Udałem się tropem „Atlantydy Bałtyku”. Trafiłem do podziemi z zagadkowymi cylindrami
Cztery enigmatyczne, bezbarwne cylindry wypełnione cieczą znajdują się w podziemiach lokalnego muzeum w Greifswaldzie. Czy stanowią odpowiedź na odwieczne pytanie: gdzie położona była legendarna Wineta, czyli „Atlantyda Bałtyku”? Oto, co udało mi się ustalić.

Okres świąteczny to dobry moment nie tylko na siedzenie przy suto zastawionym stole z rodziną, ale też na wspólne bliższe i dalsze podróże. Nie trzeba wcale wylatywać do ciepłych krajów. Również za miedzą może być ciekawie, a czasem wręcz tajemniczo.
Tak też było w przypadku mojej wycieczki pod koniec grudnia ubiegłego roku. Celem był Greifswald, ważne miasto w Meklemburgii-Pomorzu Przednim w północnych Niemczech. Swoje kroki skierowałem najpierw do lokalnego Pommersches Landesmuseum, które opowiada historię regionu. W jego podziemiach natknąłem się na coś niezwykłego. I związanego z pasjonującą legendą.
„Atlantyda Bałtyku” – to gdzieś tutaj?
Jedna z większych archeologicznych zagadek Pomorza Przedniego dotyczy średniowiecznej legendy. Chodzi o losy Winety, czyli wielkiego i bogatego miasta, które miało w średniowieczu pochłonąć morze.
Wineta miała znajdować się na południowym wybrzeżu Morza Bałtyckiego i nie mieć sobie równych na całym Morzu Północnym i Bałtyku. Jej mieszkańcy, wraz ze wzrostem bogactwa, stawali się coraz bardziej dumni, aroganccy i bezbożni. Ich domy były zbudowane z marmuru i wyłożone złotem, a w porcie cumowały setki statków. Legenda głosi, że w sztormową listopadową noc boska sprawiedliwość dosięgła miasto, kiedy to straszna powódź zatopiła domy i ludzi; nikt nie uniknął zagłady. Bogate miasto wraz z całą jego chwałą i przepychem zostało zniszczone w ciągu kilku godzin.
Skąd czerpiemy informacje o tym miejscu? Niemiecki kronikarz Adam z Bremy w XI wieku opisywał miasto Jumne (identyfikowane z Winetą), które było największe ze wszystkich miast słowiańskich i Europy. Znajdowało się ono u ujścia Odry, na wyspie. Adam z Bremy podkreślał, że miasto było zasobne w towary nordyckich ludów.
Wszystkie wskazuje, że Wineta to to samo miejsce opisywane przez Wikingów jako Jomsborg. Trzynastowieczna Saga o Jomsvikingach opisuje to miejsce jako warownię położoną na Słowiańszczyźnie. Według tej sagi miasto miał założyć duński jarl Palnatóki. Inne źródła jako założyciela warowni wskazują Haralda Sinozębego, czyli króla Danii w drugiej połowie X wieku. Ale tak naprawdę pierwsza średniowieczna osada na Wolinie była zapewne stworzona przez Słowian
Źródła na temat tej „bałtyckiej Atlantydy” różnie opisują zaginione miasto. Według jednych mieszkali tam Słowianie i Grecy lub barbarzyńcy, a innych – wikingowie. A może opisują one to samo miejsce, tylko w różnych odstępach czasu?
Gdzie położona jest Wineta?
Powróćmy do mojej wizyty w muzeum w Greifswaldzie. Podróż przez dzieje regionu zaczynam od podziemi. Moje spojrzenie pada na cztery szklane cylindry wypełnione jakąś cieczą. Ponad nimi jest napis: „Gdzie położona była Wineta?” oraz mapka regionu Pomorza Przedniego z zaznaczonymi czterema lokalizacjami.
Od dwustu lat naukowcy debatują na temat tego, gdzie położona była „Atlantyda Bałtyku”. Przed II wojną światową niemieccy badacze bardzo chcieli udowodnić, że Jomsborg był germańsko-nordycki (a nie słowiański) i położony w rejonie dzisiejszej wyspy Wolin.
Alternatywne lokalizacje zaginionego miasta
Padały też inne propozycje położenia legendarnej wyspy. Były to miejsca znajdujące się obecnie na terenie Niemiec:
- głębiny Bałtyku na wysokości miejscowości Koserow na wyspie Uznam. W XVIII i XIX wieku wielu badaczy wierzyło, że są w morskich topielach widoczne są pozostałości murów obronnych i fundamentów budynków zatopionego miasta;
- Peenemünder Haken, położone również na wyspie Uznam. Dowodów jest niewiele, wśród nich lokalizacja na mapach z XVII wieku, ale też odkrycia w postaci dziewięciu wikińskich złotych pierścieni w latach 1906–1908;
- niedaleko Barth – małego miasteczko położonego nad Bałtykiem w Meklemburgii-Pomorzu. Wineta mogła być w obszarze polderów w okolicach tej miejscowości. Liczne znaleziska na powierzchni dowodzą gęstego osadnictwa słowiańskiego. Archeologowie podwodni znaleźli w Barther Bodden pod wodą resztki konstrukcji.
Cylindry zdradzą prawdę?
Ale jaka jest prawda? Gdzie położone było legendarne miasto? Czy cylindry wspomniane na początku mojego tekstu, które widzę, są jakimiś zabytkami wydobytymi w jednej z tych lokalizacji i postawią kropkę nad „i” w moich rozważaniach? Niestety nie.

