Trzecie największe miasto Indii jednych zachwyca, a innych przytłacza. Najlepiej poznawać je przez historie kobiet
Kalkuta to miasto pełne kontrastów, w którym przeszłość wciąż przeplata się z nowoczesnością. Od kolonialnych budynków po tętniące życiem ulice – sprawdź, co wyróżnia to miejsce na tle innych indyjskich metropolii.

- Paulina Wilk
Spis treści:
- Miasto między przeszłością a nowoczesnością
- Serce Kalkuty, które zatrzymało czas
- Smaki i codzienność Bengalu
- Duchowość i kontrasty życia
- 3 sposoby na tanie Indie
Kalkuta, na tle innych wielkich indyjskich metropolii, wyróżnia się swoją tożsamością. W przeciwieństwie do dynamicznego Delhi czy technologicznego Bangaluru, to miasto zachowuje nostalgiczny charakter dawnej epoki, który wciąż definiuje jego rytm.
Miasto między przeszłością a nowoczesnością
W przeciwieństwie do Delhi, które przypomina brutalnie rozpychającego się mężczyznę, czy Bangaluru, któremu bliżej do nastolatka wpatrzonego w ekran smartfona, Kalkuta jest kobietą. Stateczną damą, która nosi stare koronki, choć już zmurszały i przydałoby się cerowanie. Jest najmłodszym z wielkich indyjskich miast, ale tylko ona ma w sobie wdzięk wspaniałego wczoraj.
Inni pędzą ku przyszłości. Delhi się rozrasta, buduje satelickie miasta. Mumbaj pnie się wzwyż, bo nowoczesność musi się pomieścić z biedą. A Kalkuta drepcze, próbując dogonić postęp.
Przeszła ostatnio rozległy lifting i kilka zabiegów upiększających. Wzdłuż centralnej alei Chowringhee leżą nowe chodniki, pyszni się kwitnący park, w którym jeszcze kilka lat temu na ubitej ziemi przysypiały bezpańskie psy. Lśniący gmach Victoria Memorial, pamiątka po brytyjskim panowaniu, jest symbolicznym śladem kolonialnej historii – onieśmielający i obcy, jak obiekt pozostawiony przez kosmitów. Przed odrestaurowanym ceglanym budynkiem głównego targowiska New Market szumią nowe fontanny – zadziwiający dowód troski o komfort mieszkańców w mieście, w którym w wielu miejscach wciąż trudno o stały dostęp do bieżącej wody.
Dawne rezydencje Brytyjczyków, o pałacowych kopułach zdobionych zegarami, przechodzą metamorfozę. Otoczone rusztowaniami z bambusa cierpliwie czekają, aż bosonodzy mężczyźni odmalują ich frontony. Robota ciągnie się miesiącami, a odzyskana uroda i tak uleci z pierwszym atakiem monsunu. Mimo to sprawa została przesądzona – Kalkuta zdecydowała się na nowoczesność.

By szybciej ku niej iść, wszczepiła sobie swoistą „endoprotezę” – w dzielnicy Salt Lake, niedaleko sennego lotniska i wiecznie zakorkowanej obwodnicy, przyjął się nowy byt: nowoczesne osiedla z centrami handlowymi i multipleksami. Również w śródmieściu, przy Park Street i Esplanade, przybywa klimatyzowanych salonów z telefonami i kawiarni z mrożoną kawą.
Serce Kalkuty, które zatrzymało czas
Jedno, czego indyjska Kalkuta nie odmładza, to jej serce, bijące w najstarszej, północnej części. Tu zegary wciąż pokazują XIX wiek. W wąskich uliczkach rzemieślnicy wykuwają metalowe dzwonki dla rikszarzy, którzy pobiegną z drewnianym wózkiem nawet w najcięższą ulewę.
W małych świątyniach tlą się kadzidła, a handlarze przekrzykują się, negocjując ceny. Wysyłają tragarzy, by na głowach przenieśli kopy twardych guaw i delikatnych, czerwieniejących mango. Wokół poczty głównej przy dawnym placu Dalhousiego kucają pakowacze – obszywają przesyłki płótnem, kaligrafują adres, lakują, stemplują. Tradycyjne metody pakowania wciąż funkcjonują obok nowoczesnej logistyki lotniczej.
Wokół domu Rabindranatha Tagorego, nagrodzonego Noblem geniusza literatury i muzyki, rozciąga się nieregularna sieć uliczek. Zabłądzić w którąkolwiek to zanurzyć się w opowieść, która toczy się od wieków.
Smaki i codzienność Bengalu
W małych knajpach ze stołami z surowego drewna leżą umyte liście bananowca. Wąsaty kelner wyrzuca na nie górę sypkiego ryżu, kawałki ryby w marynacie, duszone warzywa – wszystko, co oferuje tradycyjna kuchnia bengalska.
Obok, w gęstym syropie, pływa gorący gulab dźamun albo biała roszogula – życie jeszcze nigdy nie było tak słodkie. Nieopodal, w położonej nad brzegiem Hugli dzielnicy Kumartuli, rzeźbiarze budzą do życia ukochane bóstwa.
Słomiany szkielet otulają miękką gliną – spod ich dłoni wyłaniają się krągłe piersi, słoniowe trąby i ostre tygrysie kły. To właśnie tutaj powstają figury wykorzystywane podczas religijnych festiwali Durga Puja. Kiedy wyschną, zostaną pomalowane na jaskrawe barwy widoczne nawet nocą, podczas upojnych religijnych festiwali.
Duchowość i kontrasty życia
Szybki przejazd metrem na południe to podróż po jeszcze silniejsze przeżycia. W świątyni Kali, sąsiadującej z najstarszym wciąż działającym przytułkiem założonym przez Matkę Teresę, drżą młode kozy. Jeszcze chwila i zostaną złożone w ofierze – to element lokalnych rytuałów religijnych, które wciąż są obecne w przestrzeni miasta.

Znużeni kwiaciarze wyplatają girlandy – czerwone kwiaty przypominają krople krwi. Przed świątynią zamieszanie – trwa handel nadzieją na lepsze jutro. Z dachu restauracji w jedynym wieżowcu przy New Market widać miasto, które właśnie się przebudziło. Zrzuca z siebie pleśń i upalny letarg. Warto je zobaczyć, zanim gwałtowna modernizacja całkowicie zmieni jego oblicze.
3 sposoby na tanie Indie
- Loty z Europy do Kalkuty są drogie. Lepiej w Delhi przesiąść się na linie indyjskie lub kolej – to często tańsza alternatywa podróży.
- Jeden kurs żółtą taksówką wystarczy, by poczuć urok jazdy słynnym ambasadorem. Potem warto wybrać autobusy i tramwaje – transport publiczny jest bardzo tani (całe miasto nawet za 10 rupii).
- Tanią i dobrą knajpkę najłatwiej znaleźć w porze lunchu, podążając za tłumem. Je się w tłoku, ale świeżo i lokalnie, często bez użycia sztućców.
Źródło: National Geographic Traveler

