Wakacyjna ziemia obiecana warta jest oczywiście każdych pieniędzy. Ale czyż nie przyjemniej jest zobaczyć więcej za mniej?

Pierwszy dzień w Tel Awiwie był szokiem. Nie, nie kulturowym, ale cenowym. Hotel za 700 szekli za dwójkę (ok. 570 zł). Małe piwo w knajpce na morzem 25 szekli (ok. 20 zł). Najtańsze jedzenie w pobliskiej restauracji 70 (ok. 57 zł). Wcześniej sporo podróżowałam po Bliskim Wschodzie, byłam u wszystkich sąsiadów Izraela. I wszędzie było bajecznie tanio. Dlaczego nikt nie powiedział mi, że tu będzie drożej? O tyle drożej!
Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Szybko nauczyłam się kombinować. Jadłam w ulicznych knajpkach, kupowałam na targach, spałam w prywatnych kwaterach i u znajomych. Zobaczyłam Izrael takim, jakim jest naprawdę. Dla wielu Polaków Izrael to tylko miejsca pielgrzymkowe (i wtedy pewnie jest tanie). Ja przekonałam się, że ma podróżnikom znacznie więcej do zaoferowania. Tel Awiw-Jafa to taki bliskowschodni Nowy Jork, nowoczesny, tętniący życiem. Z kolei Jerozolima jest miastem bardzo religijnym. Dzielnica Mea Szerim jest jak sztetl żywcem przeniesiony z XIX-wiecznej Polski czy Rosji. Zaś samo stare miasto to żydowsko-muzułmańsko-chrześcijańskie multi-kulti. Jedyne takie na świecie! No i Autonomia Palestyńska. Arabska, dumna, gościnna.
Pierwsze finansowe przerażenie okazało się na wyrost, nie wyszło tak drogo. Co nie przeszkodziło mi uczestniczyć (trochę przez przypadek) w telawiwskim marszu oburzonych. Oni protestowali przeciwko absurdalnie wysokim cenom mieszkań w Tel Awiwie. Ja przeciw cenom hoteli. Swoją drogą, możecie sprawdzić na miejscu, czy coś wskóraliśmy?

INFO IZRAEL I AUTONOMIA PALESTYŃSKA
Stolica: Jerozolima, stolica Autonomii – Ramallah.
Powierzchnia: 21 tys. km2, Autonomii – 6,2 tys. km2.
Ludność: 7,6 mln, Autonomii – 5,1 mln.
Religie: judaizm, islam.
Języki: hebrajski, arabski (urzędowe), a także rosyjski.
Waluta: nowy szekel; 1 NIS = 0,81 zł.
 

6 sposobów na tani Izrael
1. Jedz na ulicy
Izrael słynie z rewelacyjnych fast foodów, które tak naprawdę są slow foodem. Przygotowywane są ze świeżych lokalnych składników… I to z całym ceremoniałem! Na przykład sabich z ulicznej knajpki przy ul. Tchernihovskiego w Tel Awiwie. Miejsce poleciła mi naczelna izraelskiego NG Daphne Raz. Nie wspomniała tylko, że układanie szczypczykami w chlebku pita plastrów smażonego bakłażana, papryczek chili, mięty, posiekanego gotowanego jajka będzie trwało z kwadrans. Efekt był jednak powalający! I to już za 17 zł. Najpopularniejszym daniem Izraela jest jednak falafel (ok. 10 zł). Miejscowi doskonale wiedzą, gdzie są te najlepsze, i przechodząc np. koło punktów sieci Gina lub Falafel Hakosem (ul. Shlomo Hamelech 1, Tel Awiw-Jafa), robią się od razu głodni. 

2. Śpij w arabskich hostelach
I to niezależnie, czy jesteś w Autonomii Palestyńskiej czy w Izraelu. Są równie wygodne i czyste, za to nawet o połowę tańsze. Najlepiej widać to w Jerozolimie, a dokładnie w muzułmańskiej i żydowskiej części starego miasta. Polecam Hebron (8 Aqabat At-Takiya, ok. 250 zł za dwójkę) w samym sercu starówki. W Tel Awiwie najlepiej nocować u znajomych (najtańsze hotele są w cenach naszych sheratonów, a znajomych będziecie mieli po pierwszym wieczorze). W chrześcijańskim w większości Nazarecie tanio prześpimy się u zakonnic (ale wtedy zapomnijmy o szaleństwach). Nieco drożej, za to z klimatem – w Fauzi Azar Hostel (hostel w 200-letnim pałacu powstał we współpracy arabsko-żydowskiej, a to lubimy! www. fauziazarinn.com). Sama wybrałam nocleg u rodziny lokalnych Arabów – chrześcijan (ok. 200 zł za oddzielny pokój z łazienką). I cały czas zastanawiałam się, czy nie są aby dalekimi krewnymi Jezusa.

3. Patrz w kalendarz
Transport w Izraelu jest – o dziwo!  – tani. Przejazdy między najważniejszymi miastami kraju kosztuje od kilku do góra kilkudziesięciu złotych. Do wyboru przede wszystkim  autobusy (często z wi-fi !) oraz minibusy, zwane tu sherut taxi.  Środki transportu także można podzielić na żydowskie i arabskie.  Czy to ważne? W piątki i soboty – tak. Żydowskie autobusy (czyli także publiczne) przestają jeździć w piątki po południu, by ruszyć następnego dnia po zmierzchu. Arabskie nie wyjeżdżają natomiast w muzułmańskie święta religijne. W czasie mojego pobytu jedno i drugie przypadło tego samego dnia. I utknęłam w miejscu, które można nazwać „nowhere”. Podobne zasady obowiązują w przypadku sklepów, punktów usługowych, knajpek. I tylko wyluzowany Tel Awiw niewiele robi sobie z religijnych nakazów. To wtedy nadmorskie kluby przeżywają największe oblężenie.

