Reklama

Murale to wyjątkowa forma street artu, która rzadko kogo pozostawia obojętnym. Miejskie malowidła, zwłaszcza te nawiązujące do lokalnej historii, cieszą się ogromną sympatią mieszkańców i turystów. Ta dziedzina sztuki stała się doskonałym sposobem na przywołanie dawnych symboli oraz ważnych elementów kultury i wkomponowanie ich we współczesną tkankę miasta.

Wielkoformatowe obrazy tak mocno wpisały się w miejski krajobraz, że dziś stanowią obowiązkowy punkt wielu wycieczek. Czy podobny sukces odniesie najnowsze dzieło, które właśnie ozdobiło ścianę podwórka kamienicy przy ulicy Chmielnej 21? Biorąc pod uwagę jego treść, potencjał jest niewątpliwy.

„Warszawa przyszłości”

Aby zrozumieć to, co zostało umieszczone na malowidle, należy cofnąć się do początków XX wieku. To właśnie wtedy na stołecznych witrynach sklepowych zaczął pojawiać się futurystyczny produkt – seria kartek pocztowych portretujących Warszawę przyszłości. Graficy zdecydowali się wkomponować w pocztówkowe pejzaże miasta elementy, które po stolicy będą poruszać się w roku 2000. Tym sposobem nad Wisłą zaczęły pędzić wagony podniebnej kolei, a sama rzeka wypełniła się wieloma okrętami.

Mural zaprojektowany przez architekta Piotra Glegołę przedstawia wizje, które w opinii XX-wiecznych warszawiaków miały stanowić codzienność dzisiejszej stolicy. I choć miejski transport rozwija się zdecydowanie szybciej pod ziemią niż w chmurach, to jeden element dawnych wyobrażeń wydaje się wyjątkowo trafny. Na niemal każdym futurystycznym pejzażu sprzed lat dostrzeżemy bowiem postać człowieka, który w miejskim pośpiechu upada, doznając uszczerbku na zdrowiu.

Dziś ta wizja nabiera symbolicznego znaczenia. W gwarze i natłoku codziennych zobowiązań rzeczywiście łatwo zapomnieć o zachowaniu elementarnego bezpieczeństwa w miejskim gąszczu, spiesząc się na autobus, metro czy tramwaj.

XX-wieczny „Photoshop”

Warszawscy graficy w XX wieku nie byli odosobnieni w tworzeniu futurystycznych wizji miasta. Trend ten przybył do Polski z zachodu – miasta takie jak Paryż, Praga czy Nowy Jork również zapełniały się nieprzystającymi do ówczesnej zabudowy maszynami. Te obrazy doskonale oddawały nastroje epoki: z jednej strony ogromne ambicje bycia nowoczesną metropolią, a z drugiej – podskórny lęk przed chaosem i zawrotnym tempem zmian. Jak podaje Dom Towarowy Braci Jabłkowskich w komunikacie prasowym, wizje te były lustrem, w którym odbijały się nastroje tamtych lat: wielkie marzenia o budowie nowoczesnej metropolii przeplatały się z cichym niepokojem o to, czy w tym zawrotnym tempie zmian nie czeka nas cywilizacyjny chaos.

Na pochwałę zasługuje również technika wykonywania futurystycznych pocztówek, którą teraz bez oporów można nazwać „Photoshopem” z poprzedniego stulecia. Różnica w tym, że obecni graficy w mgnieniu oka potrafią nałożyć dowolny obiekt na dowolne tło w programie komputerowym, podczas gdy ponad sto lat temu efekt taki był jedynie możliwy poprzez niezwykle szczegółową pracę. Aby stworzyć ostateczny kolaż artyści musieli dokładnie wycinać, a następnie przyklejać wizerunki machin na warszawskie tło. Co ciekawe, grafiki te miały charakter niemal seryjny – wydawcy na całym świecie korzystali ze wspólnych szablonów. Dzięki temu futurystyczny motyw rowerzysty w obłokach, znany z Warszawy, pojawiał się jako uniwersalny symbol nowoczesności na kartkach pocztowych od Paryża po USA.

Wyjątkowy mural i wystawa pocztówek

Wielkoformatowe malowidło ufundowane zostało przez Dom Towarowy Braci Jabłkowskich, a jego wykonawcą jest Good Looking Studio. Równocześnie do premiery muralu udostępniona zwiedzającym została kolekcja pocztówek będących inspiracją dla ściennego obrazu. Prezentowane pocztówki pochodzą z kolekcji filokartysty Łukasza Żaka.

Dzieło można zobaczyć przy ulicy Chmielnej 21 w Warszawie. To właśnie tam możemy odkryć, jak ponad sto lat temu wyobrażano sobie stolicę Polski.

Źródła: Dom Towarowy Braci Jabłkowskich, TVN24

Reklama
Reklama
Reklama
Loading...