Reklama

Spis treści:

  1. W pogoni za Kazimierzem
  2. Parada na cześć Kazimierza
  3. Wesołe świętowanie
  4. Palmowe rzemiosło
  5. Nowoczesna tradycja

Podczas wileńskich Kazioków czuć nadchodzącą wiosnę. W pierwszy weekend marca Wilno zatapia się w dźwięku ludowych instrumentów i gwarze ulicznych kiermaszów. Mieszkańcy stolicy Litwy wychodzą na ulice, by wspólnie świętować dzień kanonizacji swojego narodowego patrona.

To wyjątkowe połączenie religijnych i ludowych tradycji przetrwało lata wojen oraz sowieckiej okupacji, gdy władze starały się wymazać Kaziuki z przestrzeni miasta. Jak dziś wygląda to kipiące autentycznością święto i czy na jarmarku wciąż można kupić tradycyjne kaziukowe wyroby?

W pogoni za Kazimierzem

Wychodzę z miejsca swojego noclegu w centrum Wilna. Hotel Vilnia, którego nazwa nawiązuje do okalającej słynne Zarzecze rzeki Wilejki, znajduje się u stóp wzgórza Giedymina, zaraz przy placu Katedralnym. Nic więc dziwnego, że chwilę po przekroczeniu hotelowych wrót do moich uszu trafiają pierwsze dźwięki ludowej muzyki i odgłosy zgiełku, jaki ma miejsce kilkaset metrów ode mnie.

Choć to na placu Katedralnym znajduje się Bazylika świętego Stanisława Biskupa, w której pochowane jest ciało litewskiego patrona – bezpośredniego prowodyra wileńskich Kaziuków – to nie ten fragment miasta pełni najistotniejszą rolę w kiermaszu. By dostać się do tego miejsca, muszę przedrzeć się przez kilkaset stoisk.

Docieram do alei Giedymina – ulicy, na której rozgrywa się główna część kaziukowych obchodów. Od samego początku uderza mnie zainteresowanie, z jakim spotykają się lokalne stoiska sprzedające regionalne wyroby. Przy straganie zaopatrzonym w słynne piernikowe serca gromadzi się już pokaźna kolejka osób chcących nabyć kultowy wypiek.

Zaraz obok starsza pani z pogranicza Litwy i Białorusi sprzedaje smorgońskie obwarzanki – ikony wileńskich Kaziuków. Te charakterystyczne przysmaki, które po upieczeniu nawleka się na sznur, tworząc kaziukowy naszyjnik, przywędrowały do stolicy Litwy z miasta Smorgon w dzisiejszej Białorusi. Tamtejsi handlarze, dowiedziawszy się w XIX wieku o hucznych targach w pobliskim Wilnie, zdecydowali się wziąć udział w Kaziukach, co zapoczątkowało kilkusetletnią tradycję związaną z tymi łakociami.

Nie mam, niestety, teraz chwili na delektowanie się słynnymi obwarzankami. Do miejsca rozpoczęcia inauguracyjnej parady zostało mi jeszcze kilkaset metrów.

Parada na cześć Kazimierza

Parada otwierająca obchody wileńskich Kaziuków to najważniejsze wydarzenie całego kiermaszu. Rozpoczyna się na samym początku alei Giedymina – tam, gdzie ulica dociera do rzeki Wilii – i idzie przez całą długość targowiska.

To jednak nie trasa owej parady jest wyjątkowa, a obiekt, który przewodzi tłumowi. Na czele mieszkańców Wilna kroczy czterometrowa maskotka świętego Kazimierza ubranego w charakterystyczne, bordowe szaty. Uroczyste obchody, rozgrywające się od ponad 400 lat w stolicy Litwy, związane są bowiem z procesem kanonizacji narodowego patrona.

Syn króla Kazimierza IV Jagiellończyka przez całe swoje życie był mocno związany z Wilnem – to tutaj ponoć prowadził swoją działalność charytatywną, rozdając pieniądze litewskim biednym. Sto osiemnaście lat po śmierci królewicza został on oficjalnie mianowany świętym przez papieża Klemensa VIII. Informacja ta wzbudziła wśród mieszkańców Wilna taką euforię, że dwa lata po kanonizacji zaczęto urządzać w mieście huczne obchody na cześć nowego świętego. Tak zrodziła się tradycja Kaziuków, rozbudzająca do dzisiaj entuzjazm wśród naszych wschodnich sąsiadów.

