Reklama

Czy tak na zagadkowych przybyszów zareagowały społeczności zamieszkujące obecną Polskę w epoce brązu, jakoś około 1725 lat p.n.e.? Czy początkowo faktycznie uznali ich za półbogów lub gigantów? Tego pewnie nigdy się nie dowiemy.

Jednak efekty działań budowlanych tej napływowej ludności tysiące lat temu były nie mniej szokujące dla archeologów, którzy natknęli się na nie w 2015 roku na Górze Zyndrama w Maszkowicach. To dzisiejsza Małopolska.

Archeologiczna biała plama?

Miejsce to było znane archeologom już dziesiątki lat wcześniej, ale nigdy nie rozpoznano najgłębszych i jednocześnie najstarszych warstw. Rozpoczęły się nowe wykopaliska, które trwają do dziś. Udało się odsłonić kamienny mur o długości kilkudziesięciu metrów. A badania geofizyczne ujawniły, że miał w sumie 200 metrów. Nie wydaje się to co prawda zbyt spektakularne, ale musimy pamiętać, że tego typu architektura pojawiła się w Polsce dopiero w okresie średniowiecza, i to w niewielkim stopniu.

Pradziejowe umocnienia składały się z reguły nasypów ziemnych i drewnianych palisad. Spójrzmy na przykład na słynną osadę w Biskupinie z VIII wieku p.n.e., czyli późniejszą od budowli z Maszkowic o cały tysiąc lat. Nadal w tym okresie preferowano prostsze i wymagające mniej nakładów pracy umocnienia z pali drewnianych.

Dlatego archeolodzy byli zaskoczeni, gdy odsłaniali coraz to dłuższy kamienny mur z okresu, w którym tego typu budowle w Polsce nie miały prawa istnieć.

Zaginiona cywilizacja w Polsce?

Fani opowieści o pradziejowych gigantach mogliby stwierdzić: a nie mówiliśmy? Coś w tych archeologicznych narracjach nie pasuje, ludzie nie byli sami tysiące lat temu. Ktoś im pomagał wznosić piramidy i Stonehenge! A może nawet i cyklopowe mury w Polsce.

Faktycznie taki przekaz byłby ekscytujący. Ktoś w rodzaju Ericha von Dänikena mógłby napisać na ten temat jeden ze swoich kolejnych bzdurnych bestsellerów. Jak nic musieli wziąć w tym udział kosmici. Gdy w 2015 roku po raz pierwszy pisałem dla Polskiej Agencji Prasowej o odkryciach archeologów w Maszkowicach w Małopolsce, sam do końca nie wierzyłem w takie znalezisko.

To wszystko było po prostu zbyt sensacyjne. Na wszelki wypadek dałem przygotowywanej depeszy nieco stonowany tytuł: Archeolodzy odkryli monumentalne konstrukcje kamienne w Karpatach. Kolejne lata wykopalisk, które trwają do teraz, przyniosły mnóstwo informacji o tajemniczych osadnikach.

Skąd przybyli giganci?

Około 1800 r. p.n.e. na północnych wybrzeżach Morza Śródziemnego zaczęto wznosić nowy rodzaj fortyfikacji kamiennych. Otaczały pierwsze ośrodki władzy na wyspach Morza Egejskiego, na Peloponezie i w Attyce. I część z tych fortyfikacji do złudzenia przypomina mury wzniesione w dzisiejszych Maszkowicach dokładnie w tym samym czasie – jakieś 3800–3700 lat temu.

Góra Zyndrama w czasie badań wykopaliskowych
Góra Zyndrama w czasie badań wykopaliskowych /Fot, www.fortecamaszkowice.pl

Z kolei najbardziej podobne naczynia ceramiczne do tych odkrywanych w Maszkowicach pochodzą z dorzecza Cisy, czyli pogranicza Węgier, Rumunii i Słowacji. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że w tak odległe rubieże Europy – aż do dzisiejszych Maszkowic – docierali ludzie znad samego Morza Śródziemnego oraz Europy Południowej. Mogła być to zatem grupa ludzi z wiosek rozsianych po różnych terenach ówczesnej Europy Południowej, łącznie ze strefą Morza Śródziemnego. Osiedlili się na około 250 lat we wzniesionej przez siebie kamiennej fortecy.

