Reklama

Spis treści:

  1. Manhattan Morza Śródziemnego
  2. Paczka cygar i rewolucja bikini
  3. Betonowy las w wersji eko? Dokładnie tak
  4. Energia Levante i spokój Poniente
  5. Paella z widokiem na morze
  6. Golden hour w Benidormie
  7. Benidorm jest tym, czym chcesz, by był

Trudno o miasto, które budziłoby w Hiszpanii tak skrajne emocje jak Benidorm. W powszechnej świadomości funkcjonuje jako głośny kurort, wakacyjny azyl Brytyjczyków i miejsce rzekomo wyprane z hiszpańskiej duszy. Słyszałam to tyle razy, że niemal w to uwierzyłam. Tymczasem rzeczywistość rzuciła tej reputacji rękawicę już podczas pierwszego spaceru wzdłuż plaży Poniente.

Manhattan Morza Śródziemnego

Dotarłam do Benidormu, gdy słońce chowało się za horyzont. Na granatowym niebie gasły ostatnie promienie dnia. Miasto przywitało mnie eksplozją neonowych świateł, muzyką i gwarem plażowiczów wędrujących beztrosko od baru do baru.

Benidorm leży we wschodniej Hiszpanii, między Alicante a Walencją, w samym sercu Costa Blanca. Choć to nieduże miasto, trudno przeoczyć jego charakterystyczną linię horyzontu, gęstą od strzelistych wieżowców. To właśnie dzięki nim Benidorm dorobił się przydomku „Manhattanu Morza Śródziemnego” albo – z nutą przekory – „hiszpańskiego Las Vegas”. Dziś Benidorm jest jednym z najpopularniejszych kurortów w kraju, odwiedzanym rocznie nawet przez 3 miliony turystów.

Paczka cygar i rewolucja bikini

W pierwszej połowie XX wieku Benidorm był skromną wioską rybacką. Mieszkańcy utrzymywali się z połowów tuńczyka i okolicznych plantacji cytrusów. Prawdziwa rewolucja przyszła w latach 50., gdy stery miasta przejął Pedro Zaragoza Orts.

Zaragoza, dziś postać niemal legendarna, dostrzegł w Benidormie niewykorzystany potencjał ekonomiczny. Nie miał wątpliwości: przyszłość miasta leży w turystyce. – Sięgnął po paczkę cygar i postawił ją pionowo na stole. Właśnie tak miały rosnąć hotele Benidormu – opowiada Antonio, przewodnik i pracownik biura miasta.

To również Zaragoza rzucił wyzwanie konserwatywnej Hiszpanii. Wsiadł na Vespę, odbył ośmiogodzinną podróż do Madrytu i przekonał generała Franco do legalizacji bikini. Ignorując groźby ekskomuniki, przeforsował dekret, który pozwalał turystkom na swobodę, o jakiej reszta kraju mogła tylko pomarzyć.

Betonowy las w wersji eko? Dokładnie tak

Co ciekawe, w 2025 roku Benidorm otrzymał tytuł Europejskiego Zielonego Pioniera Inteligentnej Turystyki. To potwierdzenie, że pionowy model miasta niesie realne korzyści ekologiczne. Wbrew pozorom gęsta zabudowa wieżowców pozwoliła zachować naturę – aż 61% terytorium miasta stanowią obecnie chronione obszary przyrodnicze.

Miasto stało się europejskim liderem w zarządzaniu zasobami. Dzięki inteligentnym systemom sieć wodna osiągnęła imponującą, 95-procentową wydajność, a recykling szarej wody pozwolił zmniejszyć całkowite zużycie o 18%.

Energia Levante i spokój Poniente

Wybrzeże Benidormu to ponad sześć kilometrów piaszczystych brzegów, podzielonych na dwie wyraźne strefy przez skalisty cypel Starego Miasta. Na wschodzie rozciąga się Playa de Levante – tętniące życiem centrum kurortu. To tu, wzdłuż dwukilometrowej linii brzegowej, skupiają się hotele, bary i kluby.

