Do tego zamku w Polsce płynie się promem. Podobno ukryto w nim skarb Inków
Do zamku Tropsztyn można dopłynąć darmowym promem przez Jezioro Czchowskie. Średniowieczna warownia nad Dunajcem przyciąga jednak nie tylko widokami – według legendy w jej podziemiach ukryto skarb Inków, którego strzeże tajemnicza klątwa.

Spis treści:
- Zamek Tropsztyn. Darmowym promem przez Jezioro Czchowskie
- Historia zamku Tropsztyn. Warownia opanowana przez zbójników
- Czy w zamku Tropsztyn ukryto skarb Inków?
- Klątwa inkaskiego skarbu
- Zwiedzanie zamku Tropsztyn. Sala tortur, lochy i widoki z wieży
- Jak zaplanować podróż na zamek Tropsztyn
Na prom? – pyta mnie szczupły blondyn. Moja mama by powiedziała, że dobrze mu z oczu patrzy, i to mi wystarczy. Innej drogi na zamek nie planowałam. Promem po Jeziorze Czchowskim płynie się najlepiej. Lubię to miejsce utworzone na wodach Dunajca, który rozlewa się tutaj szeroko i tajemniczo. W zaroślach pełno zastygłych w medytacji czapli i kormoranów, jest cicho.
Zamek Tropsztyn – jeden z najstarszych zamków w Polsce – choć do połowy ukryty na cyplu jeziora wśród koron drzew, odsłania się stąd filmowo, powoli. Kręcę się przy brzegu we wsi Tropie, patrząc na powiewającą z surowej baszty biało-czerwoną flagę, i zastanawiam się, jak wyglądała ta warownia w XIII w., kiedy pojawiły się o niej pierwsze wzmianki, pełne awantur i pogmatwanych losów.
Zamek Tropsztyn. Darmowym promem przez Jezioro Czchowskie
Czy zbudował ją rycerz Dobrosław, czy też zbójnik znad Renu, Gerard, jak mówią niektóre źródła – nie rozstrzygnę. Dobrze jednak to przemyślał, stawiając konstrukcję otoczoną murami z piaskowca na stromym wzniesieniu, w miejscu oblanym wodami Dunajca, przy ważnych szlakach handlowych. Jak wyczytałam w przewodnikach, warownia miała grube mury, bramę, zwodzony most i ganki strzelnicze dla lepszej ochrony. Świetnie było z niej widać okolicę. – No to proszę wsiadać – przerywa moje rozmyślania przewoźnik.
Prom ma drewniane klepki na podłodze, jest cichy i powolny. Kursuje codziennie, co 15 min, a rejs jest darmowy. Siedzę na ławce z twarzą wystawioną do zamku i daję się zaczarować rytmowi fal. Zwalniam, ucicha gonitwa myśli, czuję wiatr na policzkach. Taka podróż to doskonały wstęp do mrocznych opowieści z czasów, kiedy trzeba było strzec lądowych i wodnych szlaków.
Historia zamku Tropsztyn. Warownia opanowana przez zbójników
Nic tak nie rozpala wyobraźni jak zbójecka przeszłość. W XVI w. mieszkający na nim burgrabiowie, próbując przejąć tu kontrolę, łupili i napadali na kupców spływających Dunajcem tratwami. Proceder trwał do czasu, kiedy sąsiedzi z Rożnowa najechali twierdzę, wypędzili zbójników i zrujnowali warownię. Jej pozostałości przez lata zamieszkiwały ptaki, a miejsce obrastało legendami.
Wyskakuję na brzegu w Wytrzyszczce, kupuję kawę w barze Bistro Prom i siadam z widokiem na Dunajec. Patrzę na mury zamku, które opowiadają swoje sekrety najchętniej po zmroku. A mówią o skarbie Inków i klątwie kapłanów.

Czy w zamku Tropsztyn ukryto skarb Inków?
