Reklama

Spis treści:

  1. Droga do nieuchronnego
  2. Pretekst i rzeczywistość
  3. Machina wojenna przeciwko cywilom
  4. Życie na wygnaniu

Przez dekady prawda o akcji „Wisła” była fałszowana. Dopiero po 1989 roku możliwe stało się rzetelne zbadanie wydarzeń sprzed lat. Przełomem była uchwała Senatu RP z 3 sierpnia 1990 roku, która potępiła akcję stwierdzając, że zastosowano w niej „właściwą dla systemów totalitarnych zasadę odpowiedzialności zbiorowej”. W sensie militarnym działania komunistycznych władz zakończyły się sukcesem. UPA została odcięta od zaplecza i rozbita. Jednak w sensie moralnym były wielką klęską.

Droga do nieuchronnego

Akcja „Wisła” była kulminacją procesów, które narastały przez dziesięciolecia. Ich katalizatorem stała się II wojna światowa.

Dziedzictwo nienawiści

Grunt pod przyszłą tragedię stworzyły dwa podstawowe czynniki. Po pierwsze, II Rzeczpospolita nie zdołała wypracować skutecznego modelu współistnienia z liczną mniejszością ukraińską. Po drugie, reprezentowany przez OUN radykalny nacjonalizm ukraiński rósł w siłę. Jednak to II wojna światowa zerwała wszelkie hamulce moralne. Rzeź wołyńska i czystki etniczne w Galicji Wschodniej pozostawiły w polskiej świadomości zbiorowej głęboką traumę. Obraz płonących wsi i bestialsko mordowanych cywilów stał się pożywką dla nienawiści, która po 1944 roku domagała się odwetu.

Nowe, instalowane w Polsce przez Stalina władze doskonale wyczuwały te nastroje. Komuniści, szukając legitymizacji społecznej, chętnie grali kartą narodową, czyniąc z siebie obrońców polskości przed tzw. ukraińskim faszyzmem.

Przesunięcie granic i repatriacje

Koniec wojny przyniósł drastyczną zmianę granic. Polska straciła Kresy Wschodnie. W nowej doktrynie geopolitycznej Stalina, nasz kraj miał stać się państwem jednolitym narodowo. Rozpoczął się proces wielkich przesiedleń.

W latach 1944–1946, na mocy układów między PKWN a USRR, przeprowadzono akcję wysiedleń ludności ukraińskiej z Polski do Związku Radzieckiego. Oficjalnie „dobrowolne” działania szybko przybrały formę przymusu. W tym okresie deportowano na wschód około 480 tys. osób.

Mimo ogromnej skali przesiedleń, tysiące Ukraińców, Łemków i Bojków uniknęło wywózki. Ukrywali się w lasach, fałszowali dokumenty, a nawet zmieniali wyznanie, by udowodnić swoją polskość. Co więcej, brutalność polskich sił bezpieczeństwa i wojska podczas wysiedleń napędzała poparcie dla Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), która w Bieszczadach i na Lubelszczyźnie wciąż stanowiła realną siłę militarną. Władze w Warszawie zdały sobie sprawę, że proste metody wysiedleńcze na wschód wyczerpały swoje możliwości. Potrzebne było rozwiązanie totalne.

Pretekst i rzeczywistość

W oficjalnej narracji historycznej Polski Ludowej akcja „Wisła” była przedstawiana jako reakcja spontaniczna i konieczna. Dziś jednak wiadomo, że kryła się za tym wyłącznie chłodna kalkulacja.

Śmierć generała Świerczewskiego była jedynie pretekstem

28 marca 1947 roku pod Jabłonkami zginął w zasadzce generał Karol Świerczewski. Jego śmierć wstrząsnęła ówczesną opinią publiczną. Komunistyczna propaganda natychmiast wykreowała go na męczennika sprawy narodowej, a winą za zamach obarczyła sotnie UPA.

