Jakub Rybski: Oficjalnie Wolne Miasto Gdańsk zostało proklamowane 15 listopada 1920 roku. Cofnijmy się jednak o kilka-kilkanaście miesięcy. Komu najbardziej zależało na powstaniu WMG? Dlaczego ono w ogóle powstało. I w końcu, jak do tego doszło?

prof. Grzegorz Berendt: Na początek powiem, kto przyjął powstanie Wolnego Miasta Gdańska jako zło konieczne - byli to Niemcy i Polacy. Pierwsi stanowili około 95% ludności na terenie, który objęto granicami Wolnego Miasta i pragnęli pozostać w ramach Rzeszy Niemieckiej. Skądinąd tego samego pragnęli ich rodacy z innych obszarów, tym bardziej że decyzje podjęte w 1919 r. oddzieliły od Niemiec, a szczególnie jej największego landu, ważną prowincję, tj. Prusy Wschodnie. Natomiast gdańscy Polacy pragnęli zjednoczenia z Rzeczypospolita, a jej elity wiedziały, że bez dostępu do dużego portu nad Bałtykiem jej egzystencja gospodarcza będzie ułomna. Ponadto polskie elity zdawały sobie sprawę, że na Pomorzu Gdańskim dominują statystycznie Słowianie, używający w domu bądź języka polskiego, bądź kaszubskiego. Na Pomorzu Gdańskim i Kujawach funkcjonował przed I wojną światową relatywnie silny polski ruch narodowo-katolicki. Do tego zaplecza społecznego można było się odwołać, prezentując polskie aspiracje terytorialne na konferencji pokojowej w Paryżu (1919-1920 r.). Polska mogła też przywołać argumenty historyczne w postaci kilkuset lat związków Pomorza Gdańskiego z państwem polskim.

Nad kwestią niemiecko-polskiego sporu o przyszłość Pomorza Gdańskiego musieli pochylić się przywódcy państw, które wygrały I wojnę światową. Rzecznikiem interesów Polski była Francja. Z kolei Wielka Brytania nie chciała nadmiernego wzmocnienia Polski jako potencjalnego sojusznika Francji, co wpływało na jej niechętne stanowisko wobec polskich postulatów terytorialnych na pograniczu niemiecko-polskim. Wobec rywalizacji Francji i Wielkiej Brytanii kluczowe okazało się stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych. Thomas Woodrow Wilson dwukrotnie, w 1917 i 1918 r. oświadczył publicznie, że Polska musi wrócić na mapę polityczną Europy i uzyskać dostęp do Bałtyku. Głos amerykańskiego prezydenta był bardzo istotny, ponieważ to skala zaangażowania jego państwa w wielką wojnę przesądziła o przegranej tzw. państw centralnych, a szczególnie Rzeszy Niemieckiej. Stany Zjednoczone stały się także w tym czasie wielkim wierzycielem Europy. Rządy w Paryżu i w Londynie nie mogły sobie pozwolić na ignorowanie stanowiska amerykańskiego przywódcy. Ten zaś postulował uwzględnianie kryterium narodowego przy wytyczaniu nowych granic w Europie. W przypadku Gdańska wziął pod uwagę strukturę etniczną ludności oraz potrzeby Polski. Szukając rozwiązania  niemiecko-polskich sporów, wypracowano model quasi-państwowy o dużej skali autonomii, ale w którym honorowano uprawnienia ważnego sąsiada. Wobec bardzo trudnej  sytuacji militarnej, politycznej i gospodarczej, w jakiej znajdowały się w 1919 r. Niemcy i Polska, musiały one przyjąć do wiadomości ustalenia zwycięskich mocarstw. Niemcy jako przegrane, Polska zaś jako kraj walczący o przetrwanie i zależny od pomocy płynącej z Zachodu. Nie zapominajmy, że podobne rozwiązania przyjęto w układach pokojowych podpisanych w latach 1919-1923 jeszcze w stosunku do kilku obszarów.   

Wobec tego, w traktacie pokojowym z Niemcami, podpisanym 28 czerwca 1919 r., regulując sprawę przyszłych granic Rzeszy rozstrzygnięto, że u ujścia Wisły zostanie utworzone Wolne Miasto Gdańsk. Na mocy postanowienia zagwarantowano także szeroką autonomię dla miejscowej ludności oraz polskich praw do korzystania z portu gdańskiego, jak i szeroki zakres uprawnień polskiej mniejszości.

