Już za trzy lata może wystartować misja ku Alfa Centauri. Lot trwałby 80 tysięcy lat! Cel: znalezienie obcych
Oddalony o 4,24 roku świetlnego od Ziemi potrójny układ Alfa Centauri jest od dekad uznawany za pierwszy cel misji w odległy kosmos. Organizacja o nazwie Fermi Explorer Mission ogłosiła, że zamierza jeszcze w tym dziesięcioleciu wysłać tam niewielką sondę kosmiczną. Niestety podróż zajmie około 80 tysięcy lat, czyli 3200 pokoleń.

Latem 1950 roku Enrico Fermi – genialny fizyk, noblista, twórca pierwszego reaktora atomowego i członek Projektu Manhattan – jadł obiad w stołówce Laboratorium Los Alamos. Podczas posiłku rozmawiał z kolegami po fachu (m.in. Edwardem Tellerem, Herbertem Yorkiem i Emilem Konopinskim). Rozmowa zeszła na niedawną falę doniesień o UFO oraz na artykuł prasowy żartujący, że zniknięcia pojemników na śmieci w Nowym Jorku to sprawka kosmitów.
W pewnym momencie, po chwili milczenia, Fermi zapytał nagle: „Gdzie oni wszyscy są?” To pytanie jest punktem wyjścia tzw. paradoksu Fermiego. Wszechświat ma 13,8 mld lat i jest gargantuicznie wielki, więc zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa powinno w nim zaistnieć życie inne od ziemskiego oraz powinny powstać cywilizacje techniczne. Tylko dlaczego nie widzimy ich śladów? Właśnie na to pytanie spróbuje znaleźć odpowiedź misja Fermi Explorer, która może wystartować w kierunku najbliższego nam układu gwiezdnego już za trzy lata.
Misja za 15 milionów dolarów
Zespół przewiduje budowę niewielkiego statku kosmicznego, który na Ziemi ważyłby zaledwie 100–200 kilogramów. Najprawdopodobniej będzie on również wykorzystywał napęd elektryczny, który jest bardziej wydajny niż tradycyjne silniki wykorzystujące paliwo chemiczne.
Statek kosmiczny miałby przenosić około kilograma ładunku naukowego, a według zespołu całkowity koszt misji wyniesie mniej niż 15 milionów dolarów. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, korzyści z tej inwestycji mogą być znaczące.
Za projektem tej odważnej misji stoi organizacja non-profit założona przez współzałożycieli startupu Starcloud (firmy budującej centra danych na orbicie): Philipa Johnstona, Ezrę Feildena i Adiego Olteana, wraz z managerem programu Garretem Jamesonem, byłym oficerem Sił Powietrznych USA. Do grona doradców dołączyło kilka znanych postaci ze świata lotów kosmicznych, w tym były prezes Blue Origin Rob Meyerson oraz Matt Gialich, współzałożyciel i dyrektor generalny firmy AstroForge, zajmującej się wydobyciem surowców z planetoid.
Pierwsi nie znaczy najszybsi
– Mamy nadzieję, że będziemy zarówno pierwszymi, którzy wyruszą, jak i ostatnimi, którzy dotrą do Alfa Centauri. Nikogo z nas nie będzie już tutaj, kiedy ta podróż się zakończy i w pewnym sensie właśnie o to chodzi. O wykonanie pierwszego osiągalnego kroku i zainspirowanie przyszłych pokoleń, aby nadal przekraczały granice, które odziedziczyliśmy – powiedział Philip Johnston, współzałożyciel i prezes Fermi Explorer Mission.
Pomysłodawcom misji zależy, by idea podróży międzygwiezdnych stała się czymś realnym oraz zachęcenie większej liczby ludzi do zmierzenia się z jednym z największych pytań ludzkości, na które wciąż nie znamy odpowiedzi, gdy spoglądamy poza naszą planetę. Innymi słowy zespół planuje zmierzyć się z Paradoksem Fermiego.
Paradoks Fermiego
Według grupy zrzeszonej wokół misji Fermi Explorer, istnieją tylko trzy możliwe wyjaśnienia tego paradoksu:
- pierwsze mówi, że inteligencja podobna do ludzkiej jest we Wszechświecie rzadkością;
- drugie, że nie jest rzadka, ale inteligentne gatunki nie są w stanie przetrwać przez długi czas;
- według ostatniego wyjaśnienia inteligencja podobna ludzkiej jest we Wszechświecie powszechna i długotrwała, jednak inteligentni kosmici zazwyczaj nie ujawniają swojej obecności innym cywilizacjom. Stephen Hawking twierdził, że takie ukrywanie się przed obcymi może być dobrą odpowiedzią, bo przecież nigdy nie wiemy na jaką cywilizację możemy trafić. W końcu, nawiązując do Star Treka, marząc o spotkaniu cywilizowanych Wolkan, niestety możemy trafić na Borg.
Oczywiście wysłanie ukierunkowanej misji międzygwiezdnej nie rozwiąże paradoksu, ale dostarczy nam nowych, cennych danych.
Paradoks wyścigu relatywistycznego
Pozostaje jeden problem. Proponowana sonda z napędem elektrycznym miałaby lecieć do Alfa Centauri 80 tys. lat. W duchu tzw. Wait Equation (znanego też jako paradoks wyścigu relatywistycznego) astrofizyka Andrew Kennedy'ego można by argumentować, że przy 80 000 latach lotu i obecnym tempie postępu w napędach (elektryczne, żagle świetlne, ew. przyszłe technologie fuzji) misja na pewno nie startuje w optymalnym momencie i sonda raczej nie dotrze do Alfa Centauri pierwsza.
Źródło: Space.com
Szukasz więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.
Nasza autorka
Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka
Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką popularnonaukową. Pisze przede wszystkim o eksploracji kosmosu, astronomii i historii. Związana z Centrum Badań Kosmicznych PAN oraz magazynami portali Gazeta.pl i Wp.pl. Ambasadorka Śląskiego Festiwalu Nauki. Współautorka książek „Człowiek istota kosmiczna”, „Kosmiczne wyzwania” i „Odważ się robić wielkie rzeczy”.