Władze PRL przez dekady utrzymywały, że to właśnie ten akt terroru zmusił je do podjęcia radykalnych kroków w celu ochrony ludności cywilnej i likwidacji zbrojnego podziemia. Jednak współczesne badania historyczne bezlitośnie obalają tę tezę. Śmierć Świerczewskiego nie była przyczyną, a wygodnym pretekstem.

Raport Mossora

Kluczowym dowodem na to, że wysiedlenia były planowane wcześniej, jest raport generała dywizji Stefana Mossora. Dokument ten, opracowany dla Państwowej Komisji Bezpieczeństwa, powstał jeszcze przed śmiercią Świerczewskiego. Raport precyzował zamiar wysiedlenia ludności ukraińskiej na ziemie odzyskane i określał termin operacji na wiosnę 1947 roku. Co istotne, wprost definiował cel akcji, którym była „szybka asymilacja”.

W praktyce oznacza to, że komunistyczne władze nie szukały jedynie sposobu na pokonanie UPA. Ich celem było także ostateczne rozwiązanie problemu mniejszości narodowej poprzez jej rozproszenie i wynarodowienie.

Posiedzenie Biura Politycznego KC PPR

Biuro Polityczne KC PPR zebrało się zaledwie dzień po śmierci generała. W spotkaniu uczestniczyli Bolesław Bierut, Władysław Gomułka, Jakub Berman i Stanisław Radkiewicz. To w tym wąskim gronie zapadła formalna decyzja, która uruchomiła lawinę.

W drodze uchwały zadecydowano o szybkim przesiedleniu Ukraińców i rodzin mieszanych, bez tworzenia zwartych grup i na odległość przynajmniej 100 km od granicy. Nie chodziło o przeniesienie wsi A do punktu B, a o rozerwanie więzi sąsiedzkich i rodzinnych.

Machina wojenna przeciwko cywilom

Wiosną 1947 roku południowo-wschodnia Polska zamieniła się w strefę zmilitaryzowaną. Komuniści zgromadzili ogromne siły.

Struktura Grupy Operacyjnej „Wisła”

Do przeprowadzenia operacji powołano specjalną Grupę Operacyjną „Wisła”. Początkowo zakładano, że działania będą prowadzone głównie przez jednostki Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, jednak szybko uznano, że są one niewystarczające.

Trzon sił stanowiły jednostki Wojska Polskiego. W skład grupy weszły dwie z sześciu dywizji piechoty, jedna brygada i trzy bataliony KBW, a także oddziały Wojsk Ochrony Pogranicza i Milicji Obywatelskiej. Dowództwo objął gen. Stefan Mossor.

akcja wisła
Deportacja ludności ukraińskiej na zachód. fot. domena publiczna Deportacja ludności ukraińskiej na zachód. fot. domena publiczna

Kategoryzacja ludności

Operacja oficjalnie rozpoczęła się 28 kwietnia 1947 roku. Wojsko zastosowało taktykę okrążania całych rejonów i systematycznego „czyszczenia” wsi. Aby ułatwić selekcję i późniejsze represje, ludność podzielono na trzy kategorie:

  • A – osoby podejrzane o czynną współpracę z UPA, członkowie OUN, a także inteligencja ukraińska. Byli oni przeznaczeni do natychmiastowego aresztowania i osadzenia w obozie w Jaworznie;
  • B – rodziny osób z kategorii A i ci, co do których istniały podejrzenia o sprzyjanie partyzantom;
  • C – pozostała ludność ukraińska, łemkowska i bojkowska i rodziny mieszane.

Przebieg wysiedlenia

Wsie były otaczane kordonem wojska. Do domów wchodzili uzbrojeni żołnierze, dając mieszkańcom kilka godzin na spakowanie dobytku. Limit bagażu wynosił oficjalnie 25 kilogramów na osobę. Po wyjściu mieszkańców wojsko w wielu przypadkach podpalało zabudowania, by uniemożliwić powrót i pozbawić UPA zaplecza.

Kolumny wysiedleńców pędzono do punktów zbornych, zlokalizowanych przy stacjach kolejowych. Tam, w fatalnych warunkach sanitarnych, ludzie koczowali często przez wiele dni, czekając na transport.

