Cesarz Neron miał biegaczy do noszenia wiader ze śniegiem. Smakował go z miodem i winem. Co powiedziałby na lody z ośmiornicy? A może wybrałby te o smaku kiszonej papryczki jalapeño?

Epoka lod(owc)owa

Legendy głoszą, że cesarz Neron rozstawił najszybszych biegaczy wzdłuż drogi prowadzącej z Rzymu w góry. Przekazywali oni sobie z rąk do rąk wiadra pełne śniegu. Mieszano go z miodem i winem, posypywano świeżymi owocami – tworząc pierwsze wersje sorbetu. W lecie najbliżej Rzymu lód i śnieg można zebrać z lodowca Corno Grande w Apeninach. Niewolnicy mieli do przebiegnięcia 150 km. Skrzydeł zapewne dodawał im strach – wszyscy wiedzieli, czym może się skończyć gniew cesarza.

Uważa się, że pierwsze mrożone desery – miska śniegu polanego sokiem z winogron – podawano w Persji już czterysta lat przed naszą erą. Z czasem wzbogacono je o różaną wodę i szafran. Ale to Chińczycy odkryli, że sól zmieszana z lodem mrozi zawartość pojemników. I to oni zrobili pierwsze lody z kumysu (sfermentowanego mlecznego alkoholu), mąki użytej jako zagęszczacza i kamfory.
 

Wanna pełna lodów

Podobno receptę na lody przywiózł do Europy Marco Polo. Jednak dopiero kilka wieków później lody i sorbety stały się przebojem arystokratycznych stołów. Receptury były przekazywane w posagu, a królowie obdarzali nadwornych lodziarzy dożywotnimi zaszczytami.

 1686 r. sorbety podawane w porcelanowych miseczkach robiły furorę w pierwszej kawiarni Paryża – Café Procope. Trzydzieści dwa lata później przepisy na lody były już publikowane w brytyjskich książkach kucharskich. Potrzebne były cynowe pojemniki do zamrażania i znana już nam mieszanka lodu i soli, a także wanna, w której odbywa się mrożenie. Przepis sugeruje użycie słodkiej lub kwaśnej śmietany, a do nich: czereśni, malin, porzeczek albo truskawek.

Lody szturmem zdobyły również Nowy Świat. W XX w. były tak popularne, że – jak pisze Anne Fadiman w świetnym eseju o lodach  – komisarz Ellis Island rozkazał, by wchodziły w skład pierwszego posiłku imigrantów z Europy.