Zupełnie inny nastrój panuje na zachodzie. Playa de Poniente jest dłuższa (liczy ponad 3 km) i znacznie szersza. Jej znak rozpoznawczy – falująca promenada – barwną linią oddziela pas piasku od miejskiej zabudowy. Podczas gdy Levante przyciąga energią, Poniente oferuje spokój i wystarczająco dużo miejsca, by cieszyć się morzem bez tłumów.

Dla pragnących ucieczki od wielkomiejskiego krajobrazu, północny kraniec wybrzeża oferuje jeszcze jedno oblicze. U stóp stromych klifów Sierra Helada kryją się zatoczki Cala Almadraba i Cala Ti Ximo. Woda jest tu niemal nierealnie turkusowa. Ten piękny odcień to zasługa falujących w całym regionie łąk posidonii morskiej (Posidonia oceanica). Ta niezwykła roślina, będąca kluczowym elementem śródziemnomorskiego ekosystemu, działa jak naturalny filtr i fabryka tlenu.

Paella z widokiem na morze

Choć dzielnica Rincón de Loix kusi zapachem „english breakfast”, wystarczy krótki spacer w stronę Casco Antiguo, by aromat frytek ustąpił miejsca owocom morza i oliwie. W wąskich uliczkach Starego Miasta, zwłaszcza na słynnej „Alei Tapas” (Calle Santo Domingo), lokalna tożsamość ma się świetnie. Tutaj, przy lampce lokalnego wina z regionu Alicante, warto skosztować dumy regionu – arroz a banda, ryżu gotowanego w intensywnym wywarze rybnym.

Benidorm słynie przede wszystkim z kuchni walenckiej, w tym wyśmienitej paelli. Aby jej spróbować, odwiedzam Marisquería Posada del Mar, kameralną restaurację niedaleko punktu widokowego Balcón del Mediterráneo. Gdy na stole pojawia się parująca paellera, aromat owoców morza natychmiast każe mi zapomnieć o zgiełku panującym na zewnątrz. W Hiszpanii lunch to najważniejszy i najbardziej obfity posiłek dnia – prawdziwa klęska urodzaju, w której kolejne półmiski i miseczki pojawiają się szybciej, niż zdąży się opróżnić poprzednie.

Golden hour w Benidormie

Aby zrozumieć skalę wizji Pedro Zaragozy, muszę spojrzeć na miasto z góry. Zajmuję miejsce w terenowym jeepie, który zabiera mnie na spotkanie z „zachodzącym słońcem”. Naszą trasę zaczynamy od punktu Tossal del Senyal. Potem Mirador de l’Ermita Verge del Mar, a na koniec słynny punkt widokowy La Creu, skąd miasto widać jak na dłoni. Z tej perspektywy wieżowce Benidormu przestają być tylko betonową dżunglą – stają się częścią spektakularnej panoramy. W tym momencie zaczynam rozumieć, w czym tkwi magia tego miasta.

Choć tutejsza woda, piasek i pogoda są wspaniałe, Benidorm ma do zaoferowania znacznie więcej. Turystyka aktywna ma się tu równie dobrze, jak klubowe życie nocne. Wybieram się więc na przejażdżkę rowerem elektrycznym po Parku Przyrody Sierra Helada. Wsparcie silnika pozwala bez wysiłku pokonywać strome podjazdy, a wiatr we włosach przynosi ulgę od hiszpańskiego słońca.

Benidorm jest tym, czym chcesz, by był

Pobyt w Benidormie uświadomił mi, jak złudne bywa pierwsze wrażenie. – Możesz wybierać między różnymi osobowościami tego miasta – przekonuje Ana, która kilka lat temu przeprowadziła się tu z Lizbony. I rzeczywiście, Benidorm pozwala na przeżycie wielu równoległych historii. To miejsce o kilku twarzach, a każda z nich potrafi oczarować na swój sposób.

Źródło: National Geographic Polska

Reklama
Reklama
Reklama