odsetek zmodyfikowanych komórek, aby uzyskać efekt kaskadowy i poprawić sposób gojenia. Odkrycia naukowców mogą dodatkowo pozwolić na farmakologiczne „przeprogramowanie” fibroblastów skóry ciała, aby działały jak te z twarzy.

Jak to będzie wyglądać w praktyce?

Już teraz trwają badania kliniczne nad lekami działającymi na podstawie badań z Uniwersytetu Stanforda, które mogą mieć zastosowanie w chirurgii plastycznej, rekonstrukcyjnej, leczeniu blizn pourazowych i pooperacyjnych.

Ale nie tylko. Jeśli wszystko się uda, wiedza o różnicach w fibroblastach pomoże także w gojeniu ran po oparzeniach, leczeniu blizn potrądzikowych czy terapiach przeciw zwłóknieniom narządów (np. wątroby, płuc czy serca).

Źródło: Cell, PAP, Stanford Medicine

Nasz autor

Jonasz Przybył

Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.
Jonasz Przybył
Reklama
Reklama
Reklama