Eugene Kontorovich, dyrektor wydziału prawa międzynarodowego w usytuowanym w Jerozolimie think tanku Kohelet Policy Forum przekonuje, że oskarżenia o apartheid nie mają zastosowania już przez sam fakt, że Palestyńczycy mają własny rząd. Raport B’Tselem Kontorovich nazywa „szokująco słabym, nieuczciwym i wprowadzającym w błąd”.

Kohelet Policy Forum to, w opinii gazety „Haaretz” szara eminencja izraelskiej polityki od lat sterująca pracami Knesetu (parlamentu) pisząca prawo z „tylnego siedzenia” i jeden z najbardziej wpływowych graczy na scenie politycznej tego kraju.

Kontorovich jest zdania, że posługując się słowem „apartheid” B’Tselem nie tyle chce wskazać na podobieństwo z dawnym opresyjnym wobec czarnoskórych systemem polityczno-społecznym RPA, co używa terminu bo jest on szczególnie emocjonalnie odbierany w Stanach Zjednoczonych i krajach Zachodniej Europy. El-Ad broni prawa do użycia słowa „apartheid” tłumacząc to niedawnymi wydarzeniami. 

Pierwsze z nich to kontrowersyjny zapis w prawie z 2018 roku w którym Izrael został zdefiniowany jako “narodowe państwo Żydów”. Miało to, w ocenie krytyków, sformalizować powszechną dyskryminację Palestyńczyków jako obywateli drugiej kategorii. Drugim impulsem było ogłoszenie przez Izrael w 2019 roku zamiaru włączenia do własnego terytorium 1/3 okupowanych terenów Zachodniego Brzegu gdzie żyje pół miliona izraelskich osiedleńców.

Decyzję wstrzymano, tymczasowo, w ramach porozumień normalizujących stosunki ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Według B’Tselem granice między Zachodnim Brzegiem a Izraelem są, szczególnie dla mieszkańców żydowskich osiedli, jedynie oznaczeniami na mapie bez większego znaczenia (mogą podróżować w obie strony bez problemów, Palestyńczycy muszą mieć zgodę z Izraela).

- Czy ponad pół wieku to zbyt mało by zrozumieć trwałość izraelskiej kontroli nad terytoriami okupowanymi? Ludzie powinni w końcu się obudzić i zacząć używać określeń opisujących rzeczywistość – „Times of Israel” cytuje dyrektora B’Tselem.​