4. Chodź z nami
Jeśli jednak oszczędzasz nawet na transporcie, mamy dla ciebie dobrą wiadomość. Przez największe atrakcje Izraela prowadzi Israel National Trail (heb. Shvil Yisra'el) www.israelnationaltrail.com, patrz mapa. Pieszy szlak liczy aż 940 km, bo choć Izrael jest niewielki (dla porównania  mniejszy od województwa mazowieckiego), za to naprawdę długi.  INT oznaczony jest trzema paskami w kolorze pomarańczowym, niebieskim i białym, dzięki którym łatwo też zorientować się, po której stronie mamy pustynię, a po której morze. Wzdłuż INT znajduje się sporo tanich hosteli i przyjaznych piechurom domów. Trasa jest popularna zwłaszcza wśród młodych Izraelczyków. Przejście całej zajmuje koło 45 dni, choć oczywiście można wybrać się tylko na jej część.   Druga popularna trasa to Jesus Trail, czyli szlak Jezusa, jesustrail.com). Ten liczy 65 km i prowadzi z Nazaretu do Kafarnaum. Tu również sporo jest tanich noclegów i knajpek.

5. Wstąp do kibucu
Mnie się co prawda nie udało  (to właśnie wtedy utknęłam  w miejscowości „nowhere”), ale ponoć  jest to bardzo ciekawe doświadczenie.  Lepiej się pospieszyć, bo dzisiejsze  kibuce, czyli żydowskie spółdzielcze gospodarstwa rolne, szybko się zmieniają i coraz mniej przypominają te zakładane  w latach 30. i 40. Własność prywatna jest  na porządku dziennym, także dzieci mieszkają już z rodzicami. Kibuce prowadzą normalną działalność gospodarczą, np. winnice, a nawet spa. Ale noclegi są tu dla przyjezdnych bardzo tanie, a jedzenie niemal za darmo. Więcej: www.kibbutz.org.il

 


 


6. Zanurz się w przyjemnościach
Z trzech izraelskich mórz  – Śródziemnego, Martwego i Czerwonego  – najtaniej wychodzi pobyt nad  tym pierwszym. Nieco drożej jest nad drugim  (za to dochodzą dodatkowe atrakcje  – unoszenie się na powierzchni wody  i taplanie w drogocennym błocie), natomiast nawet krótki pobyt nad trzecim dla zwykłego śmiertelnika oznacza bankructwo. Eilat,  czyli główny izraelski kurort, jest nie tylko drogi, ale też koszmarnie brzydki. W Morzu Czerwonym lepiej więc popływać w czasie pobytu w Egipcie lub Jordanii. A w Izraelu postawić na czwarte „morze”, czyli Jezioro Galilejskie. A przy okazji wstąpić do Kany  i napić się wina. Skoro już o trunkach mowa. Izraelskie wina są tanie i bardzo dobre.  W sklepie można dostać butelkę zacnego sziraza już za 25 zł. Lechaim!

Uwaga na pieczątki!
Podróżując po Bliskim Wschodzie, musisz uważać, co masz w paszporcie.
Izraelska pieczątka w paszporcie uniemożliwia lub utrudnia wjazd do wielu krajów muzułmańskich, w tym sąsiedniej Syrii i Libanu. Zaplanuj więc podróż tak, by odwiedzić je wcześniej. Wjeżdżając do Izraela, możesz też poprosić pogranicznika  o niewbijanie stempla (wytłumacz, że jesteś podróżnikiem i jeździsz po Bliskim Wschodzie). To samo musisz zrobić podczas wyjazdu z tego kraju. Urzędnik nie ma obowiązku cię posłuchać, ale istnieje duża szansa, że nie zechce ci robić problemu. W moim przypadku zadziałało – dostałem pieczątkę na oddzielnej kartce, którą  w czasie pobytu w Izraelu miałem włożoną do paszportu. Uwaga: podobny problem mogą mieć osoby, które po pobycie w Egipcie lub w Jordanii pojechały do Izraela. Nawet jeśli unikną pieczęci izraelskiej, kłopotów narobi im egipski lub jordański stempel przekroczenia granicy lądowej. Powód? Każdy celnik się domyśli, że oznacza on pobyt w państwie żydowskim. 
A jak jest w drugą stronę? – Pieczątka kraju arabskiego nie uniemożliwia wjazdu do naszego kraju – zapewniono mnie przed wyjazdem do Tel Awiwu w warszawskiej ambasadzie Izraela. Ale nie dodano, jaka męka mnie czeka! Miałem bowiem w paszporcie wizę sudańską, przez co przez kilka godzin byłem maglowany na granicy. Wypytywano mnie dosłownie o wszystko, a rozmowa  z urzędnikami momentami przypominała upokarzające przesłuchanie! Drobiazgowa jest zwłaszcza ochrona w izraelskich liniach lotniczych El Al. Jeśli już spotka nas rozmowa  z izraelskimi urzędnikami granicznymi, mówmy tylko prawdę! Są wścibscy, ale uczciwi i rozsądni.
Kraje, do których nie wjedziesz z izraelską pieczątką w paszporcie: Syria, liban, Iran, Irak, Arabia Saudyjska, Libia, Jemen, Sudan, Kuwejt, Pakistan
Kraje, do których wjazd z izraelską pieczątką może być utrudniony: Bahrajn, Katar, zjednoczone Emiraty Arabskie, Oman
Kraje, do których wjedziesz bez problemu: Maroko, Tunezja, Egipt, Turcja, Jordania