Reklama

Spis treści:

  1. Kamień Pomorski
  2. Kołobrzeg
  3. Połczyn-Zdrój

Podążam za dobrym samopoczuciem, czując sól i wiatr znad Bałtyku, ale też wilgotną borowinę, czasami ciszę przerywaną dźwiękiem kroków w parku zdrojowym. Postanawiam sprawdzić, w jaki sposób spokojny Kamień Pomorski, dynamiczny Kołobrzeg i zanurzony w naturze Połczyn-Zdrój łączy woda, a dzieli tempo życia. Są różne. I właśnie w tej różnicy dostrzegam ich siłę.

Kamień Pomorski

Moja przygoda zaczyna się od jednego z najstarszych miast regionu, gdzie pociąg zwalnia jeszcze przed stacją, jakby sam chciał dostroić się do tutejszego niespiesznego rytmu. Choć morze oddalone jest stąd o 10 km, w powietrzu czuć dumę z wielkiej historii dawnego biskupstwa, która kojąco miesza się z prowincjonalnym spokojem. Los bywa przewrotny i to on sprawił, że zamiast poszukiwanego w XIX w. węgla odkryto tu prawdziwe skarby: solankę i borowinę.

Dziś tutejsze sanatoria kuszą odmiennym charakterem – od nowoczesnego kompleksu Mieszko, przez cichą, położoną blisko mariny Dąbrówkę, aż po odrestaurowanego z duchem epoki Chrobrego. To właśnie w Chrobrym, którego architektura z początku XX w. przypomina czasy kuracjuszy przyjeżdżających tu dorożkami, poddaję się rytuałowi z czarnego złota, bo tym jest dla miasteczka borowina.

Kiedy zanurzam się w gęstej aksamitnej mazi podgrzanej do 40 st. Celsjusza, czuję, jak ciepło leczniczego torfu przenika głęboko do mięśni. Ziemisty, pierwotny zapach borowiny wypełnia zmysły, a jej gęsta konsystencja oszukuje grawitację – ciało staje się jednocześnie ciężkie i niebywale lekkie. Gdy resztki stresu ostatecznie kapitulują, opuszczam mury sanatorium, by odkryć duszę tego miejsca.

Kamień Pomorski - katedra
Kamień Pomorski – katedra fot. Shutterstock

Korzenie Kamienia Pomorskiego sięgają głęboko aż do VIII w. i osady Wolinian. W XII w. Mieszko I przejął te ziemie, a miasto stało się siedzibą potężnego biskupstwa pomorskiego. Ślady dawnych kanoników prowadzą mnie do wirydarza przy Konkatedrze św. Jana Chrzciciela. To jedyny tego typu obiekt w Polsce, prawdziwa perła architektury na skalę europejską. W tym ogrodzie, zamkniętym gotyckimi krużgankami o kunsztownych sklepieniach, cisza jest obezwładniająca. Surowa ceglana architektura w połączeniu z dziką zielenią wnętrza tworzą scenerię, w której czas zdaje się tracić swoją władzę.

Kołobrzeg

Kilka dni później jestem w Kołobrzegu. Tutaj wszystko działa odwrotnie. Miasto jest głośniejsze, większe, bardziej pewne swojej pozycji. Spacer zaczynam od portu i szybko trafiam na promenadę. Trudno uwierzyć, że historia Kołobrzegu zaczęła się od soli, surowca, który przez wieki decydował o potędze regionów. Już w roku 1000 miasto znalazło się na mapie Europy dzięki utworzeniu biskupstwa. Później był handel, Hanza, kontakty ze Skandynawią. Kołobrzeg rósł wraz z portem, był ważny i bogaty.

W XIX w., gdy nadmorskie miejscowości zaczęły przyciągać turystów, Kołobrzeg długo pozostawał twierdzą. Obrona przed wojskami Napoleona w 1807 r. stała się legendą, która na lata zdominowała jego tożsamość. Solanki bogate w jod, brom i magnez oraz Bałtyk, który działa jak naturalny inhalator, przyciągnęły kuracjuszy nieco później. Kluczowa stała się kolej, dzięki której w 1859 r. Kołobrzeg otworzył się na masową turystykę i leczenie. Przedwojenne sanatoria były gigantyczne. W sali balowej jednego z nich nazywanego potocznie Pałacem Nadbrzeżnym mogło jednocześnie przebywać aż tysiąc pacjentów. Pierwsza wojna światowa zamieniła uzdrowisko w szpital wojskowy, druga natomiast obróciła w gruzy 90% miasta. Uzdrowiskowa tradycja wróciła tu szybciej, niż można było się spodziewać. Od momentu, gdy w 1952 r. powstało pierwsze sanatorium dla dzieci Słoneczko (już nie funkcjonuje), miasto nie przestaje się rozwijać.

Spaceruję wzdłuż Parku Nadmorskiego im. Stefana Żeromskiego, który ciągnie się kilometrami niczym zielony kordon oddzielający miejski zgiełk od bałtyckich fal. Ten starannie zaprojektowany ponad 30-hektarowy ekosystem pierwotnie, jeszcze w XIX w., miał być niejako barierą zabezpieczającą twierdzę przed piaskiem, a dziś chroni zdrowie kuracjuszy. Tutejszy mikroklimat to fenomen: morski aerozol, bogaty w jod, brom i magnez, miesza się pod osłoną wiekowych drzew z olejkami eterycznymi sosen i dębów. Ciekawostką jest, że park skrywa wyjątkowe gatunki, jak potężny cypryśnik błotny czy rzadkie rośliny słonolubne: mlecznik nadmorski, soliród zielny, które upodobały sobie tutejszą, przesiąkniętą solanką glebę.