Smorgońskie obwarzanki
Receptura smorgońskich obwarzanków przetrwała już setki lat fot. Go Vilnius

Wesołe świętowanie

Staram się nadążyć za św. Kazimierzem, choć nie jest to łatwe. Tłumy, które – tak jak ja – starają się uchwycić na zdjęciu otwierającą paradę maskotkę, kłębią się wokół litewskiego świętego. Niektórzy stają na tyle blisko, że dłońmi są w stanie dotknąć dzierżonej przez królewicza lilii – symbolu czystości i niewinności.

Całe szczęście uczestnictwo w tym, co dzieje się za plecami patrona, również zasługuje na uwagę. Za maskotką kroczy bowiem szpaler mieszkańców ubranych w ludowe litewskie stroje. Widzimy parę kroczącą na szczudłach, która z góry pokrzykuje do innych świętujących, grupę noszącą rozżarzony węgiel, co jakiś czas buchający do góry za sprawą sypanego proszku, oraz młodych ludzi namawiających innych do wzięcia udziału w paradzie.

Patrząc na uczestników parady, trudno nie odnieść wrażenia, że są oni czymś rozweseleni. Ich szerokie uśmiechy świadczą o szczęściu, jakie unosi się nad aleją Giedymina. Pytam więc lokalnej przewodniczki: czym ci ludzie się tak radują? „Nadchodzi wiosna” – odpowiada mieszkanka Wilna, a ja czuję, jak całe miasto przebudza się do życia po srogiej zimie.

Wileńska parada
Kaziukowej paradzie przewodzi sam św. Kazimierz fot. Go Vilnius

Palmowe rzemiosło

Kaziuki to nie tylko śpiewy i zapachy – to też moc żywych kolorów, które towarzyszą świętu. Z kiermaszem nierozerwalnie związane są jaskrawe wileńskie palmy, które można nabyć na wielu kaziukowych stoiskach.

Sztuka ta, choć niepozorna w swoim kształcie, jest efektem długoletnich praktyk, w trakcie których artyści uczą się tworzyć coraz bardziej awangardowe struktury. Na pewnym etapie zaawansowania, gdy patrzę na stworzoną przez mistrza palemkę, zaczynam się zastanawiać, jak zrobienie takiego dzieła jest w ogóle możliwe.

Jeszcze większe wątpliwości rodzą się, gdy sam siadam do zrobienia takiego przedmiotu. Nić w moich dłoniach zaczyna się niekontrolowanie plątać, a uparcie przyczepiane do trzonu gałązki co rusz zmieniają swoje miejsce, zaburzając całość kompozycji. Ostatecznie udaje mi się skonstruować coś na wzór wileńskiej palemki, która jednak w porównaniu do oryginału przypomina raczej obdrapany patyk. Gdy po raz kolejny obserwuję tworzone przez profesjonalistów palemki, czuję tym większy podziw dla prezentowanego na Kaziukach rzemiosła.

Wileńska palemka
Wileńskie palemki uchodzą w kulturze Litwy za prawdziwe dzieła sztuki fot. Go Vilnius

Nowoczesna tradycja

Kaziuki – tak jak wiele innych miejsc w Wilnie – reprezentują świeże spojrzenie na litewską tradycję. Mimo że wyroby, które sprzedawane są na kiermaszu, wykonywane były również setki lat temu, do dzisiaj ich smak zachwyca lokalnych smakoszy.

Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku wileńskich restauracji, takich jak Kristoforas, 14 horses czy przede wszystkim Eleno. Ta ostatnia prowadzona jest przez pochodzącego z Kłajpedy Martyna Meida, jednego z najbardziej interesujących przedstawicieli młodego pokolenia litewskich szefów kuchni. Stawia on na nowoczesną interpretację lokalnych produktów, a w jego kuchni tradycyjne smaki regionu spotykają się z technikami współczesnej gastronomii. Pobyt w Eleno to przede wszystkim doświadczenie samo w sobie, które wraz z gośćmi pozostaje na długo po wizycie. Podobnie jak same Kaziuki.

Źródło: Go Vilnius

Nasz autor

Olaf Kardaszewski

Absolwent Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie student magisterskiego kierunku Studiów Miejskich na tej samej uczelni. Interesuje się społecznymi i kulturowymi aspektami zmieniającego się świata, o czym chętnie pisze w swoich pracach. Współprowadzący projekt „Podziemna Warszawa” w National Geographic Polska. Uwielbia podróże, w trakcie których zawsze stara się obejrzeć mecz lokalnej drużyny piłkarskiej.

Olaf Kardaszewski
Reklama
Reklama
Reklama