Jak każda legenda i ta daje duże pole do interpretacji. I każdy może wybrać najbardziej pasującą odpowiedź. Cylindry są tak naprawdę wielkimi, ponad metrowymi urnami do głosowania, wypełnionymi wodą. Każdy z cylindrów symbolizuje jedno z wymienionych przeze mnie powyżej miejsc domniemanej lokalizacji Winety.
Głosowanie odbywa się z pomocą monet, które wrzuca się od góry do cylindrów. Na nich zamontowane są cyfrowe liczniki. Gdy jestem w muzeum, na miejscu pierwszym jest Peenemünder Haken z blisko 14 tysiącami głosów. Ostatnie miejsce zajmuje... Wolin z 10,6 tysiącami głosów. Mimo że obecnie naukowcy skłaniają się do tego, że legendarne miasto położone było istotnie na wyspie Wolin. I to wynika również z opisów zawartych w muzeum.
Obszerne wykopaliska potwierdzają, że żadne inne miejsce w delcie Odry nie ma tak wielu znalezisk z lat 800 do 1050. Był to okres świetności Winety. Miasto na wyspie Wolin było ogromne. Składało się z trzech części. Mieszkało tam 8 000 do 10 000 osób. Porty miały 300 metrów długości. Były zbudowane z dębowych pali. Archeolodzy znaleźli ślady mieszkańców z różnych krajów i silne wikińskie wpływy. Ale kluczowy był komponent słowiański.
Próbuję ratować sytuację i wrzucam dwie monety do cylindra „wolińskiego”. Licznik ani drgnie. Pacnięcie pojemnika nic nie daje. Czyżby był zepsuty? Na wszelki wypadek sprawdzam, wrzucając jedną monetę na rzecz niemieckiego kandydata. I w tym przypadku licznik nie rusza się. Być może więc należy wrzucać monety o wyższym nominale, bo liczy się waga i cyfra zmieni się po przekroczeniu konkretnego progu?

Walka o lokalizację legendarnej Winety/Jomsborga – jak widać – nadal się nie skończyła. Nie mam większych wątpliwości, że gdyby wystawa była eksponowana w jakimś polskim muzeum, to cylinder symbolizujący Wolin byłby wypełniony grosikami niemal po brzegi. Kto nie chciałby mieć w granicach swojego kraju reliktów po „bałtyckiej Atlantydzie”?
Archeolodzy z Wolina na tropie
W minionym roku w Wolinie rozpoczęły się wspólne badania archeologiczne Polaków i Duńczyków. W ich ramach prowadzone będą wykopaliska przez trzy sezony w latach 2025–2027.
– Jestem podekscytowany, że mamy teraz okazję zbadać archeologię miasta razem z naszymi duńskimi kolegami. Obecnie jest to jedno z największych stanowisk archeologicznych w regionie Morza Bałtyckiego, którego znaczna część nie została jeszcze zbadana. W Wolinie istnieje potencjał do znalezienia wszystkiego, od statków, po tkaniny i rzadkie towary handlowe – skomentował dr Wojciech Filipowiak z Polskiej Akademii Nauk, który poprowadzi wykopaliska w Wolinie.
Czy archeologom uda się odkryć legendarne domostwa pokryte złotem? Raczej nie, ale i tak zapowiada się fantastyczna archeologiczna przygoda. W grudniu ubiegłego roku badacze ogłosili znalezienie na Srebrnym Wzgórzu reliktów po czterech chatach i setek przedmiotów codziennego użytku z czasów średniowiecza.
To znalezisko wskazuje – zdaniem dr. Filipowiaka – że początki miasta Wolina być może nie są takie, jak do tej pory sądzono. Wcześniej uważano, że osada rozrastała się od centrum. – Teraz wygląda na to, być może w centrum miasta była ludność słowiańska – podkreśla naukowiec.
Źródła: National Geographic Polska, PAN, Nauka w Polsce PAP
Nasz autor
Szymon Zdziebłowski
Dziennikarz naukowy i podróżniczy, z wykształcenia archeolog śródziemnomorski. Przez wiele lat był związany z Serwisem Nauka w Polsce PAP. Opublikował m.in. dwa przewodniki turystyczne po Egipcie, a ostatnio – popularnonaukową książkę „Wielka Piramida. Tajemnice cudu starożytności” o największej egipskiej piramidzie. Miłośnik niewielkich, lokalnych muzeów. Uwielbia długie trasy rowerowe, szczególnie te prowadzące wzdłuż rzek. Lubi poznawać nieznane zakamarki Niemiec, zarówno na dwóch kółkach, jak i w czasie górskiego trekkingu.

