Reklama

Gwizdek kończący finał piłkarskich Mistrzostw Świata zwiastował nie tylko wygraną Hiszpanii w całym turnieju, ale również zakończenie trwającego ponad miesiąc największego w historii święta futbolu. Miniony turniej odbył się w iście amerykańskiej konwencji – od samego początku każdy element rozgrywek miał być w swojej mierze rekordowy. Największa dotychczas liczba reprezentacji przełożyła się na rekordowe zainteresowanie, które z kolei skutkowało astronomicznie wygórowanymi cenami biletów. Nic więc dziwnego, że opowiadając o tegorocznym mundialu trudno pominąć wątki poruszające komercjalizację najsłynniejszej dyscypliny sportu na świecie. Co zapamiętamy więc po amerykańskim święcie, w którym coraz mniej chodzi o piłkarskie pojedynki?

Finansowy rekord – kto zarobił na mundialu?

Choć po finale, który odbył się na MetLife Stadium (East Rutherford pod Nowym Jorkiem) pierwsze strony gazet rozpisywały się głównie o triumfie Hiszpanii, niektóre portale zaczęły zwracać uwagę na cichego, aczkolwiek wcale nie mniej zwycięskiego triumfatora. Każdy z 308 goli, które padły na tegorocznych mistrzostwach, przekładał się – rzecz jasna nie w bezpośrednim stopniu – na kolejne setki, tysiące i miliony dolarów trafiające do kieszeni FIFA. Jak podaje brytyjski magazyn „The Guardian”, organizatorzy rozgrywek zarobili na piłkarskim święcie astronomiczne i rekordowe 15 miliardów dolarów. To około dwa razy tyle, ile zarobiła odbywająca się cztery lata temu katarska impreza (już wtedy okrzyknięta najbardziej lukratywną w historii).

Złoty bilet wart fortunę

Powody finansowego sukcesu wydają się oczywiste. 104 mecze (najwięcej w mundialowej historii) przełożyły się na ponad 6,5 miliona sprzedanych biletów. Wejściówki na większość spotkań osiągały trudne do wyobrażenia kwoty. Bilety wstępu kosztowały zwykle kilka tysięcy dolarów (fakt ten skrytykował nawet środkowy obrońca reprezentacji Anglii, Marc Guéhi). FIFA po raz pierwszy czerpała również zyski nie tylko z oficjalnej sprzedaży wejściówek.

Brak odgórnych regulacji dotyczących cen biletów odsprzedawanych na rynku wtórnym przyczynił się do cenowego eldorado, w którym turniejowe karnety stały się niezwykle drogocennym towarem. Prywatne podmioty zaczęły handlować wejściówkami, a federacja sprytnie pobierała aż 15% prowizji od kupującego oraz kolejne 15% od sprzedającego przy każdej transakcji. Przy części biletów, których cena w przypadku finału przekraczała nawet 12 tys. dolarów, podatek nałożony przez FIFA znacząco wpływał na budżet organizatorów, którzy na mundialu w USA, Kanadzie i Meksyku zanotowali rekordowe wpływy.

Wysokoemisyjne mistrzostwa

W przeciwieństwie do poprzednich imprez rangi mistrzostw świata, tegoroczny mundial rozgrywany był na całym kontynencie. Ogromne odległości pomiędzy stadionami przyczyniły się do intensyfikacji ruchu lotniczego, który całkowicie zastąpił przemieszczanie się autami czy – zupełnie nierozwiniętymi na północnoamerykańskim kontynencie – pociągami. Platforma analityczna „Greenly” szacuje, że przeciętny zagraniczny kibic musiał przebyć w obie strony średnio 19 400 km, czyli o 6 400 km więcej niż wynosiła średnia podczas turnieju w Katarze. Kibice z Bośni i Hercegowiny pokonali ponad 5000 km na etapie samej fazy grupowej.

Patrząc na wzrost liczby widzów na stadionach o ok. 76% względem poprzedniej imprezy, widzimy skalę lotniczego ruchu, jaki został spowodowany Mistrzostwami Świata. Domysły znajdują odzwierciedlenie w liczbach: podstawowa prognoza emisji wyprodukowanych podczas mundialu wynosiła 7,8 miliona ton ekwiwalentu dwutlenku węgla (ponad dwukrotnie więcej niż w 2022 roku). W najczarniejszym scenariuszu ta liczba mogła jednak wzrosnąć nawet do 13,7 miliona ton CO₂e, co przewyższa roczną emisję całych państw, takich jak Islandia, Albania, Bhutan czy Malediwy.

Paradoksalna strategia

Bawić może paradoks, który dostrzeżemy, czytając klimatyczną strategię FIFA. Organizacja bowiem zapowiada zmniejszenie o połowę produkowanych emisji do 2030 roku i osiągnięcie pełnej neutralności do 2040 roku. Cele te wydają się mało realne, gdy spojrzymy na nadchodzących gospodarzy mistrzostw świata. Kolejny turniej odbędzie się na dwóch kontynentach (Europa i Afryka, bo mistrzostwa w 2030 r. organizują Hiszpania, Portugalia i Maroko), co nie wpłynie na drastyczny spadek pokonywanych odległości. Natomiast mundial w 2034 roku odbędzie się w Arabii Saudyjskiej, gdzie zbudowanie od zera kompletnie nowej infrastruktury wpłynie na zwiększenie tzw. śladu węglowego – całkowitej sumy emisji gazów cieplarnianych.

Źródła: The Guardian, BBC, The Business Standard, Forbes

Nasz autor

Olaf Kardaszewski

Absolwent Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie student magisterskiego kierunku Studiów Miejskich na tej samej uczelni. Interesuje się społecznymi i kulturowymi aspektami zmieniającego się świata, o czym chętnie pisze w swoich pracach. Współprowadzący projekt „Podziemna Warszawa” w National Geographic Polska. Uwielbia podróże, w trakcie których zawsze stara się obejrzeć mecz lokalnej drużyny piłkarskiej.
Olaf Kardaszewski
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...