Argonauci nad Dunajcem

Tych, którzy wyruszyli znad Adriatyku setki kilometrów w głąb europejskiego interioru, można było uważać za bohaterów lub postaci niemal mityczne. Może wówczas już powstał jakiś pierwowzór mitu o Argonautach poszukujących złotego runa albo o Heraklesie i jego dwunastu pracach, w którym to przypadku również wymagane były dłuższe podróże. Czy prawdziwi podróżnicy stali się inspiracją dla tych mitycznych opowieści?

Bursztynowy praszlak

Dlaczego ci ludzie tutaj się pojawili? Czy byli misjonarzami szerzącymi jakąś wiarę? A może powód był bardziej prozaiczny? Zdaniem archeologów chodziło o zapewnienie dostępu ich zleceniodawców do niezwykłego surowca – bursztynu –i zapewne innych bogactw naturalnych niedostępnych na greckich wybrzeżach.

Rosnące w siłę elity społeczne nad Morzem Śródziemnym chciały otaczać się przedmiotami zbytku i w ten sposób wyróżniać wśród gawiedzi. Bursztyn, inaczej jantar, był najważniejszy. Jego najbardziej bogate źródło na świecie znajduje się w rejonie Bałtyku. W Odysei Homera z VIII lub VII wieku p.n.e. bursztyn wymieniany jest obok srebra czy złota jako najbardziej ceniony surowiec.

Oczywiście ten tekst pochodzi z późniejszych czasów, ale pokazuje słabość starożytnych Greków do tego surowca. „Z ponad trzech tysięcy bursztynowych znalezisk, które zostały odkryte na stanowiskach archeologicznych z epoki brązu w Grecji, bardzo wiele pochodzi z okresu, kiedy ten nowy materiał został dopiero co «odkryty» i wzbudził pierwszą fascynację, to znaczy z około 1700–1500 roku p.n.e.” – zauważa prof. Marcin Przybyła z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który bada twierdzę w Maszkowicach.

Zmasowany import bursztynu do rejonu Grecji zbiegł się w czasie z pojawieniem się nowego typu fortyfikacji kamiennych nad Morzem Śródziemnym. Były to mury wykonane z wielkich, nieobrobionych bloków, które ważyły nawet kilkaset kilogramów. Układano je co prawda bez użycia zaprawy, ale z takim kunsztem i precyzją, że były to imponujące konstrukcje. Ich przykłady znane są z lat 1800–1650 p.n.e. z obszaru rozciągającego się od wschodniego Adriatyku po Grecję.

Boski bursztyn

W Grecji uważano, że bursztyn to łzy córek boga słońca Heliosa i nimfy morskiej Okeanidy. Po tragicznej śmierci brata Faetona ich łzom nie było końca. Bogowie nie mogli znieść tych żali, dlatego zamienili kobiety w… topole. Sok wydzielany przez drzewa schnął w promieniach słońca i zamienił się właśnie w grudki bursztynu. W innej wersji mitu to rydwan słoneczny w wyniku zderzenia z ziemią miał wytworzyć bursztyn.

W II tysiącleciu p.n.e. krystalizowały się późniejsze greckie mity. Dlatego opowieść o tym, że jantar to łzy córek boga słońca Heliosa, mogła pochodzić z czasów przedpiśmiennych. Również w starożytnym Egipcie jantar uważano za łzy – tym razem samego boga słońca Ra. W słynnym grobowcu Tutanchamona znaleziono ozdobę z bursztynu, zapewne bałtyckiego, przywiezionego być może przez mykeńskie poselstwa w XIV wieku p.n.e.

Jakie znaczenie miał bursztyn w europejskim interiorze, w tym w Polsce, w epoce brązu? Zdaniem części badaczy był związany z wierzeniami, które wówczas się upowszechniły. „Archeolodzy nazywają ten nowy system wierzeń kultem solarnym, co wprost rodzi skojarzenia ze słońcem i ogniem” – opisuje w jednym z wywiadów dr Mateusz Cwaliński. W jego ocenie jantar, posiadający liczne konotacje z tą symboliką, mógł być używany jako swoisty amulet lub emblemat wiary.

To jest fragment książki Szymona Zdziebłowskiego pt. „Bogowie Polski. Szamani, megality i zapomniane słowiańskie bóstwa”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Rebis. Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.

Patronat medialny nad książką objął National Geographic Polska.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...