J.R.: Czy utworzenie Wolnego Miasta Gdańska było dobrą decyzją? Nie z perspektywy 1 września 1939 r., ale w kontekście realiów lat dwudziestych?

G.B.: Jeżeli wybieramy między bezkrwawym kompromisem a tragedią wojny, to rozstrzygnięcia z 1919 r. dały oczekiwany wynik. Uniknięto wtedy tragedii otwartej wojny między Niemcami i Polską o Pomorze Gdańskie. Gdańscy Niemcy uzyskali ogromną autonomię i nadal to oni decydowali o dominującej części spraw dotyczących ich małej ojczyzny. Z kolei Polska uzyskała wiele uprawnień. W ówczesnej konstelacji politycznej wykazała się dużą sprawnością dyplomatyczną. Do jej wielkich osiągnięć można zaliczyć m.in. wynegocjowanie prawa do posiadania składnicy wojskowej na półwyspie Westerplatte ze stałą załogą wojskową. Niemcy, chociaż odzyskiwały krok po kroku znaczenie na arenie międzynarodowej od 1925 r., takiego uprawnienia nie uzyskali. Musieli imać się różnych forteli, aby tworzyć formacje paramilitarne na terenie Wolnego Miasta. Dzięki uprawnieniom w porcie gdańskim Polska mogła obsługiwać swój handel morski, a jednocześnie budować port w Gdyni. Gdynia, miasto i port powstałe z polskich marzeń o wolnym dostępie do Bałtyku, okazały się gigantycznym sukcesem. Dowodem polskiej skuteczności organizacyjnej i biznesowej. Nie byłoby cudu Gdyni, gdyby nie utworzono w 1920 r. Wolnego Miasta Gdańska. W pewnym sensie niemieccy nacjonaliści strzelili sobie w stopę, bo to oni swoją arogancją skłonili stronę polską do realizacji gdyńskiej inwestycji. Pamiętajmy, że w latach trzydziestych nowoczesny polski port we wszystkich parametrach bił na głowę gdańskiego sędziwego sąsiada. Gdyby uwzględniać tylko lata 1920-1925, to utworzenie Wolnego Miasta było w większym stopniu wygraną niemieckiej większości na tym obszarze, natomiast w dalszej perspektywie ta większość wykopała sobie gospodarczy grób. Przed szybkim zgonem chroniłaby je tylko ewentualna łaskawość Polski, kierującej część ruchu handlowego nad Motławę, i dotacje z Rzeszy. Ale byt zależny od cudzej łaskiej trudno nazwać sukcesem.

J.R.: Czy Wolne Miasto Gdańsk rzeczywiście było „wolne”?

G.B.: Traktat pokojowy z Niemcami podpisany w Wersalu 28 czerwca 1919 r. zawierał tekst paktu Ligi Narodów. Ta nowa instytucja międzynarodowa została zobowiązana do nadzorowania funkcjonowania Wolnego Miasta Gdańska. I formalnie czyniła to do końca sierpnia 1939 r.  To Liga Narodów zatwierdziła tekst konstytucji Wolnego Miasta, po tym, jak wniosła szereg uwag do pierwotnego gdańskiego projektu. Ona była także gwarantem integralności terytorialnej Wolnego Miasta. Obywatele Wolnego Miasta Gdańska mogli wnosić do Ligii Narodów skargi na postępowanie, czy to władz RP wobec WM, czy też lokalnych władz. Skądinąd czynili to tak w latach dwudziestych jak i trzydziestych.

Polskie uprawnienia ujęte w traktacie wersalskim jak i umowach polsko-gdańskich ograniczały swobodę działań władz Wolnego Miasta. Można podać przykłady rozwiązań, które sprawiły, że  nie możemy uważać Wolnego Miasta za suwerenne państwo. Do nich należały m.in. przynależność do polskiego obszaru celnego, reprezentowanie WM na arenie międzynarodowej przez polskie placówki dyplomatyczne, konieczność tolerowania placówek Poczty Polskiej, czy wspólny zarząd portu gdańskiego przez radę tworzoną przez reprezentantów RP i WM.

Wprawdzie niemieccy nacjonaliści buńczucznie pokrzykiwali przeciwko polskiej aktywności w Gdańsku, utrudniali różnymi sposobami wzrost jej zakresu, ale jednocześnie nie zapominali, że bez polskiego zaplecza surowcowo-konsumenckiego, które obsługiwały gdańskie firmy, Wolne Miasto czekałby błyskawiczny upadek, a w najlepszym razie nędzna wegetacja. Gdańsk kwitnie przy Polsce i dzięki Polsce. Gdańsk marnieje, kiedy odwraca się plecami do Rzeczpospolitej. Wiedzieli o tym nawet najbardziej zapiekli niemieccy nacjonaliści, odpowiadający za sprawy publiczne. I świadomość tego faktu oddziaływała na ich czyny.

