Geneza ekonomii sięga Szkocji. Adam Smith sformułował przełomowe koncepcje nauki
Adam Smith – „ojciec” ekonomii, surowy analityk i twórca metafory niewidzialnej ręki – był niezwykle złożonym człowiekiem. Moralista, pedagog i baczny obserwator ludzkiej natury miał zainteresowania wykraczające daleko poza mechanizmy handlu. Smith nie był wyłącznie teoretykiem kapitalizmu, ale także, a może przede wszystkim, filozofem społecznym, który próbował zrozumieć, jak w świecie rządzonym przez partykularne interesy możliwe jest zbudowanie stabilnego i sprawiedliwego społeczeństwa, które żyje w dostatku.

Spis treści:
- Korzenie w Kirkcaldy
- Edukacja Adama Smitha
- Profesura w Glasgow
- Opus magnum Adama Smitha
- Ostatnie lata życia
Adam Smith zostawił światu dwa monumentalne dzieła i dziesiątki pytań dotyczących przyszłości systemu, który opisał. Bywa określany jako bezlitosny obrońca nieskrępowanego kapitalizmu. Jednak zagłębiając się w jego prace, nie można nie odnieść wrażenia, że był człowiekiem znacznie bardziej wyważonym. Rozumiał, że rynek nie jest celem samym w sobie, a jedynie narzędziem do poprawy bytu najuboższych.
Korzenie w Kirkcaldy
Adam Smith urodził się w 1723 roku w Kirkcaldy – niewielkim miasteczku we wschodniej Szkocji, które wówczas liczyło około 1500 mieszkańców. Niestety, dokładna data narodzin przyszłego myśliciela nie została odnotowana. Wiadomo tylko, że został ochrzczony 5 czerwca i właśnie ten dzień tradycyjnie uznaje się za jego urodziny.
W tamtym czasie Kirkcaldy nie było sielankową wioską. Niewielka, portowa miejscowość bardziej przypominała gwarny ośrodek handlowy. To właśnie tam od dziecka mógł obserwować mechanizmy wymiany towarowej, funkcjonowanie cechów i pracę urzędów celnych.
Był synem Adama Smitha, prawnika i urzędnika służby cywilnej, i Margaret Douglas, córki zamożnego posiadacza ziemskiego. Ojciec zmarł jeszcze przed jego narodzinami. Wychowaniem chłopca zajęła się matka. Wytworzyła się między nimi niezwykle silna więź, która przetrwała dekady. Smith nigdy nie ożenił się, a matka prowadziła jego dom właściwie do końca swojego życia.
Edukacja Adama Smitha
Młody Smith uczył się w miejscowej szkole Burgh School, która w tamtym czasie znajdowała się pod kierownictwem Davida Millera i była uważana za jedną z najlepszych w Szkocji. Miller był prawdziwym innowatorem, kładącym nacisk nie na mechaniczne zapamiętywanie, ale na naukę argumentacji i publicznego występowania. Uczniowie, wśród których znajdowali się tacy późniejsi giganci, jak choćby architekt Robert Adam czy polityk James Oswald, czytali klasyków łacińskich, takich jak Eutropiusz, i brali udział w wystawianiu moralitetów.
To właśnie tam Smith rozwinął swoją pasję do książek i fenomenalną pamięć, a także biegłość w językach klasycznych. Potwierdza to zachowany do dziś w muzeum w Kirkcaldy podpis dziesięcioletniego Adama na okładce podręcznika do łaciny.
Glasgow
Jako 14-latek Smith wstąpił do University of Glasgow i od razu rozpoczął naukę od drugiego roku. Szkoła ta była wówczas jednym z kluczowych ośrodków rodzącego się oświecenia szkockiego – ruchu, który odrzucał religijny dogmat na rzecz empirycznej obserwacji i rozumu. To właśnie tam Smith znalazł się pod wpływem człowieka, którego później nazywał „nigdy niezapomnianym” – Francisa Hutchesona, profesora filozofii moralnej.
Hutcheson był jednym z pierwszych wykładowców, którzy zrezygnowali z prowadzenia zajęć po łacinie na rzecz języka angielskiego, co czyniło filozofię dostępną dla szerszego grona studentów. Jego koncepcje dotyczące wolności obywatelskich, natury cnoty i idei, że działanie jest dobre wtedy, gdy przynosi „największe szczęście największej liczbie ludzi”, ukształtowały moralny kręgosłup Smitha. Choć później polemizował z niektórymi teoriami swojego mentora (szczególnie w kwestii postrzegania interesu własnego), to właśnie w Glasgow nauczył się widzieć ekonomię i społeczeństwo jako systemy wzajemnie powiązanych działań ludzkich, napędzanych naturalnymi instynktami.
Oksford
Studia w Glasgow ukończył w 1740 roku. Otrzymał prestiżowe stypendium Snell Exhibition, a to otworzyło mu drogę do Balliol College na Uniwersytecie Oksfordzkim. Odbyta konno podróż na południe trwała kilka dni i była dla młodego Szkota zetknięciem z zupełnie inną kulturą akademicką. Oksford okazał się dla Smitha intelektualnym rozczarowaniem. W przeciwieństwie do tętniącego energią Glasgow, angielskie uniwersytety tamtego okresu były „skostniałe” i pogrążone w apatii. Smith zauważył w „Badaniach nad naturą i przyczynami bogactwa narodów”, że tamtejsi profesorowie, opłacani z bogatych dotacji niezależnych od liczby studentów, w dużej mierze porzucili nawet udawanie, że uczą.
Pobyt w Oksfordzie miał jednak pewną zaletę – skłonił Smitha do tytanicznej pracy własnej. Spędzał długie godziny w Bibliotece Bodlejańskiej, studiując literaturę francuską, włoską i angielską, a także dzieła filozoficzne, które nie mieściły się w ówczesnym kanonie. To właśnie w Oksfordzie Smith podjął lekturę dzieł Davida Hume’a, co wywołało niemały skandal. Posiadany przez niego egzemplarz „Traktatu o naturze ludzkiej”, książki uznawanej za „niebezpiecznie sceptyczną” został mu skonfiskowany. W 1746 roku, przed wygaśnięciem stypendium, Smith opuścił Oksford i wrócił do Szkocji.
Wykłady w Edynburgu
Po powrocie do domu, stanął przed dylematem zawodowym. Rodzina widziała go w roli duchownego, jednak on sam nie czuł powołania. Dzięki koneksjom matki i wsparciu lorda Kamesa, wpływowego sędziego i intelektualisty, Smith otrzymał propozycję wygłoszenia serii publicznych wykładów w Edynburgu.
Zajęcia dotyczące retoryki, literatury pięknej, a później również prawa i ekonomii politycznej, okazały się ogromnym sukcesem frekwencyjnym. Przyciągały wykształconych mieszkańców miasta, prawników i kupców, co pozwoliło Smithowi ugruntować pozycję w elicie intelektualnej Szkocji. To właśnie w tym okresie zacieśniła się przyjaźń Smitha z Davidem Hume’em, która stała się jedną z najbardziej owocnych relacji w historii zachodniej filozofii. Hume, starszy o dwanaście lat, stał się dla Smitha nie tylko mentorem, ale i najbliższym powiernikiem.
Profesura w Glasgow
Sukces edynburskich wykładów sprawił, że gdy w 1751 roku zwolniła się katedra logiki na Uniwersytecie w Glasgow, kandydatura 27-letniego Smitha została przyjęta z niemałym entuzjazmem. Już rok później, po śmierci swojego poprzednika, objął bardziej prestiżową katedrę filozofii moralnej. Następne trzynaście lat określił później jako „najbardziej użyteczny, a przez to najszczęśliwszy i najbardziej honorowy okres”.
Jako profesor Smith nie był suchym teoretykiem. Jego wykłady były żywe, pełne przykładów z życia codziennego i historii. Choć z natury nieśmiały i mający pewne wady wymowy, na katedrze stawał się charyzmatyczny, często chodząc po sali podczas mówienia, co przejął od Hutchesona.
To właśnie z tych wykładów wyrosły oba jego największe dzieła. Pierwszym z nich była wydana w 1759 roku „Teoria uczuć moralnych”. Książka ta przyniosła mu natychmiastową sławę i uznanie, nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale i na kontynencie. Smith zawarł w niej tezę, że fundamentem moralności nie jest nakaz boski ani chłodna kalkulacja użyteczności, a ludzka zdolność do współodczuwania. Wprowadził postać „bezstronnego obserwatora”, wewnętrznego sędziego, który pozwala nam oceniać własne czyny z perspektywy obiektywnej osoby trzeciej. Dzieło to udowodniło, że Adam Smith postrzegał człowieka nie jako egoistyczną jednostkę, a w kategoriach istoty społecznej, której szczęście zależy od akceptacji i dobrostanu innych.
Spotkania z Voltaire’em i fizjokratami
Uznanie z jakim spotkała się „Teorii uczuć moralnych” otworzyło przed Smithem nieoczekiwane możliwości zawodowe. Charles Townshend, późniejszy kanclerz skarbu, był pod tak wielkim wrażeniem książki, że zaproponował mu stanowisko prywatnego nauczyciela swojego pasierba, Henry’ego Scotta, trzeciego księcia Buccleuch. Oferta była zbyt lukratywna, by ją odrzucić. W 1764 roku Smith zrezygnował z katedry w Glasgow i wyruszył z młodym księciem na kontynent.
Podróż trwała niemal 3 lata i była kluczowym etapem w formowaniu się „Badań nad naturą i przyczynami bogactwa narodów”. W Genewie Smith zrealizował jedno ze swoich największych marzeń – spotkał się z Voltaire’em w jego posiadłości w Ferney.
Pobyt w Paryżu był jeszcze bardziej owocny pod względem intelektualnym. Dzięki rekomendacjom Hume’a Smith został wprowadzony na salony, gdzie poznał czołowych myślicieli tamtej epoki, w tym grupę znaną jako fizjokraci.
Opus magnum Adama Smitha
Po powrocie do Wielkiej Brytanii w 1766 roku Smith prowadził niemal pustelnicze życie, całkowicie poświęcając się pisaniu „Badań nad naturą i przyczynami bogactwa narodów”. Dzieło ukazało się 10 lat później, w samym środku politycznej burzy związanej z amerykańską wojną o niepodległość. Książka nie była jedynie podręcznikiem ekonomii, a monumentalną analizą rozwoju cywilizacji. Autor sformułował w niej kilka przełomowych koncepcji, które do dziś stanowią fundament nauk społecznych. Były to:
- podział pracy,
- idea „niewidzialnej ręki”,
- krytyka merkantylizmu.
Ostatnie lata życia
W 1778 roku Smith otrzymał nominację na stanowisko komisarza ceł w Szkocji. Nominacja ta, uzyskana częściowo dzięki wpływom księcia Buccleuch, przeniosła go do Edynburga na ostatnie dwanaście lat życia. Fakt, że autor pism przeciwko cłom i barierom handlowym został głównym poborcą tychże opłat, był często wyśmiewany przez jego przeciwników.
Adam Smith zmarł 17 lipca 1790 roku. Jako wróg korporacjonizmu i „zmowy kupców przeciwko społeczeństwu”, do końca wierzył w siłę konkurencji, ale jednocześnie podkreślał znaczenie sprawiedliwości jako „głównego filaru, na którym opiera się cała konstrukcja społeczeństwa”. Jego myśl wpłynęła na zniesienie niewolnictwa, rozwój edukacji publicznej i demokratyzację bogactwa.
Nasz autor
Artur Białek
Współpracownik National-Geographic.pl. Wcześniej związany m.in. z redakcjami regionalnymi, technologicznymi i motoryzacyjnymi. Pisał dla tytułów takich jak: „Kulisy Powiatu”, „AndroidNow” (gdzie pełnił także funkcję redaktora naczelnego) i „Bezpieczna Podróż”. Z wykształcenia jest ekonomistą, ale bardziej z przypadku niż zamiłowania. Jego największą pasją są podróże, zwłaszcza do miejsc wysokich, stromych i skalistych. Niewiele brakuje mu do zdobycia Korony Gór Polski, ale jego ambicje sięgają dalej. Lepiej niż w otoczeniu betonu i wielkopłytowej zabudowy czuje się wśród drzew i gór, które są jego największą miłością (zaraz obok ekosystemów leśnych), a obiektyw jego aparatu woli architekturę zabytkową niż nowoczesną. Najbardziej interesuje go historia współczesna, jako ta najlepiej poznana i pozostawiająca najmniej znaków zapytania. Wszystkie zwierzęta uważa za równorzędnych mieszkańców Ziemi. Zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, w „National-Geographic.pl” pisze przede wszystkim o przyrodzie i historii. Zagorzały przeciwnik betonozy. Prywatnie opiekun dwóch wspaniałych gryzoni.