Zaglądam w boczne ulice, próbując zliczyć niemal przytulone do siebie ośrodki o znajomo brzmiących nazwach: Mewa, Arka, Bałtyk, Jantar, Kormoran, Gryf. Liczenie idzie mi słabo, ale z każdym krokiem uzmysławiam sobie, że leczenie wpisane jest w tutejszy krajobraz tak samo jak morze, krzyk mew i ścieżki rowerowe.

Zaglądam do Perły Bałtyku, miejsca uchodzącego za pewny wybór. Plaża jest dosłownie kilka kroków stąd. Wjeżdżam windą na dwunaste piętro, do kawiarni z tarasem. Panorama miasta i Bałtyku przyciąga nie tylko kuracjuszy. Zachwycam się parkiem nadmorskim, który zaczyna się niemal za drzwiami, i słynną Promenadą Wydmową, jedną z najdłuższych i najpiękniejszych alei spacerowych nad morzem. To też dobre miejsce, by zobaczyć, jak sanatorium w Kołobrzegu funkcjonuje dziś: jako ośrodek leczenia i jednocześnie atrakcyjny punkt na mapie miasta. Ponad pięciuset pacjentów korzysta tu z terapii kardiologicznych, oddechowych i rehabilitacji narządów ruchu, a codzienny spacer po parku i plaży jest integralną częścią planu dnia

Kawałek dalej wyrasta Wistom, oddalony od linii brzegowej o zaledwie sto metrów. To tutaj widać, jak bardzo zmieniło się nowoczesne uzdrowisko. Obok klasycznych inhalacji i hydromasaży króluje tu fizjoterapeutyczna awangarda: pinopresura czy tapping. Widok kuracjuszy z kolorowymi plastrami na ramionach to dziś stały element kołobrzeskiej mody, symbol świadomego dbania o sprawność.

uzdrowisko kołobrzeg
Uzdrowisko Kołobrzeg. fot. Uzdrowisko Kołobrzeg

Gdy szukam wyciszenia, moje kroki kierują się ku San Medical Spa. Położony nieco dalej od głównego traktu jest azylem dla tych, którzy lubią Kołobrzeg poza sezonem, miasto wówczas zwalnia, a park nadmorski spowija kojąca mgła. San skupia się na leczeniu kręgosłupów i programach zdrowego odchudzania. Dla wielu pacjentów to nie jednorazowy pobyt, ale powrót do sprawdzonego adresu.

Połczyn-Zdrój

Pojawia się nagle, otulony naturą Pojezierza Drawskiego w jego najbardziej spektakularnym wydaniu. To tutaj zaczyna się Szwajcaria Połczyńska – kraina polodowcowych wzgórz, głębokich dolin i jezior, która swoją nazwę zawdzięcza krajobrazowi do złudzenia przypominającemu alpejskie przedgórza. Miasto poznaję od strony deptaka i przez chwilę mam wrażenie, że mruga do mnie kolorami. Nad głową unoszą się dziesiątki parasoli, wielobarwna instalacja przyciągająca pojawiających się w mieście turystów. Ale wiem, że to tylko warstwa wierzchnia. Wystarczy skręcić w boczną ulicę, by tempo wyraźnie spadło, a Połczyn-Zdrój zaczął mówić ciszej.

To jedno z najstarszych uzdrowisk w Polsce. Są tu stare kamienice i 80-hektarowy Park Zdrojowy z częścią francuską – uporządkowaną, z dywanami kwiatów, fontannami i symetrycznymi alejkami, i angielską – przypominającą naturalny, dziki las z malowniczymi stawami i potężnymi dębami. Już w średniowieczu istniała tu osada strzegąca ważnych szlaków Pomorza, a prawa miejskie nadane w XIV w. otworzyły jej drogę do rozwoju rzemiosła i handlu. Przełom przyszedł w 1688 r., gdy odkryto źródła wód mineralnych. Wyobrażam sobie moment, w którym zwykłe miasteczko zaczęło się zmieniać w uzdrowisko, które na przełomie XVII i XVIII w. stało się jednym z największych na Pomorzu. Kuracjusze przyjeżdżali tu chętnie i masowo, a od 1870 r. zaczęły powstawać duże uzdrowiska: Gryf, Irena, Marta.

Najlepsze uzdrowiska na Pomorzu Zachodnim - Połczyn-Zdrój
Najlepsze uzdrowiska na Pomorzu Zachodnim – Połczyn-Zdrój fot. Shutterstock

Siadam w kawiarni niedaleko parku. Piję kawę, jem szarlotkę z lodami i obserwuję ludzi. W powietrzu unosi się zapach wilgotnej ziemi. To borowina znana mi już z Kamienia Pomorskiego. Ta połczyńska cieszy się sławą w całej Europie; jest jedną z najlepszych odmian, wykorzystywaną nie tylko w medycynie, ale i w kosmetologii czy rytuałach spa. Lista dolegliwości, które leczy się tutaj – od schorzeń reumatologicznych po neurologię i osteoporozę, brzmi niezwykle poważnie. Jednak w praktyce Połczyn-Zdrój emanuje zadziwiającym spokojem. Tu nawet medycyna wydaje się mniej surowa.

Więcej o atrakcjach Pomorza Zachodniego piszemy w najnowszym wydaniu „National Geographic Extra” nr 1/2026 – już w sprzedaży!

NGT-Extra-2601-500x649
Reklama
Reklama
Reklama