Z Inkami było tak, a przynajmniej tak mówią księgi i miejscowi. Sebastian, potomek węgierskiego rodu Berzewiczych (którzy władali sąsiednim Zamkiem Dunajec w Niedzicy), w XVIII w. wyjechał do Peru, gdzie ożenił się z inkaską arystokratką. Po latach uciekł przed Hiszpanami do Europy wraz z córką Uminą, jej mężem i częścią królewskiego majątku. Szukając schronienia, zamieszkali w zamku w Niedzicy. Umina została tam zasztyletowana, więc ocalali uciekli dalej, zmienili tożsamość i przepadli. A skarb? Nie mam wątpliwości, że gdybym miała coś cennego, ukryłabym to w podziemiach Tropsztyna albo najlepiej na dnie Dunajca. Legenda, która do dziś rozpala wyobraźnię poszukiwaczy, nie wzięła się znikąd. W inkaskim piśmie węzełkowym (kipu), odnalezionym w 1946 r. w Niedzicy, miała kryć się informacja, że część skarbu i dokumenty ukryto właśnie w Tropsztynie.
Klątwa inkaskiego skarbu
A klątwa? Podobno zabiera tych, którzy szukają złota. Tak było z jednym z potomków rodu Berzewiczych, który próbował zgłębić tajemnicę – zginął w tragicznym wypadku samochodowym. Mało kto wie, że to właśnie Andrzej Benesz, słynny znalazca inkaskiego węzełka, wykupił zrujnowany zamek w 1970 r., by uchronić go przed całkowitym zapomnieniem.
Zwiedzanie zamku Tropsztyn. Sala tortur, lochy i widoki z wieży
Historia o skarbie kusi. Może dlatego, że badacze i radiesteci mówią o nieodkrytych pod twierdzą pomieszczeniach. Ja tam kopać nie zamierzam. Otwieram bramę i wspinam się do głównego wejścia. Z bliska widzę, że to niemal nowa budowla, postawiona na ruinach dawnej warowni, zrekonstruowana z kamienia, żelbetu i stali. Oryginalne części są tu wyraźnie zaznaczone.
Przechodzę do sali tortur i oglądam film o miejscach ukrycia skarbu. Kiedy słyszę, że w lochach znajduje się wejście do tajemniczego korytarza, który być może wiedzie aż do zamku w Czchowie, daję się przez chwilę omotać tej poszukiwawczej gorączce. Zaraźliwe paskudztwo. Ale kiedy wspinam się po stromych schodach na wieżę i spoglądam na jezioro, w którym odbija się zachodzące słońce, głowa szybko mi stygnie. Patrzę na wolno płynący prom i wieże pobliskich kościołów, w których ożywają dzwony. Słyszę gadanie ptaków i za żadne skarby nie chcę niczego więcej.
Jak zaplanować podróż na zamek Tropsztyn
- Zamek Tropsztyn jest udostępniany turystom wyłącznie w sezonie letnim. W 2026 roku można go zwiedzać od poniedziałku do piątku w godz. 9.30–17.00, a w soboty i niedziele w godz. 9.30–18.00.
- W sezonie 2026 bilet normalny kosztuje 33 zł, a ulgowy dla dzieci do 15. roku życia – 25 zł. Dzieci poniżej 3 lat wchodzą bezpłatnie.
- Na zwiedzanie warto przeznaczyć około 60–80 minut.
- Trasa prowadzi przez liczne schody, lochy, wieżę i brukowane podejścia, dlatego może być niedostępna lub wymagająca dla osób z ograniczoną mobilnością.
Źródło: Visit Małopolska
Chcesz znaleźć więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.
Nasza autorka
Katarzyna Kachel
Dziennikarka, redaktorka, terapeutka i trenerka oddechu, autorka książek. Absolwentka filologii polskiej, miłośniczka kina, jedzenia i podróży – zarówno tych bliskich, w głąb siebie, jak i dalszych. Stroni od głównych atrakcji turystycznych i luksusowych hoteli, nie przepada za poleceniami w stylu „Musisz to zobaczyć!”. Interesuje ją człowiek oraz pamięć miejsca; fascynują ją regiony pogranicza i przestrzenie nieoczywistych styku. Chętnie schodzi z utartych szlaków.

