Tomasz Sobania naprawdę to robi. Przed nami finał jego niesamowitego biegu, podczas którego pobije rekord świata
Od kilku tygodni z zawzięciem śledzimy postępy Tomasza Sobani – polskiego „Forresta Gumpa”. Biegacz i podróżnik chciał dokonać czegoś, co wydawało się niemożliwe: przebiec 50 maratonów w 50 stanach USA w 50 dni. Już jutro finał jego przygody i zdaje się, że może pobić rekord świata. Kompletnie oszalał i chce przebiec dwa maratony jednego dnia!

Wyoming, Montana, Teksas czy Maine – to wszystko już za polskim biegaczem ekstremalnym. Aż trudno w to uwierzyć, że gdy my codziennie truchtamy na autobus, Tomasz Sobania budzi się w nowym stanie i… biegnie maraton. I tak od 48 dni. Codziennie.
W sobotę 27 czerwca finał jego przygody, ale wydarzy się wtedy coś niesamowitego – podróżnik ma zamiar przebiec dwa maratony jednego dnia, skrócić czas całego projektu i tym samym pobić rekord należący do swojego idola, Deana Karnazesa, który jako pierwszy przebiegł 50 maratonów w 50 stanach w 50 dni. Jak to w ogóle możliwe, że Tomek jest w stanie to poprawić ten wynik?
50 maratonów w 49 dni
Początkowo projekt „Run Across USA” miał polegać na przebiegnięciu Stanów Zjednoczonych wzdłuż i wszerz w 50 dni – każdego dnia, w każdym kolejnym ze stanów, Tomek miał biec kolejny maraton. Jeśliby tego dokonał, wyrównałby rekord Karnazesa.
Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia. W sobotę Sobania ma zamiar przebiec dwa maratony jednego dnia i tym samym ukończyć 50 maratonów w 49 dni. W ostatni dzień ma przebiec trasy w stanie New Jersey i Nowy Jork. Jeśli to się uda, stanie się pierwszym człowiekiem w historii, który tego dokona.
– To projekt, o którym myślałem przez ponad rok. Rok go organizowałem, przyjechaliśmy do Stanów na dwa miesiące, a wszystko sprowadza się do tego jednego dnia – do jutra do 27 czerwca, kiedy spróbuję pobić rekord tej trasy – mówi Tomasz Sobania. Nie udałoby mu się jednak bez jego sztabu.

„Jego mentalna odporność jest daleko powyżej normy”
– To, co obserwuję, wprawia mnie w ogromne zdumienie – mówi Krzysiek Borowiec, który od pierwszego maratonu jest przy Tomku w podwójnej roli: jako fizjoterapeuta z 20-letnim doświadczeniem medycznym oraz jako reporter wyprawy. – Ciało Tomka jest poddawane codziennemu maratonowi bez okresu regeneracji, który w normalnych warunkach powinien wynosić minimum miesiąc lub dwa po takim wysiłku, a mimo to reaguje inaczej, niż podpowiadałaby teoria. Tomek biegnie z bólem, z mikrourazami, które nakładają się jeden na drugi – wyjaśnia fizjoterapeuta. – Mimo tego cały czas biegnie.
To fizjoterapia ekstremalna
Jak przekroczyć granice ludzkiej wytrzymałości? Praca fizjoterapeutów jest szalenie ważna i – szczególnie w takich warunkach – bardzo trudna. – Stosujemy metody powięziowe według Fascial Manipulation, tejpowanie, masaże, maści, zimno – wszystko po to, żeby wydłużyć tę 8-godzinną przerwę i regenerację między startami, a także wycisnąć z niej maksimum – tłumaczy Borowiec. – To fizjoterapia w warunkach ekstremalnych, w trakcie jazdy między stanami i w kamperze.

Niezwykły przypadek Tomka Sobani
– Ale historia Tomka to nie jest tylko historia ciała. To dla mnie jest zdecydowanie historia psychiki. Jako praktyk widzę wyraźnie: jego mentalna odporność jest daleko powyżej normy. Tomek jest zawodnikiem, który walczy nie pomimo bólu, lecz razem z nim – chwali biegacza jego fizjoterapeuta.
Rekord świata już za rogiem
Zapytałem Tomka, jakie emocje czuje przed finałem – mimo tego, że rozmawiamy z samego rana przed piątkowym maratonem w Vermont. Jest on jednak tylko rozgrzewką przed finałową sobotą, kiedy to swój biegowy dzień Sobania zacznie nad ranem w New Jersey, a skończy o 18:00 na Times Square w Nowym Jorku. Tam czekać będzie na niego policja z eskortą, Polonia i fani z całego świata, którzy zachwycili się po drodze wyczynem Polaka.
– Najbardziej jestem podekscytowany. To jest bardzo dobry znak, bo zwykle, gdy byłem w takich sytuacjach, byłem po prostu przerażony, zmartwiony. Na szczęście teraz jest ekscytacja i ciekawość tego, co będzie – mówi zdeterminowany Tomasz Sobania.

Uczestnicy wyprawy opowiadają, że najtrudniejszy odcinek przypadł między 34. a 42. maratonem. Ból gonił ból, mnożyła się frustracja i nie było jeszcze widać końca. To już na szczęście za nami, a rekord jest już za rogiem. Z całej siły trzymamy kciuki za Tomka i zachęcamy do śledzenia jego wyczynu w mediach społecznościowych oraz na stronie runacrossusa.org. To wielki moment!
Źródło: National Geographic Polska
Nasz autor
Jonasz Przybył
Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.