Pod względem gospodarczym WM na pewno nie było „wolne”. Jego byt zależał od Polski. Była to gorzka pigułka, którą lokalni niemieccy nacjonaliści musieli przełykać każdego dnia przez kilkanaście lat.

J.R.: Jak wyglądało życie zwykłych ludzi, mieszkających w WMG?  Jak żyła polska mniejszość i niemiecka większość? Na ile zwykłych ludzi interesowała wielka polityka?

G.B.: W latach 1919-1933 Wolne Miasto Gdańsk funkcjonowało na podstawie zapisów umów międzypaństwowych, gdańsko-polskich umów dwustronnych, własnej konstytucji i praw stanowionych przez lokalne władze. Funkcjonowała zasada rządów parlamentarno-gabinetowych. Skład polityczny władz wyłaniano w drodze demokratycznych wyborów. To dawało niemieckiej większości możliwość dominowania w instytucjach publicznych. Z drugiej strony polska mniejszość była bardzo aktywna i widoczna w przestrzeni publicznej. Osób przyznających się do polskości było początkowo niewiele, bo nie więcej niż 5% (1919 r.). Z czasem pojawili się jednak liczni migranci ekonomiczni i pracownicy polskich instytucji państwowych oraz firm. Dzięki napływowi obywateli RP, polska mniejszość w Gdańsku wzrosła do końca lat dwudziestych do około 35 tys. osób, stanowiąc około 9% ludności. Niemcy różnych wyznań byli aktywni na wielu polach. Tak samo Polacy i polscy obywatele. Na co dzień byli skoncentrowani na sprawach zawodowych i życiu prywatnym, ale żyjąc na styku polskich i niemieckich aspiracji terytorialnych nie mogli udawać, że one ich nie dotyczą. Tym bardziej, że o ich poparcie zabiegali zarówno niemieccy jak polscy liderzy. Powracającym elementem lokalnej codzienności były trudności gospodarcze, generujące m.in. bezrobocie. Przyjęło ono największe rozmiary w latach 1931-1932, gdy bez pracy pozostawało około 40 tys. osób (10% całej populacji). Innym czynnikiem były duże migracje.  Na terenie Wolnego Miasta Gdańska pojawiło się po 1919 r. kilkadziesiąt tysięcy migrantów z ziem polskich, Niemiec i innych krajów. Po 1933 r. kilkadziesiąt tysięcy osób wyjechało z tego obszaru z powodu bezrobocia i narastającej agresji narodowych socjalistów, kierowanej przeciwko niemieckim opozycjonistom, Żydom i Polakom. O ile w latach dwudziestych głównym powodem migracji była ekonomia, to po 1933 r. polityka generowana przez NSDAP. Nie sposób było nie interesować się polityką, skoro wpływała ona na codzienne życie całej ludności. W końcu totalne państwo nazistów stawiało sobie za cel ingerencję w każdą sferę życia obywateli i innych osób, pozostających na terenie kontrolowanym przez agendy NSDAP.

J.R.: Co nam zostało po Wolnym Mieście?

G.B.: Pokolenie wykształcone przed 1989 r. na podstawie przekazu szkolnego i medialnego,  pamięta Wolne Miasto Gdańsk jako przestrzeń silnej aktywności narodowej polskiej mniejszości i przestrzeń, która posłużyła Hitlerowi za pretekst do zaatakowania Polski. Żądanie ponownego włączenia obszaru Wolnego Miasta Gdańska w granice Rzeszy było przecież stałym elementem żądań wysuwanych od 24 października 1938 r. przez Hitlera, który 1 września 1939 r. dokonał jednostronnie inkorporacji tego terenu do Niemiec.

