Tym statkiem wikiński władca Norwegii popłynął do Walhalli. Dawne tradycje szkutnicze są tu wciąż żywe
Na północy Norwegii, w krainie fiordów i czystej energii, gdzie powietrze jest tak czyste, że chciałoby się je jeść łyżką, znajduje się miejsce o królewskim rodowodzie. W dawnym centrum wikińskiego świata, do dziś słynącym z tradycyjnego szkutnictwa, stoi muzeum zbudowane dla jednego obiektu. Dla największego odnalezionego wikińskiego statku z IX wieku n.e.

Spis treści:
Najlepsze historie zawsze przychodzą do nas przypadkiem. Jakby czekały na chwilę dekoncentracji, by wejść w nasze życie tylnymi drzwiami. W moje życie wikingowie weszli wyrąbując otwartą bramę. Odkąd pierwszy raz przeczytałam o potężnych Waregach strzegących bizantyjskich cesarzy – ludziach, którzy pokonywali cztery tysiące kilometrów morzem, rzekami i lądem, by wstąpić do elitarnej jednostki – wiedziałam, że wikiński świat zalęgnie się w mojej głowie na dobre. Taka brawura działa na wyobraźnię.
Wojowniczy podróżnicy
Wiele lat później miałam okazję zwiedzić będącą niegdyś sercem i duszą Konstantynopola świątynię Hagia Sophia. Przy dawnych komnatach zarezerwowanych dla basileusa, przed pięknie zdobionymi drzwiami, na marmurowej balustradzie, widniały wyskrobane nożem runy. Napisy, jakie do dziś widuje się na ławkach: ten napis zrobił Halfdan. Inny napis zrobił Ari. Stałam tam, patrzyłam i wyobrażałam sobie hardych, wysokich, blondwłosych, wytatuowanych wikińskich wojów czekających, aż cesarz przebierze się w ceremonialne szaty i zasiądzie na swym miejscu w kapiącej złotem Świątyni Mądrości Bożej.

Chociaż przez lata trafiałam na wikińskie historie i artefakty w różnych miejscach świata, to lecąc do Nordfjordeid, niewielkiego miasteczka w zachodniej Norwegii, nie myślałam o wikingach zupełnie. Moje myśli zaprzątało podziemne centrum obliczeniowe i jeden z najpotężniejszych komputerów świata, którego możliwości miałam właśnie poznać. I chyba właśnie ta dekoncentracja sprawiła, że w moje życie wpłynął Myklebust, długi na 30 metrów największy znany statek wikiński, który stał się mogiłą dla wielkiego wodza.
Statek, który powstał z martwych
Przy samym nabrzeżu Nordfjordeid, w miejscu, do którego wpływają wielkie wycieczkowce, stoi nieduży, nowoczesny budynek z dwuspadowym dachem. Znajduje się w nim Sagastad, oddane w 2019 roku centrum wiedzy o epoce wikingów w zachodniej Norwegii. Główną część centrum zajmuje 30-metrowy Myklebust – wikiński statek, który powstał w martwych.
Jego współczesna historia rozpoczęła się w 1874 roku, gdy do Nordfjordeid przybył z Bergen młody archeolog Anders Lorange. Miał zbadać duży kurhan grobowy, który lokalnie nazywano „Rundehågjen” lub „Lisje Skjoratippen”. Kurhan znajduje się na farmie Myklebustgarden, gdzie dawniej było pięć takich mogił. Ten jednak okazał się wyjątkowy.
Pokazywanie elementu 1 z 4









Kurhan mierzył około 30 metrów średnicy, wznosił się w górę na 4 metry, a całość otaczała szeroka fosa. Wewnątrz znaleziono warstwę popiołu sięgającą krawędzi mogiły. Poza tym biżuterię, broń, 44 umba (wypukłe metalowe, środkowe części tarcz), celtyckie naczynie z prochami i siedem tysięcy nitów i gwoździ. Ich liczba i rozkład, w połączeniu z danymi historycznymi pozwoliły precyzyjnie odtworzyć spalony wraz z wodzem statek. Najpierw na papierze, później w rzeczywistości.
Las w Bjørkedalen
Pomysły odtworzenia statku sięgają wielu dekad wstecz. Faktyczne prace rozpoczęły się jesienią 2016 roku dzięki budowniczym z Bjørkedalen. Wioska ta słynie ze szkutnictwa już od czasów wikingów. Do dziś powstają tu tradycyjne drewniane jednostki. Legenda głosi, że las w Bjørkedalen jest szczególnie dobry do budowy łodzi. Gleba zawiera dużo oliwinu, który sosna bardzo lubi. Jest mało wiatru, dlatego drzewa rosną prosto jak struna. Sosna zwykle odwraca się za słońcem i wiatrem, a ta dolina jest ciemna i osłonięta. Ta żywa tradycja odegrała kluczową rolę w urzeczywistnieniu projektu. Jednka statek nie wyglądałby tak, gdyby nie mistrz snycerski Rolf Taraldset z Hornindal, jeden z najbardziej cenionych znawców tego tradycyjnego rzemiosła.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Statek ukończono i zwodowano wiosną 2019 roku. Jak się okazało, ma znakomite właściwości manewrowe. Grupa rekonstrukcyjna regularnie zamieszcza w mediach społecznościowych zdjęcia i filmy z podróży Myklebust. Na jednym z takich filmów współcześni wikingowie dokonali abordażu na ogromny wycieczkowiec. Natomiast w związku z sytuacją geopolityczną Grenlandii można trafić na filmy, w których Myklebust z uzbrojoną załogą płynie na odsiecz temu lodowemu siedlisku. Przypominając, że z wikingami nie należy zadzierać.
Ci, którzy nie mieli tyle szczęścia, by pływać Myklebustem, mogą przynajmniej przespacerować się po pokładzie. Usiąść w miejscu wioślarza, przymierzyć wikiński hełm i osłonić się drewnianą tarczą. Oraz zanurzyć się w myślach o złotej erze wikingów i ich potężnym władcy, być może samym królu Audbjørn, wspominanym w sagach jako ten, który zjednoczył Norwegię. W końcu trzeba było prawdziwego bohatera, by dać mu w zaświaty taki statek.
Nasza autorka
Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka
Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką popularnonaukową. Pisze przede wszystkim o eksploracji kosmosu, astronomii i historii. Związana z Centrum Badań Kosmicznych PAN oraz magazynami portali Gazeta.pl i Wp.pl. Ambasadorka Śląskiego Festiwalu Nauki. Współautorka książek „Człowiek istota kosmiczna”, „Kosmiczne wyzwania” i „Odważ się robić wielkie rzeczy”.