Piekło Jaworzna

Osoby z kategorią A trafiały do COP Jaworzno, obozu przymusowej pracy utworzonego na miejscu Neu-Dachs, filii obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Nie dotyczyło to wyłącznie partyzantów złapanych z bronią w ręku, ale także zwykłych ludzi i duchownych. Ci trafili tam bez procesu.

Warunki w obozie były eksterminacyjne. Głód, epidemie tyfusu, tortury podczas przesłuchań i mordercza praca w kopalniach zbierały śmiertelne żniwo. Według oficjalnych danych, w Jaworznie zmarło 162 Ukraińców, choć liczba ta może być zaniżona.

Życie na wygnaniu

Tymczasem setki tysięcy wysiedleńców docierały do miejsca swojego przeznaczenia – na ziemie zachodnie i północne. Trafiali do województw: olsztyńskiego, koszalińskiego, szczecińskiego, wrocławskiego i gdańskiego.

Polityka władz była bezwzględna: Ukraińcy mieli zniknąć jako grupa narodowa. Wysiedleńcy nie mogli stanowić więcej niż 10% ludności w jednej miejscowości. Rodziny z jednej wsi celowo rozdzielano, wysyłając je do różnych powiatów.

Stygmatyzacja społeczna

Przesiedleńcom przydzielano zrujnowane gospodarstwa, często bez okien, drzwi i pieców, które musieli remontować własnymi siłami. Jednak gorsza od warunków materialnych była atmosfera społeczna. Lokalna administracja i mieszkańcy, w wielu przypadkach sami przesiedleni z Kresów, którzy pamiętali terror na Wołyniu, byli wrogo nastawieni wobec swoich nowych sąsiadów. Propaganda komunistyczna skutecznie utrwaliła stereotyp Ukraińca jako „banderowca”. Wysiedleńcy żyli pod stałym nadzorem UB.

Zakaz religii i kultury

Każda próba organizacji życia kulturalnego czy religijnego była traktowana jako działalność wywrotowa. Cerkiew greckokatolicka została w Polsce de facto zdelegalizowana. Jej majątek przejęło państwo lub Kościół rzymskokatolicki. Wysiedleńcy nie mieli gdzie się modlić. Często zmuszano ich do udziału w nabożeństwach łacińskich, co miało przyspieszyć polonizację. Chrzty i śluby odbywały się w obrządku rzymskokatolickim, a dzieciom w szkołach zakazywano mówić po ukraińsku.

Dopiero po „odwilży” 1956 roku restrykcje te nieco zelżały. Jednak pełna wolność wyznania i kultywowania tradycji nie wróciła aż do upadku komunizmu.

Źródło: National Geographic Polska

Nasz autor

Artur Białek

Współpracownik National-Geographic.pl. Wcześniej związany m.in. z redakcjami regionalnymi, technologicznymi i motoryzacyjnymi. Pisał dla tytułów takich jak: „Kulisy Powiatu”, „AndroidNow” (gdzie pełnił także funkcję redaktora naczelnego) i „Bezpieczna Podróż”. Z wykształcenia jest ekonomistą, ale bardziej z przypadku niż zamiłowania. Jego największą pasją są podróże, zwłaszcza do miejsc wysokich, stromych i skalistych. Niewiele brakuje mu do zdobycia Korony Gór Polski, ale jego ambicje sięgają dalej. Lepiej niż w otoczeniu betonu i wielkopłytowej zabudowy czuje się wśród drzew i gór, które są jego największą miłością (zaraz obok ekosystemów leśnych), a obiektyw jego aparatu woli architekturę zabytkową niż nowoczesną. Najbardziej interesuje go historia współczesna, jako ta najlepiej poznana i pozostawiająca najmniej znaków zapytania. Wszystkie zwierzęta uważa za równorzędnych mieszkańców Ziemi. Zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, w „National-Geographic.pl” pisze przede wszystkim o przyrodzie i historii. Zagorzały przeciwnik betonozy. Prywatnie opiekun dwóch wspaniałych gryzoni.
Reklama
Reklama
Reklama