Pokolenie ukształtowane po 1989 r. ma nieco wyidealizowane wyobrażenie o realiach Wolnego Miasta jako przestrzeni barwnej swoją wieloetnicznością i wielokulturowością. Niewiele wie o licznych kwestiach. Na przykład o ostrych konfliktach politycznych w środowisku niemieckiej większości. Ludzie lewicy i prawicy walczyli ze sobą zaciekle tak na forum gdańskiego parlamentu jak i na ulicach. Zdesperowani obywatele popierali ekstremistów, co finalnie doprowadziło do gigantycznej tragedii. Kilkadziesiąt tysięcy dorosłych obywateli Wolnego Miasta poszło za Hitlerem w szeregach NSDAP i kolejne dziesiątki tysięcy w szeregach różnych organizacyjnych przybudówek tej partii. Wpadli w ideologiczny amok. Najpierw zapłacili za to niemieccy dysydenci, Żydzi i Polacy, represjonowani, rabowani i mordowani przez część niemieckich znazyfikowanych sąsiadów. Później odpowiedzieli za to wszyscy lokalni Niemcy, tak winni jak i niewinni.

Wiele osób zdaje sobie też sprawę, ile hartu ducha wymagało trwanie przy polskości w Gdańsku przez cały okres 1919-1939. Polacy nie byli zbiorowością afirmowaną, lecz ledwie tolerowaną.  Niemieccy nacjonaliści przyjmowali polską obecność tylko z powodu uwarunkowań wielkiej polityki i konieczności gospodarczej. Liderzy niemieckiej większości jak i większość niemieckiego elektoratu nie wylewali łez, gdy Polacy i Żydzi zniknęli z gdańskiego krajobrazu po 1 września 1939 r. Skwapliwie zajęli ich mieszkania, domy, meble i inne składowe majątku prywatnego oraz państwowego. Nie  rozpaczano z powodu zniknięcia polskich szyldów i znaków z przestrzeni publicznej. Szybko i radyklanie wymazywano ślady nieniemieckości z przestrzeni publicznej. Być może to jest jeden z powodów tego, że spod starej farby na fasadach gdańskich i sopockich kamienic wyglądają dziś niekiedy tylko niemieckie napisy, a nie te, świadczące o polskich i żydowskich właścicielach.   

To, jakie skutki przynosi ekstremizm polityczny, ale też obojętność ludzi zamożnych wobec niedoli tzw. zwykłych ludzi jest nauką, którą powinniśmy wynieść z opowieści o Wolnym Mieście Gdańsku.

J. R.: Czy Polska w takim razie w ogóle potrzebowała Gdańska?

G.B.: W roku 1919 r. i  kolejnych latach Polska potrzebowała dostępu do morskiego portu w Gdańsku jak przysłowiowa kania dżdżu. Od początku lat trzydziestych Rzeczpospolita była już gospodarczo całkowicie niezależna od Wolnego Miasta Gdańska. Ale elementem polskiej polityki zagranicznej, polskiej racji stanu w dwudziestoleciu międzywojennym była obrona status quo wywalczonego i wynegocjowanego w latach 1919-1921. W kontekście gdańskim, Polska chciała tylko tyle i aż tyle. Rzeczpospolita miała zobowiązania wobec mniejszości polskiej w Gdańsku. A mogła jej łatwiej pomagać w ramach statusu prawnego Wolnego Miasta niż, gdyby teren ten stał się częścią Rzeszy. Poza tym nie było w polskim interesie ułatwianie Niemcom zwiększania ich potencjału o zasoby ludzkie i gospodarcze Wolnego Miasta. Gdyby Polska zgodziła się na przyłączenie Wolnego Miasta Gdańska do Rzeszy, niemiecka armia (Reichswehra, a później Wehrmacht) uzyskałaby na tym terenie dodatkowe możliwości otwartego działania, a to na pewno również nie leżało w polskim interesie.    

To przywódca państwa niemieckiego – Adolf Hitler – zdecydował, że kompromis wynegocjowany w 1919 r. został zaprzepaszczony. Bez wątpienia uzyskał w tej sprawie poparcie dziesiątków milionów Niemców. Gdyby nie jego agresywna, aneksjonistyczna polityka, witana z aplauzem przez większość niemieckiego społeczeństwa w Rzeszy i w Wolnym Mieście, gdańskie status quo mogłoby się utrzymać. To nie Polska dążyła do zniszczenia go, chociaż bardzo łatwo mogła to uczynić w latach 1921-1933, kiedy jej potencjał militarny kilkakrotnie przewyższał niemieckie zdolności obronne. Gdyby po raz kolejny nie zbudziła się „germańska furia”, Wolne Miasto Gdańsk cichutko egzystowałoby sobie w cieniu piękniejącej i rosnącej z każdym rokiem Gdyni. Paradoksalnie upadek Wolnego Miasta Gdańska wyznaczył granice rozwoju Gdyni poprzez powrót Gdańska do pozycji jednego z największych miast Rzeczypospolitej.

 

Zdjęcia dzięki uprzejmości Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku